Mówi się, że nie ma oryginalnych idei, jest tylko źle zrobiony research. Gdy dany pomysł sprawdza się na jednym rynku, błyskawicznie znajdują się ci, którzy są gotowi skopiować go na kolejne. W bezpieczne projekty, czyli już gdzieś przetestowane, chętnie angażują się zwłaszcza ci, którzy w biznesie stawiają pierwsze kroki.

To, że z klonowania pomysłów na start-upy można uczynić niezły biznes, pokazują bracia Samwer, twórcy Rocket Internet. Hasło tej firmy brzmi: „Budujemy biznesy”. Choć gdyby założyciele chcieli być zupełnie szczerzy, powinni wciągnąć na sztandar inne: „Kopiujemy biznesy”. Schemat działania jest prosty: obserwacja rynków, zwłaszcza tych, gdzie scena startupowa dynamicznie się rozwija, wyłapywanie projektów, które się tam sprawdzają, i kopiowanie ich w innym regionie świata.
Pokusa i ambicja
Klonowanie start-upów w wykonaniu Niemców budzi wiele kontrowersji. Projekty tworzone na polskim rynku często również bazują w większym lub mniejszym stopniu na funkcjonujących biznesach, ale nie zawsze są klonami. Jak podkreśla Jakub Probola, szef hub:raum Kraków — centrum innowacyjności dla przedsiębiorców z Europy Środkowo- -Wschodniej, wiele pomysłów startupowych to wypadkowa z jednej strony lenistwa i pokusy, by sięgnąć po sprawdzony pomysł, ale z drugiej także ambicji, by rozwijać własny biznes.
— Fakt, że w Polsce powstają pomysły inspirowane projektami zagranicznymi, może być interpretowany jako problem z innowacyjnością. Ale przecież znajdują się osoby i inwestorzy, dla których start- -up będący kopią jest nadal atrakcyjny, bo chodzi o to, by dostosować daną usługę czy rozwiązanie do specyfiki danego rynku — mówi Jakub Probola. Jego zdaniem, nawet takie pomysły jak sieci handlowe Tesco czy Carrefour są przecież kopiami. Ale oczywiście nie wszystkie polskie projekty są inspirowane zagranicznymi.
— Wśród oryginalnych projektów rozwijanych przez Polaków mamy np. start- -up Harimata, który poprzez aplikację stara się zdiagnozować problemy u dzieci, np. ADHD czy autyzm, czy Leia Display System, którego zespół opracował system umożliwiający wyświetlanie obrazu na parze. Jest też przecież Zortax — Polacy nie odkryli co prawda druku 3D, ale stworzyli urządzenie, na które skusił się np. Dell — mówi szef hub:raum.
Google nie był pierwszy
Przykładem na to, że potrafimy stworzyć konkurencyjny biznes na bazie istniejącego pomysłu i podbijać z nim kolejne rynki jest portal BookLikes, założony przez Joannę Grzelak-Piaskowską i Dawida Piaskowskiego z Poznania.
Serwis adresowany jest do miłośników książek, którzy dzielą się recenzjami przeczytanych pozycji, tworzą wirtualne biblioteki i piszą blogi o literaturze. Poznaniacy najpierw wystartowali z jego anglojęzyczną wersją, celując w rynek, na którym od kilku lat był już m.in. serwis GoodReads. W krótkim czasie udało im się stworzyć imponującą bazę użytkowników i wyprzedzić konkurencję. We wrześniu serwis informował, że korzysta z niego 45 tys. aktywnych blogerów książkowych, i dał im możliwość zarabiania na opiniach o przeczytanych książkach poprzez spersonalizowane strony z recenzjami działające w ramach BookLikes.
Takich przykładów jest wiele. Można je znaleźć w większości regionów świata.
— Czy Facebook był pierwszym portalem społecznościowym, a Google pierwszą wyszukiwarką? Nie. Można zaryzykować tezę, że wszystkie projekty startupowe czy w ogóle biznesowe mają pewne elementy zapożyczone od innych. Ale znajdują się odbiorcy, którzy chcą płacić nawet za produkt inspirowany innymi, bo rozwiązuje on ich problemy w satysfakcjonujący sposób. Wtedy traci na znaczeniu fakt, że nie jest to stuprocentowo oryginalny projekt — mówi Dariusz Żuk, prezes Polski Przedsiębiorczej — fundacji rozwijającej system wspierania start-upów.
Jego zdaniem, jest wiele przykładów na to, że po dodaniu jednego lub kilku innowacyjnych elementów nawet projekt inspirowany cudzym pomysłem może odnieść gigantyczny sukces.
Dobrze wiedzą to przedstawiciele rynku venture capital — na sprawdzone pomysły patrzą życzliwie, bo inwestowanie w nie wiąże się z mniejszym ryzykiem.
— Inwestor, który przygląda się start- -upowi, szuka dowodów na to, że proponowany przez niego model biznesowy sprawdzi się na danym rynku. Jeżeli za granicą pojawił się podobny projekt i zarabia, to dla inwestora sygnał, że warto mu się przyjrzeć. Możliwe, że projekt nie będzie wówczas szczególnie innowacyjny na poziomie pomysłu i modelu biznesowego, choć te i tak będą musiały być dostosowane do realiów nowego rynku. Projekt może być natomiast innowacyjny na płaszczyźnie technologii i procesów biznesowych. Najtrudniej tworzy się projekty,które są nowatorskie — i technologicznie, i biznesowo — podkreśla Marcin Fejfer, menedżer inwestycyjny SpeedUp Group.
Mniejsze ryzyko
— Gdy jest się inwestorem, to oczywiście przyjemnie słuchać zespołów zapewniających, że ich produkt jest pionierski. Jednak w rzeczywistości, przy postępującej globalizacji, bardzo trudno jest wymyślić coś, na co nikt inny jeszcze nie wpadł. Będąc ostatnio w Chinach, widziałem „fabrykę”, w której aplikacje powstawały w takim tempie jak produkty wyjeżdżające z taśmy produkcyjnej. Oczywiście, kopiowanie wszystkich pomysłów i dostosowywanie każdego do swojego rynku się nie sprawdza. Odpowiedź na pytanie: dlaczego nikt jeszcze w tym regionie świata nie zaproponował takiego rozwiązania, brzmi najczęściej: bo nie ma tam na nie rynku — dodaje Dariusz Żuk.
Świeży rynek
Ale adaptowanie danego pomysłu na nowy rynek to też nie lada wyzwanie. Za entuzjazmem, który towarzyszy rozwijaniu danego modelu biznesowego, musi pójść też rzetelna analiza klientów, konkurencji i wielu innych aspektów. Ci, którzy na co dzień oceniają start-upy, podkreślają, że nie mamy jeszcze tak dużego doświadczenia w rozwijaniu tego typu przedsięwzięć jak inne kraje.
— Polscy startupowcy obserwują rosnące firmy na rynku amerykańskim czy niemieckim i próbują rozwijać własne na podstawie tego samego modelu, który np. kierowany jest do pewnej niszy. Jednak nisza w skali amerykańskiej wciąż oznacza bardzo dużą liczbę odbiorców, a w Polsce może nawet nie pozwolić osiągnąć progu rentowności, więc często takie projekty upadają — mówi Marcin Fejfer.
Najpierw należy zatem określić wielkość rynku, a to tylko jeden z elementów, którymi różnią się od siebie poszczególne kraje. Eksperci radzą, by porównać sieć dystrybucji, strukturę rynku, sposób tworzenia treści i wreszcie zdolność zakupową grupy docelowej. Do listy problemów, z którymi trzeba się zmierzyć, Jakub Probola dorzuca jeszcze konieczność dokładnego sprawdzenia konkurencji i właściwego oszacowania zasięgu oddziaływania rozwijanego projektu na rynek, opracowanie strategii komunikacji i reklamy.
— Często startupowcom wydaje się, że wystarczy wrzucić post na Facebooku i machina promocyjna zadziała sama. Tak nie jest. W promocję produktu trzeba włożyć dużo pracy — mówi szef hub:raum Kraków.