Konstytucyjny wątek świadka

23-04-2018, 22:00

Były premier zarzucił PiS oraz mediom na usługach tej partii „fałszywą narrację, że rząd podlega prezydentowi”.

Składanie przez Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej, zeznań w kraju w charakterze świadka zawsze staje się wydarzeniem o dodatkowej wadze politycznej. Wczoraj były premier świadkował w sprawie z prywatnego oskarżenia kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej przeciwko Tomaszowi Arabskiemu, byłemu szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Chodzi o organizację tragicznej wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r., której logistyką zajmował się przecież całkowicie inny podmiot — Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Zobacz więcej

Donald Tusk świadkował w sprawie z prywatnego oskarżenia przeciwko byłemu szefowi jego kancelarii. Fot. Forum

Nie wchodząc w szczegóły zeznań, zwracam uwagę na poruszony przez świadka wciąż aktualny problem konstytucyjny. Odnosząc się do dwóch lotów do Smoleńska, 7 i 10 kwietnia 2010 r., były premier zarzucił PiS oraz mediom na usługach tej partii „fałszywą narrację, że rząd podlega prezydentowi”. Niedookreślony art. 133 ust. 3 Konstytucji RP brzmi: „Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem”. Kompetencyjne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (TK) z 20 maja 2009 r. dotyczyło tylko szczytów Rady Europejskiej (RE) i miało charakter również niedookreślony. TK orzekł, że prezydent może podjąć decyzję o udziale w posiedzeniu RE, ale wymaga to współdziałania z premierem i reprezentowania stanowiska rządu. Odnosił się do pamiętnego sporu z 2008 r. o dysponowanie samolotem Tupolew 154M do Brukseli, chociaż nie o krzesło na szczycie — wtedy każde państwo miało dwa. Kilka miesięcy po orzeczeniu sytuacja się jednak zmieniła — traktat z Lizbony zredukował liczbę foteli do jednego. Sytuacja, gdy w Polsce prezydent i premier pochodzą z obozów rywalizujących, nie została zatem ostatecznie rozstrzygnięta.

Trudno uwierzyć, ale Donald Tusk w swojej wykładni sytuacji sprzed dekady zyskał współcześnie sojusznika w… Jarosławie Kaczyńskim. Za prezydentury brata Lecha prezes podkreślał znaczenie mandatu głowy państwa wybranej bezpośrednio. Doktryna silnej prezydentury przycichła w PiS podczas kadencji Bronisława Komorowskiego i odżyła po zwycięstwie Andrzeja Dudy. To do niej prezydent nawiązał rok temu, rzucając zaskakujący pomysł referendum konstytucyjnego. Jednak wkrótce po zdradzieckim (w PiS taka ocena nadal się utrzymuje) zawetowaniu ustaw sądowych dowiedział się od prezesa, że nastąpił zwrot o 180 stopni i partia stawia na silny ustrój kanclerski, ą la Viktor Orbán czy Angela Merkel. Zatem niech tam Andrzej Duda ma swoje zabawki, czyli udział w szczytach NATO — w obstawie ministra obrony — oraz przemawianie w bezwolnej Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ale na odcinku Unii Europejskiej partia dopuszcza decyzyjnie wyłącznie premiera Mateusza Morawieckiego. O dawnym orzeczeniu kompetencyjnym TK prezydent może zapomnieć.

W najbliższy czwartek czeka nas pewne przesilenie w debacie konstytucyjnej. Na PGE Narodowym podsumowana zostanie roczna kampania przedreferendalna, jej inicjator wygłosi istotne przemówienie. Najbardziej interesująco zapowiada się kwestia kalendarzowa — czy prezydent będzie brnął w swoją idée fixe wciśnięcia narodowi referendum w niedzielę 11 listopada, czyli w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Na zatwierdzenie tej daty przez PiS (treść pytań i termin akceptuje Senat) nie ma szans, zatem ciekawe, kiedy przyjmie gorzką dla niego prawdę do wiadomości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Konstytucyjny wątek świadka