Przed miesiącem pisaliśmy o kulisach upadłości TTW Dom i Ogród, do niedawna jednej z największych spółek w handlu artykułami budowlanymi i ogrodniczymi. Ujawniliśmy, że jej właścicielowi - Krzysztofowi K. - prokuratura przedstawiła zarzut wyprowadzania majątku na szkodę wierzycieli. To właśnie ci ostatni oraz przedstawiciele syndyka mieli wielkie pretensje do sądu rejestrowego, który ich zdaniem mógł zapobiec całemu procederowi. Dziś przedstawiamy opinie wiceprezes tego sądu oraz część innych głosów, jakie dotarły do „PB” po naszej publikacji. Mimo trudnego, prawniczego języka zdecydowaliśmy się zamieścić obszerne fragmenty wyjaśnienia sędzi Doroty Kozarzewskiej, aby precyzyjnie oddać tok rozumowania kogoś powołanego do nadzoru nad postępowaniami w warszawskim sądzie rejestrowym.
Odnosząc się do artykułu „Nie wie lewica, co czyni prawica”, opublikowanego w gazecie „Puls Biznesu”, przedstawiam stan faktyczny opisanych w artykule postępowań rejestrowych.
Wnioskiem z 8 lutego 2002 r. zarząd TTW Warszawa wniósł o wpis zmiany wspólników po zwrocie poprzedniego wniosku. Do wniosku były dołączone umowy sprzedaży udziałów z 31 października 2001 r. 3.04.2002 r. zostało wydane postanowienie o wpisie nowych wspólników.
Uważam, że ogłoszenie upadłości poprzedniego właściciela udziałów, tj. TTW Dom i Ogród w dniu 11.03.2002 r. nie miało żadnego wpływu na ważność powyższych umów, a zatem wpis jest prawidłowy.
Teza autora artykułu, że wydanie tego postanowienia „związało ręce syndykowi” oraz, że wskutek tej decyzji państwo K. i holenderska firma stali się właścicielami udziałów jest — nawiązując do poetyki artykułu — absurdalna.
Autor nie odróżnia bowiem nieważności umowy od jej bezskuteczności — w tym przypadku — wobec masy upadłości (art. 55 par. 2 prawa upadłościowego), ani nie zdaje sobie sprawy, że wpis wspólników do rejestru jest deklaratoryjny, a nie konstytutywny. Uważam, że okoliczność, iż sprzedaż udziałów spółki TTW Warszawa odbyła się w warunkach spełniających dyspozycję art. 55 par. 2 prawa upadłościowego nie oznacza, że umowy te są nieważne, a zatem formalnie nowymi właścicielami stali się w tych umowach nabywcy.
Pisma syndyka z 20.03.2002 r. i 29.03.2002 r. nic tu nie zmieniają. Oczywiście są oni wspólnikami na skutek zawarcia umów kupna-sprzedaży, a nie na skutek postanowienia Sądu, bowiem postanowienie o wpisie nowych wspólników ma charakter deklaratoryjny i jako takie nie tworzy nowego stanu prawnego.
Wbrew temu co pisze autor nie jest też absurdem uwzględnienie przez Sąd wniosku z 20.03.2002 r. (rozpoznawanego w kolejności) o zmianę zarządu na podstawie uchwały podjętej przez syndyka masy upadłości TTW Dom i Ogród. Skoro bowiem na mocy art. 55 par. 2 prawa upadłościowego umowy zbycia udziałów w TTW Warszawa były w stosunku do masy bezskuteczne — syndyk mógł je traktować tak, jakby nie były zbyte, czyli weszły do masy i wykonywać z nich prawo korporacyjne polegające na zmianie zarządu (...).
(...) Z przykrością stwierdzam, że przed opublikowaniem artykułu „Nie wie lewica, co czyni prawica” nikt nie starał się skontaktować ze mną czy też z Przewodniczącą XIX Wydziału KRS (prowadzącego akta obu spółek) celem ustalenia rzeczywistego stanu rzeczy. (...) Konkludując: w opisywanych w omawianym artykule sprawach nie zapadły żadne „dziwne decyzje sądu rejestrowego” zaś stwierdzenie „brak kompetencji (...) lekkomyślność, może jeszcze coś innego” dotyczyć może wyłącznie autora artykułu, a nie osób orzekających w omawianych sprawach.
Z poważaniem
Dorota Kozarzewska, wiceprezes Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy
Od autora:
Według Pani wiceprezes Doroty Kozarzewskiej, podległy jej sąd rejestrowy działa bez zarzutu. Trudno mi się zgodzić z podobnym wnioskiem.
Po konsultacji ze znawcami prawa handlowego pozwolę sobie nie bagatelizować znaczenia wpisów w sądzie rejestrowym — przynajmniej co do ich skuteczności w zbyciu udziałów. Jak twierdzi doktryna, co prawda umowa zbycia udziałów jest skuteczna między stronami od chwili określonej w umowie „mocą oświadczeń woli”, ale wobec stron trzecich (w tym wypadku np. zainteresowanych wierzycieli) — od chwili ujawnienia w rejestrze.
Odpowiedź Pani wiceprezes utwierdza nas w przekonaniu o obowiązywaniu w nadzorowanym przez Panią sądzie rejestrowym przedziwnej logiki. Pisze bowiem Pani, że — zgodnie z decyzją sądu, który Pani nadzoruje — od 3 kwietnia 2002 r. w aktach rejestrowych spółki TTW Warszawa figurowali jako właściciele państwo K. i firma holenderska Cross Border Properties. I nie widzi Pani nic absurdalnego w tym, że 8 maja ten sam sąd decyduje o zmianie zarządu — nie na wniosek tychże właścicieli, ale na wniosek syndyka! Jak syndyk mógł zmienić zarząd TTW Warszawa, skoro nie figurował w rejestrze jako właściciel tej spółki? A skoro mógł (na mocy art. 55 par. 2 prawa upadłościowego), to dlaczego jego pisma z 20 i 29 marca, w których domagał się niewpisywania nowych udziałowców, jak Pani pisze, „nic tu nie zmieniały”.
Do faktu, że sąd potrzebował pół roku, by zareagować (czytaj: wezwać do uiszczenia opłaty sądowej) na wniosek wierzyciela o rozwiązanie spółki TTW Warszawa, Pani wiceprezes w ogóle się nie odnosi. Dawid Tokarz
Korzystając z faktu, że w dniu 25.10-27.10 na łamach „Pulsu Biznesu” zamieszczono obszerny artykuł, dotyczący kulis upadłości spółki TTW Dom i Ogród, pragniemy — jako jeden z wierzycieli — dołączyć się do narzekań na postępowanie sądowe. Mianowicie:
Spółka nasza wystąpiła 31.10.2001 r. do XVI Wydziału Gospodarczego Sądu Okręgowego o wydanie nakazu zapłaty z wnioskiem o wydanie zarządzenia tymczasowego (zabezpieczenie roszczenia w trybie art. 733 kpc. poprzez ustanowienie zakazu wypłat ze wskazanego rachunku).
Sąd w dniu 13.11. 2001 oddalił nasz wniosek, (...) pisząc m.in.: „Powód podnosi, iż pozwana spółka ogranicza swoją działalność, przenosząc ją do nowego podmiotu. Z uwagi jednak, na fakt, iż obie spółki łączy osoba jednego z członków zarządu, a także wspólnika, zdaniem sądu, nie istnieje niebezpieczeństwo pozbawienia zaspokojenia wierzyciela.”
Ta ocena okazała się jednak całkowicie błędna. Mamy nadzieję, że będą się Państwo starali wyjaśnić w sądzie, czym spowodowane były tak liczne uchybienia w sprawach przeciwko TTW Dom i Ogród.
Krzysztof Michalczyk
Gardena Polska
Tekst Dawida Tokarza dotyczył upadłości spółki TTW Dom i Ogród. Jako byli pracownicy tej firmy chcielibyśmy odnieść się do poruszonych kwestii.
Autor pisze, że właściciele spółki, państwo K. w postępowaniu upadłościowym twierdzili, iż wyprzedawali artykuły ze sklepów, by zaspokoić roszczenia pracownicze. To nieprawda — nikt z pracowników nie dostał należnych odpraw (najczęściej trzymiesięcznych) ani zaległych pensji. Poza jednym wyjątkiem — prezesem Dariuszem Biskupskim. Większość z nas złożyła pozwy w sądzie pracy, ale — dotychczas — żadna sprawa nie została ostatecznie rozstrzygnięta.
Potwierdzamy opinie wierzycieli, którzy jasno mówią o działaniu państwa K. na szkodę spółki. Naszym zdaniem, ukartowali oni upadłość firmy. Tymczasem możliwe było dalsze funkcjonowanie TTW Dom i Ogród, a ze swojej strony byliśmy w stanie zaakceptować nawet czasowe zawieszenie płac. Trzeba przy tym pamiętać, że jeszcze na koniec listopada 2001 r. w naszych hipermarketach były artykuły warte blisko 10 mln zł, czyli mniej więcej połowę wszystkich długów spółki, objętych postępowaniem upadłościowym.
Byli pracownicy TTW Dom i Ogród (nazwiska znane redakcji)
Reportaż, dotyczący upadłości spółki TTW Dom i Ogród w „PB”, wymaga pewnego wyjaśnienia. Los sprawił, iż bohater reportażu, właściciel firmy TTW Dom i Ogród oraz aktualny dzierżawca hali TTW, udziałowiec firmy TTW OPEX noszą to samo imię: Krzysztof, a ich nazwiska rozpoczynają się na tę samą literę: K. Nietrudno domyślać się, jak mogli zareagować niezbyt wnikliwi czytelnicy, którzy zobaczyli Krzysztofa K. z czarnym paskiem na twarzy w drodze do prokuratury, a na sąsiedniej stronie logo firmy TTW OPEX za kratami.
Chcemy wyjaśnić, że reportaż Dawida Tokarza w żaden sposób nie opisuje Krzysztofa Królaka, właściciela TTW Opex. Na szczęście partnerzy biznesowi naszej firmy znają dobrze jej sytuację i w większości przypadków reagowali na całą sytuację ze spokojem.
Krystyna Kanownik, TTW Opex
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem artykuł, który ukazał się w „PB” 25.10-27.10 2002 r. Jestem dyrektorem naczelnym Centralnego Ośrodka Informacji Budowlanej, przedsiębiorstwa państwowego, które zajmuje się m.in. zarządzaniem centrum handlowym artykułami budowlanymi (stała wystawa budownictwa BUDEXPO) oraz działalnością wydawniczą i informacyjną dla i o branży budowlanej. Mamy oddział w Katowicach, który zajmuje się organizowaniem targów i wystaw budowlanych. Od pewnego czasu poszukujemy nowej siedziby dla tego oddziału. Za najlepszą lokalizację uznaliśmy obiekt przy ul. Rożdzieńskiego, wcześniej zajmowany przez TTW Dom i Ogród. Prowadziliśmy zaawansowane prace, dotyczące zagospodarowania tej hali. (...)
Po zapoznaniu się z całokształtem sytuacji właścicielskiej tej nieruchomości (w czym w znacznym stopniu pomógł wspomniany artykuł) musiałem jednak zdecydować o rezygnacji z tych planów. Nie mogę po prostu ryzykować majątku cały czas państwowego przedsiębiorstwa. Za pomoc w podjęciu decyzji szczerze dziękuję.
Andrzej Hupert,
dyrektor naczelny COIB