Czytasz dzięki

Koronawirus przemebluje rynek

opublikowano: 12-05-2020, 21:59

W jakiej kondycji są polskie firmy, czy rządowa pomoc działa i co należy w niej poprawić, jak pandemia zmieni gospodarkę. O tym mówi Michał Bolesławski, który odpowiada za mały i średni biznes w ING Banku Śląskim

„Puls Biznesu”: Jak wygląda sytuacja firm w drugim miesiącu pandemii?

Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego: Nie ma prostej odpowiedzi. Bardzo dobrze idzie dystrybucja subwencji z tarczy finansowej. Dotychczas wydaliśmy decyzje na 3 mld zł, a PFR przelał na rachunki ponad 2,8 mld zł. To bardzo dobrze zorganizowany, sprawnie działający system. Z drugiej strony, kiedy rozpoczynaliśmy przyjmowanie wniosków w ramach tarczy finansowej, spodziewaliśmy się, że systemy nam się zawieszą — tylu będzie chętnych. Tymczasem ruch nie jest duży i spokojnie przetwarzamy aplikacje. Kwotowo transfery są bardzo wysokie — ponad 15 mld zł na całym rynku (dane z piątku). Liczba aplikujących firm jest jednak niewielka — z tarczy skorzystało tylko 11 tys. z 470 tys. firmowych klientów ING. Pytanie, dlaczego tak nieliczne przedsiębiorstwa starają się o pomoc, która może być bezzwrotna.

Jak brzmi odpowiedź?

Przyczyn może być kilka. Jedną z najważniejszych jest warunek 25-procentowego spadku przychodów. Jak się okazuje, niewiele firm go spełnia. Część prawdopodobnie czeka na rozliczenie kwietnia, żeby ocenić skalę. Sytuacja jest różna w różnych branżach, np. w hotelarstwie i turystyce obroty spadły o 70-80 proc. Dla hotelarstwa jednak luty i marzec to miesiące poza sezonem, kiedy obroty zwykle są niskie, więc na razie firmy z tej branży nie mogą udowodnić spadku. Być może dlatego wstrzymują się ze składaniem aplikacji. Warto już teraz zastanowić się nad modelem kwalifikacji firm do pomocy publicznej. Jeśli czyjeś obroty spadły o 22 proc., nie dostanie subwencji. Ktoś inny ma prawo do pełnej pomocy, bo spadek wyniósł 26 proc. Tu wchodzimy w obszar arbitralnej decyzji, nieuwzględniającej faktu, że mniejszy spadek obrotów może być efektem większej elastyczności firmy, zaradności itd.

Sugeruje pan, żeby obniżyć próg ?

Uważam, że po miesiącu monitorowania dystrybucji subwencji powinno się dokonać przeglądu warunków uzyskania finansowania, w tym progów spadku obrotów. 25 proc. to dużo.

Wakacje kredytowe, odroczenie spłat itd. wprowadziły rynek w stan śpiączki farmakologicznej. Jaka jest rzeczywista sytuacja firm?

U nas w banku na 45 mld zł kredytów, leasingu i faktoringu dla małych i średnich firm — od jednoosbowych działalności po przedsiębiorstwa z obrotami 500 mln zł — otrzymaliśmy wnioski na 5,6 mld zł.

Czy to oznacza, że sytuacja firm nie jest aż tak dramatyczna? Klienci detaliczni masowo poszli na wakacje.

Średnie i małe firmy, które najbardziej ucierpiały wskutek epidemii, otrzymują rzeczywistą pomoc z PFR. Te pieniądze są kluczowe, żeby MŚP mogły utrzymać się nad wodą, i stanowią porządny zastrzyk finansowania. Część funduszy przedsiębiorcy przeznaczą na spłatę zobowiązań, ale także na podtrzymanie biznesu, a być może podjęcie nowej działalności. Najbardziej dotknięte kryzysem firmy są też najbardziej elastyczne, błyskawicznie dostosowują się do sytuacji, przestawiając się na nowe usługi lub produkcję. Maseczki, środki higieny, ozonatory — mnóstwo tego asortymentu pojawiło się na rynku niemal z dnia na dzień. Jeśli do subwencji dodamy odroczenie spłat kredytów, to — odwołując się do medycznych porównań — możemy powiedzieć, że daliśmy środki przeciwbólowe i opatrunki pacjentowi, który odniósł poważne obrażenia w nagłym wypadku. Pytanie, jak rany będą się goić. Może się okazać, że jesienią dojdzie do zakażenia. Jeśli za trzy, cztery miesiące skończy się okres zawieszenia spłaty rat kredytowych, a gospodarka nadal nie będzie włączona, to pojawi się problem, gdyż o kolejne odroczenie kredytów będzie trudno. Banki będą musiały przystąpić do restrukturyzacji firm — chociażby ze względu na wymogi księgowe dotyczące IFRS.

Jak wygląda sytuacja w poszczególnych branżach?

Jakąś odpowiedź dają dane dotyczące wniosków o zamknięcie działalności. W edukacji pozaszkolnej, obejmującej szkoły językowe i kursy, w marcu zostało zamkniętych 8 proc. firm. Dentyści zamknęli 2 proc. gabinetów, fizjoterapeuci — 5 proc., pielęgniarki i położne zlikwidowały 2 proc. działalności, w turystyce ubyło 7 proc. firm, na rynku taksówkowym — 11 proc., w działalność związanej ze sportem, czyli wśród trenerów i instruktorów — 7 proc., w kulturze i sztuce — 8 proc., w gastronomii — tylko 2 proc. Firmy zamykały się głównie w marcu. W kwietniu wróciliśmy do średniego poziomu z miesięcy przed epidemią. Na podstawie danych z naszej spółki księgowej, dzięki którym możemy śledzić wolumen sprzedaży i liczbę faktur, można stwierdzić, że na pewno mocno ucierpiał przemysł meblarski, gdzie wystąpił 30-procentowy spadek wolumenu. Wśród brokerów finansowych i ubezpieczeniowych to 44 proc., w hotelach i restauracjach — 56 proc., tyle samo w salonach fryzjerskich. W najmie samochodów i maszyn spadek wyniósł 20 proc., w serwisie transportowym i logistyce — 34 proc., w obsłudze samochodów — 17 proc., a w piekarniach — ok. 20 proc. Duży i zaskakujący spadek dotknął usługi kurierskie — 30 proc. Z drugiej strony mamy branże notujące minimalny spadek lub nawet wzrost. Handel detaliczny poszedł w górę o 20 proc., budownictwo skurczyło się tylko o 1 proc., IT o 2 proc.

Na jak długo wystarczy kroplówki?

To zależy od firmy. Jeśli restauracja dostanie pieniądze i nadal będzie zamknięta, to utrzyma zatrudnienie i być może zachowa siły, żeby wrócić do normalnego życia. Firma produkcyjna może utrzymać produkcję, zrobić zapasy, poszukać innych rynków zbytu lub zdigitalizować kanały sprzedaży. Do września pieniędzy powinno wystarczyć.

Co dalej? Po galeriach handlowych widać, że powrót do normalności będzie trwał długo. Nawet jeśli gospodarka zostanie otwarta, popyt szybko nie odżyje.

Trudno liczyć na tłumy w galeriach, bo ludzie nie mają poczucia bezpieczeństwa — i tak już będzie. Część analityków uważa, że popyt się odrodzi, jak tylko epidemia zacznie wygasać, ale istnieje duże ryzyko, że tak się nie stanie. Wskutek epidemii mocno się zmieni też np. rynek przewozów. Mówi się o potrzebie zachowania wolnego miejsca między pasażerami, co wpłynie na sposób działania firm lotniczych i całego przemysłu turystycznego. W restauracjach będą nowe zasady zasiadania do stołu, wchodzenia, wychodzenia. To samo dotyczy imprez masowych, rynku szkoleń, organizacji spotkań biznesowych. Z każdym z tych sektorów powiązanych jest mnóstwo firm: kateringowych, transportowych, eventowych itd. Pod znakiem zapytania stoją zmiany w galeriach handlowych, gdzie zderzają się sprzeczne stanowiska wynajmujących i najemców. Szkolenia przeszły do internetu i tam już zostaną. Sklepy, które zaczynają działać online i odniosą sukces, zmienią model dystrybucji. To wszystko będzie miało wpływ na koszty i efektywność.

Czyli nawet jeśli sytuacja się unormuje i jesienią nie będzie drugiej fali, rynek czeka dostosowanie?

Tak. Ludzie przez rok, pół roku będą ostrożnie wydawać pieniądze. Można stymulować popyt, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie będzie taki sam jak przed epidemią, więc na koniec dnia podaż będzie musiała się ograniczyć. Usługi mocno zdrożeją, żeby mogły być rentowne, więc dużo mniej ludzi będzie na nie stać. Coś, co było powszechnie dostępne, znowu stanie się elitarne. Po wakacjach kredytowych, wygaśnięciu subwencji będzie musiało nastąpić dostosowanie podaży do popytu, wynikającego z nowych możliwości konsumenta. To oznacza redukcję mocy produkcyjnych, zmiany po stronie kosztowej itp.

A jeśli jesienią wirus znów uderzy?

Będziemy dużo lepiej przygotowani niż w marcu. Mamy procedury, zapasy, które umożliwią lepsze funkcjonowanie. Będzie zatem szansa na szybsze wyjście. Równocześnie jednak wystąpią problemy, które obecnie odroczyliśmy — związane z wakacjami kredytowymi i wyczerpaniem puli subwencji.

Jaki jest optymistyczny scenariusz?

Jeśli szczepionka zostanie szybko wynaleziona, znikną psychologiczne czynniki hamujące popyt i wtedy szybko wrócimy do normalności. Niezależnie od scenariusza nasze firmy są bardzo elastyczne, przedsiębiorcy wynajdują rozmaite sposoby na odnalezienie się w trudnych warunkach. Firmy przechodziły już kryzysy i mają doświadczenie w radzeniu sobie z nimi.

Sprawdź program webinarium "Instrumenty wsparcia przedsiębiorców w dobie pandemii", 20 maja 10:00 >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane