Koronawirus wspiera terminale

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2020-06-30 22:00

Rośnie liczba terminali płatniczych napędzana strachem przed wirusem SARS-CoV-2. Resort finansów szykuje marchewkę dla akceptantów, którzy mają wysoki obrót kartami

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • czy pandemia przyspieszy "terminalizację" handlu i usług,
  • jak rząd chce pomóc w przejściu z gotówki na płatności cyfrowe,
  • czy zmniejszy się limit transakcji gotówkowych B2B z 15 tys. do 8 tys. zł.

W szczycie pandemii, w marcu tego roku, kiedy klienci szturmowali banki i bankomaty, podczas odbywanych regularnie spotkań banków z regulatorami radzono, jak przyhamować pęd do gotówki. Ktoś rzucił wówczas pomysł, żeby poinformować klientów, że na banknotach mogą być zarazki. Ktoś inny odpowiedział, że nie chciałby być wtedy na miejscu kasjerki w Biedronce lub Lidlu.

DUŻA DYNAMIKA:
DUŻA DYNAMIKA:
Na koniec 2019 r., jak podaje NBP, płatności przyjmowało 906 tys. terminali. W I kwartale 2018 r., kiedy startował program Polska Bezgotówkowa, było ich 655 tys.
Fot. AdobeStock

Na rynek trafił inny komunikat — że NBP specjalnie odkaża gotówkę, by była bezpieczna. Polacy wiedzieli swoje. Co prawda wypłacali pieniądze z kont bankowych, ale w sklepach płacili kartami. W szczycie koronapaniki wartość transakcji bezgotówkowych wzrosła o 16 proc. rok do roku. Później dynamika spłaszczyła się i wynosi obecnie około 6 proc. powyżej ubiegłorocznych wyników. Duży przyrost transakcyjności to również zasługa coraz bardziej rozbudowanej sieci terminali płatniczych.

300 tys. terminali

Według nieoficjalnych informacji fundacja Polska Bezgotówkowa, która od dwóch lat prowadzi zakrojoną na szeroką skalę akcję dystrybucji bezpłatnych (przez określony czas) POS-ów, przekroczyłaliczbę 300 tys. zainstalowanych urządzeń. Na koniec 2020 r., zgodnie z planem na ten rok, ma ich być 370 tys. Są to jednak założenia sprzed pandemii. W ubiegłym roku do merchantów trafiło 250 tys. terminali. Plan na ten rok był skromniejszy i zakładał instalację 120 tys. urządzeń, bo rynek jest już w większym stopniu nasycony i trudniej znaleźć amatorów na POS-y. Bardzo dobrze szła sprzedaż w I kw. tego roku, jednak wraz z ogłoszeniem kwarantanny dystrybucja zwolniła, ale nie wyhamowała.

Z naszych informacji wynika, że w marcu do merchantów trafiło 7,5 tys. POS-ów. To wynik poniżej ustalonej na początku roku średniomiesięcznej sprzedaży na poziomie 10 tys. sztuk. Ale dramatu nie było. Bardzo słaby był kwiecień, kiedy na rynek trafiło około 5 tys. nowych urządzeń. Z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę lockdown i to, że POS nie jest dobrem pierwszej potrzeby, popyt, choć mniejszy, wciąż wśród merchantów był. W maju nastąpiło odbicie i fundacja zasponsorowała instalację 7,5 tys. terminali. Wszystko wskazuje natomiast na to, że czerwiec okaże się rekordowy. Według niepełnych jeszcze danych liczba nowych terminali wyniosła 9 tys. To niewiele mniej niż zakładana średnia miesięczna. Czy jednak do końca roku uda się osiągnąć wynik 370 tys. sztuk?

— Jeśli chodzi o liczbę zainstalowanych terminali, prawdopodobnie tak, jednak netto liczba może być mniejsza — mówi przedstawiciel branży płatniczej.

Zgodnie z założeniami programu fundowania terminali są one bezpłatne przez rok. Potem klient sam płaci za ich utrzymanie. Kiedy po roku użytkowania umowy zaczęły wygasać, część merchantów chciała POS-y oddać. W pewnym momencie agenci rozliczeniowi zaczęli poważnie niepokoić się rosnącą skalą tego zjawiska. Wtedy fundacja uruchomiła program retencji klientów, wydłużając wybranym okres bezpłatnego użytkowania o 3-6 miesięcy. Częściowo partycypują w nim agenci rozliczeniowi.

— Wskaźnik churn jest niewielki i wynosi obecnie około 8 proc. — mówi jeden z naszych rozmówców.

Obecnie na 300 tys. urządzeń 160 tys. działa już na komercyjnych zasadach. Pozostałe są subsydiowane. W czerwcu obroty na tych terminalach przez fundację przekroczyły 1 mld zł i był to rekordowy miesięczny wynik.

— Terminale dobrze przyjmują się w handlu, nawet w małych sklepach. Gorzej jest z administracją państwową i samorządową, w sądach, czemu też trudno się dziwić, ponieważ np. sądy nie wiedzą, kto będzie finansował POS-y po upływie bezpłatnego okresu. Zupełnie słabo sytuacja wygląda w segmencie usług, gdzie wciąż dominuje gotówka — mówi przedstawiciel rynku.

Rząd musi pomóc

Jego zdaniem obszar szarej strefy w tej części rynku nie zmniejszył się i bez aktywnego udziału państwa na poprawę nie ma co liczyć. Rząd dobrej zmiany, którego sztandarowym hasłem jest uszczelnianie systemu podatkowego, kilka razy próbował zająć się problemem, ale na próbach się kończyło. Obecny minister finansów, Tadeusz Kościński, jeszcze jako wiceminister rozwoju przygotował projekt ustawy nakładającej na akceptantów, czyli wszystkich przyjmujących płatności, obowiązek akceptacji transakcji kartowych. Dla pozostałej części rządu pomysł był zbyt radykalny i został tak rozwodniony, że w ostatecznym kształcie na akceptancie ciążył obowiązek honorowania przynajmniej jednej płatności bezgotówkowej — np. przelewem. Zmieniło to całą koncepcję wspierania obrotu bezgotówkowego w farsę.

Zamysł uszczelniania systemu podatkowego poprzez promowanie płatności bezgotówkowych w resorcie finansów nie upadł. Jan Sarnowski, wiceminister finansów, krótko pracował w fundacji Polska Bezgotówkowa, reprezentując resort. Z naszych informacji wynika, że to on prowadzi analizy rozwiązań zwiększających elektroniczny obrót pieniądza. Rozważanych jest kilka koncepcji. Jedna z nich zakłada, że akceptanci, których obroty w 60-70 proc. przypadają na transakcje elektroniczne, mogliby wcześniej uzyskać zwrot VAT. Nasze źródła twierdzą, że wraca też pomysł zmniejszenia limitu transakcji gotówkowych w relacjach B2B z 15 tys. zł obecnie do 8 tys. zł.

Możesz zainteresować się również: