Polska spółka Ive Outdoor przejęła globalną markę Queenax wraz z pełnym pakietem aktywów operacyjnych obejmującym know-how, linie produkcyjne, dokumentację techniczną oraz portfolio własności intelektualnej. Transakcję sfinansowano ze środków własnych spółki i jej udziałowców oraz dzięki wsparciu inwestora z branży budowlanej.
W jej zakres wchodzą m.in. znaki towarowe, wzory przemysłowe i patenty chronione nie tylko na poziomie globalnym i europejskim, ale także na kluczowych rynkach, w tym w USA, Chinach, Japonii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Brazylii i Australii. Strony nie ujawniają wartości transakcji.
Globalna marka trafia w polskie ręce
Firma Queenax powstała na początku minionej dekady jako producent modułowych konstrukcji do treningu funkcjonalnego. W 2015 r. została przejęta przez fińską grupę Amer Sports i włączona do segmentu fitness rozwijanego pod marką Precor. Sam Precor w 2020 r. trafił w ręce notowanego na NASDAQ Peloton Interactive. Sprzedaż Queenaksa — spółki, która w ciągu ostatnich 12 lat wygenerowała łączne przychody przekraczające 270 mln USD — jest konsekwencją decyzji Pelotona koncentrującego się obecnie na podstawowej działalności, czyli domowym ekosystemie treningowym opartym na sprzęcie, subskrypcjach i treściach cyfrowych.
— Ciekawostką jest, że globalną rozpoznawalność Queenaksa pomógł zbudować Richard Branson, brytyjski przedsiębiorca i założyciel Grupy Virgin. Już w 2013 r. dostrzegł potencjał marki i zamówił setki konstrukcji m.in. do klubów fitness oraz pociągów Virgin Trains West Coast, gdzie powstały strefy treningowe — mówi Mateusz Lendzioszek, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Ive Outdoor.
Skokowy wzrost skali po przejęciu
Ive Outdoor specjalizuje się w realizacji plenerowych stref treningowych i współpracuje m.in. z Benefit Systems. Do tej pory spółka rozwijała się organicznie, bez finansowania zewnętrznego. W zeszłym roku — jeszcze bez Queenaksa — wypracowała 15 mln zł przychodu oraz 3,3 mln zł zysku.
— Zakładamy, że w 2026 r. nasze przychody wzrosną siedmiokrotnie — mówi Mateusz Lendzioszek.
Jak podkreśla, Queenax dysponuje siecią ponad 100 dystrybutorów krajowych obsługujących 135 rynków oraz ponad 200 lokalnych dystrybutorów w USA. Już w tym roku marka ma odpowiadać za około połowę przychodów całej grupy.
Na obecnym etapie Ive Outdoor nie widzi bezpośredniej konkurencji w kluczowym segmencie działalności, czyli realizacji plenerowych obiektów fitness w formule pod klucz.
— Mamy 24–36 miesięcy przewagi technologicznej, zanim rynek dojdzie do naszego poziomu. Chcemy ten czas wykorzystać do zbudowania co najmniej 120 takich obiektów na świecie — zarówno własnych, jak też franczyzowych oraz realizowanych dla klientów komercyjnych, którym przekazujemy gotowe obiekty w dniu otwarcia. W tym modelu współpracujemy m.in. z Benefit Systems — mówi Mateusz Lendzioszek.
W segmencie samej marki Queenax naturalnym punktem odniesienia jest marka Outrace należąca do Technogymu. Jak podkreśla spółka, mimo silnego zaplecza konkurenta Queenax historycznie wygenerował wielokrotnie wyższą sprzedaż i posiada znacznie większą bazę instalacji. Zdaniem Ive Outdoor zwinność organizacyjna i koncentracja na jednym segmencie mają pozwolić tę przewagę nie tylko utrzymać, ale także systematycznie powiększać.
Akcent na cyfryzację
Kluczowym czynnikiem wzrostu przychodów grupy, w tym samej marki Queenax, ma być cyfryzacja oferty. Obejmuje ona zarówno nowe urządzenia, jak też znaczną część z ponad 21,5 tys. instalacji już działających na świecie.
— Przygotowujemy system treningowy w modelu SaaS, który połączy sprzęt z oprogramowaniem i pozwoli zarządzać treningami grupowymi oraz indywidualnymi w ramach jednej platformy. Dzięki bazie urządzeń liczymy na trwałą przewagę konkurencyjną i możliwość zbudowania globalnego ekosystemu łączącego hardware z oprogramowaniem — tłumaczy dyrektor ds. rozwoju biznesu w Ive Outdoor.
Równolegle Queenax ma pełnić rolę narzędzia ekspansji. Marka wnosi do grupy kilkadziesiąt gotowych produktów oraz międzynarodowy kanał dystrybucji, który umożliwia oferowanie autorskich rozwiązań Ive Outdoor — w tym przede wszystkim zewnętrznych klubów fitness — praktycznie na wszystkich rynkach świata.
Rozwój wymusza zmiany organizacyjne
Skok skali oznacza także zmianę etapu rozwoju spółki. Ive Outdoor kończy fazę startupową i buduje struktury dostosowane do działalności międzynarodowej. Obejmuje to zarówno formalizację procesów, jak też wzmocnienie zespołu menedżerskiego oraz zaplecza operacyjnego.
W najbliższym czasie funkcję prezesa obejmie Iwona Nieścior mająca 30-letnie doświadczenie w zarządzaniu procesami operacyjnymi. Do zespołu dołączyła także Łucja Minga, która odpowiada za koordynację rozliczeń na kilkudziesięciu rynkach.
Równolegle swoje piony rozbudowują udziałowcy spółki: Damian Romanik, dyrektor operacyjny, oraz Wiktor Kumala, dyrektor sprzedaży. Ich zespoły są powiększane, by obsłużyć globalny łańcuch dostaw i sieć dystrybucji Queenaksa.
Spółka nie wyklucza kolejnych przejęć, choć – jak podkreśla – priorytetem pozostaje rozwój organiczny.
— Prowadzimy rozmowy dotyczące przejęcia podmiotu w USA oraz firmy w Polsce, z którą już dziś blisko współpracujemy. Otrzymujemy także propozycje finansowania od funduszy i graczy branżowych, ale na tym etapie stawiamy na reinwestowanie zysków. Przy akwizycjach korzystamy z finansowania dłużnego od zaufanych partnerów, co pozwala nam zachować pełną kontrolę właścicielską i nie rozwadniać udziałów — mówi Mateusz Lendzioszek.
Z perspektywy rynku M&A transakcje w segmencie fitness coraz częściej wpisują się w globalny trend redefinicji infrastruktury treningowej zarówno pod względem formatu, jak też lokalizacji. Dynamiczny rozwój funkcjonalnych stref treningowych, w tym outdoorowych, nie jest już niszą, lecz odpowiedzią na popyt, który pojawia się w miejscach dotychczas pozbawionych dostępu do obiektów fitness. Dotyczy to nie tylko przestrzeni publicznych, ale także hoteli, aparthoteli, inwestycji mieszkaniowych czy obiektów mixed-use, gdzie dostęp do treningu coraz częściej staje się elementem standardu, a nie dodatkiem.
Rynek fitness wciąż pozostaje bardzo nierównomiernie nasycony. Polska jest tu dobrym przykładem szerszego globalnego zjawiska — blisko 1,9 tys. gmin zamieszkanych przez ponad 7 mln osób nie posiada żadnego klubu fitness ani siłowni sieciowej. Podobne białe plamy występują także na rynkach Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej, zwłaszcza poza dużymi aglomeracjami. To właśnie w tych lokalizacjach najszybciej rozwijają się mniejsze, wyspecjalizowane formaty: kompaktowe siłownie osiedlowe, studia treningowe czy koncepty low-cost, które opierają ekspansję na skali, powtarzalności i szybkości wejścia na rynek.
W tym kontekście rośnie znaczenie modułowych rozwiązań wyposażeniowych —arówno indoor, jak też outdoor — pozwalających w krótkim czasie uruchomić w pełni funkcjonalną przestrzeń treningową, bez długotrwałych procesów projektowych i wysokich nakładów inwestycyjnych. Obserwujemy obecnie wyścig o atrakcyjne, dotychczas niepokryte lokalizacje, a przewagę konkurencyjną zyskują operatorzy, którzy po rozpoznaniu niszy są w stanie najszybciej uruchomić punkt, by uprzedzić konkurencję.
Istotnym katalizatorem zmian jest również jakość infrastruktury outdoorowej. W wielu krajach, w tym w Polsce, zdecydowana większość plenerowych stref treningowych nie spełnia podstawowej funkcji. Dominują urządzenia oparte wyłącznie na ciężarze własnym użytkownika, pozbawione realnego, regulowanego oporu, co w praktyce uniemożliwia progresję treningową. W efekcie takie strefy mają charakter czysto rekreacyjny i nie odpowiadają na potrzeby osób trenujących regularnie, co coraz wyraźniej widać w zmianie oczekiwań użytkowników i inwestorów.
Równolegle obserwujemy silny trend integracji sprzętu fitness z technologią. Nie chodzi już wyłącznie o sprzedaż urządzeń, lecz o dostarczanie kompletnego, skalowalnego rozwiązania treningowego łączącego sprzęt z oprogramowaniem, analityką danych i narzędziami wspierającymi użytkownika. Dla operatorów siłowni oznacza to konkretne korzyści biznesowe: lepsze monitorowanie aktywności klientów, personalizację treningów, elementy grywalizacji, integrację z aplikacjami mobilnymi czy systemami wearable, a w efekcie wyraźny wzrost retencji i spadek liczby rezygnacji z członkostwa. Coraz częściej są to platformy umożliwiające zarządzanie całą strefą treningową — od planowania zajęć i obciążeń przez analizę progresu po automatyzację dostępu i płatności.
Na tym tle rośnie aktywność transakcyjna w branży fitness. Wartość coraz częściej przesuwa się z samego produktu w stronę platformy, know-how wdrożeniowego i zdolności do szybkiego skalowania na wielu rynkach. To właśnie te elementy, a nie tylko moce produkcyjne stają się dziś kluczowymi aktywami w procesach fuzji i przejęć, zwłaszcza w segmentach łączących fitness, technologię czy nieruchomości.
