Polska GPW
Sesja w Warszawie rozpoczęła się od
umiarkowanej przeceny. Indeks największych spółek tracił 1 proc., a WIG
zniżkował o 0,8 proc. Znacznie lepiej radziły sobie wskaźniki małych i średnich
firm. mWIG40 spadał o 0,5 proc., sWIG80 wystartował z poziomu
o 0,4 proc.
niższego niż w poniedziałek. W ciągu dnia sytuacja niemal nie ulegała zmianie.
Przewaga niedźwiedzi ani przez moment nie została zakwestionowana. Przecena
przyspieszyła po rozpoczęciu notowań na Wall Street i to mimo że tamtejsze
indeksy wcale nie zachowywały się najgorzej. Obawy przed pogorszeniem się
giełdowej koniunktury przeważyły.
Liderami spadków były akcje KGHM i
Pekao, tracące po ponad 3,5 proc. I na tych walorach notowano największe obroty.
Po 1,5 proc. zniżkowały papiery PKO i PKN Orlen. Akcje Telekomunikacji Polskiej
traciły na wartości nieco ponad 1 proc.
Ostatecznie WIG20 stracił 2,12 proc,
WIG zniżkował o 1,84 proc. Po porannym niezłym zachowaniu, wskaźniki małych i
średnich firm też uległy mocniejszej przecenie. mWIG40 zniżkował o 1,49 proc., a
sWIG80 o 1,04 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 1,12 mld zł.
Giełdy zagraniczne
Chwilowe przekroczenie w ubiegłym
tygodniu przez S&P500 poziomu 1100 punktów okazuje się jak na razie
„szczytowym” osiągnięciem tego indeksu. Od tamtego momentu stracił on prawie 35
punktów. Niedawna wspinaczka postępowała małymi kroczkami, spadki na
poszczególnych sesjach są już bardziej pokaźne. Zwyżkowa tendencja zaczyna coraz
wyraźniej się łamać. Co gorsze, ostatnie zniżki dokonują się bez żadnej
konkretnej przyczyny. To znaczy, że „rynek” ma chęć spadać i zrobi to bez
względu na to, czy będą napływały dobre, czy złe
informacje.
Tym razem Azja przejęła się tym, co
działo się w Stanach Zjednoczonych. Niemal na wszystkich parkietach dominowały
spadki i to niemałe. Skończyła się dobra passa giełdy w Chinach. Shangai B-Share
zniżkował 0 1,8 proc., a Shanghai Composite aż o 2,8 proc.
W Hong Kongu
spadek wyniósł prawie 1,9 proc. Nikkei stracił na wartości 1,45
proc.
Europejscy inwestorzy nie przestraszyli
się spadków na Wall Street. Indeksy
na głównych giełdach zaczęły dzień od
niewielkiego wzrostu. Po godzinie nastąpił niezbyt silny atak podaży, który
został szybko odparty we Frankfurcie i Paryżu, gdzie indeksy trzymały się
nieznacznie nad kreską. Jedynie w Londynie nastroje były gorsze i spadek sięgał
prawie 0,5 proc.
Na parkietach naszego regionu
dominowały spadki, a ich skala mogła niepokoić. Ich liderem była giełda
moskiewska, gdzie wskaźnik tracił ponad 3 proc. To efekt spadku cen na rynku
surowców. Po 1,5 proc. spadały wskaźniki w Bukareszcie, Pradze i Sofii. W ten
nurt „wpisywała” się także Warszawa. W Budapeszcie spadek przekraczał 1,8 proc.
Widać więc, że „wędrujący” i szukający przygód kapitał zaczął się wycofywać z
bardziej ryzykownych rejonów.
Waluty
Amerykańska waluta odzyskuje siły,
czerpiąc energię ze spadającego rynku akcji. Gwałtowność tego zjawiska można
było obserwować wczoraj wieczorem, gdy euro staniało w kilkadziesiąt minut z
ponad 1,5 dolara do 1,48 dolara. Dziś tylko przez moment wspólna waluta
próbowała odrabiać straty, ale tylko przez moment. Po rozpoczęciu handlu
za
oceanem dolar nadal tryumfował. Pękła bariera 1,4 dolara za
euro.
Wraz z umocnieniem dolara, prysła siła
naszej waluty. Już wczoraj wieczorem
za dolara trzeba było płacić 2,82 zł,
dziś po południu już 3 grosze drożej. Euro w ciągu kilkunastu godzin zdrożało z
4,16 do 4,22 zł, a za franka trzeba było płacić 2,78 zł,
o 3 grosze drożej
niż w poniedziałek rano.
Podsumowanie
Korekta wreszcie się pojawiła. Przewidywanie jej przebiegu i zasięgu nie jest łatwe. Wypada tylko bacznie obserwować rynek i reagować odpowiednio do przyjętej strategii. Nic nie wskazuje na to, by korekta miała być bardzo głęboka i długotrwała, ale gwarancji nie ma. Można się spodziewać, że do zakupów akcji wkrótce przystąpią ci, którzy nie zdążyli tego zrobić kilka miesięcy temu i patrzyli z zazdrością na odjeżdżający bez nich pociąg.
Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance