Koronawirusem w hodowców

Bartłomiej MayerBartłomiej Mayer
opublikowano: 2021-03-10 20:00

Branża futrzarska boi się, że rząd wykorzysta COVID-19 jako pretest do likwidowania hodowli. O odszkodowaniach dla rolników nadal nie słychać.

Wejście w życie tzw. piątki dla zwierząt, czyli przepisów, które miały m.in. doprowadzić do likwidacji hodowli futerkowych w Polsce, wydaje się coraz mniej realne. Silny opór wobec tych regulacji widać w łonie samej zjednoczonej prawicy. Nie oznacza to jednak, że hodowcy mogą czuć się bezpiecznie.

Groźny przeciwnik
Groźny przeciwnik
Grzegorz Puda, minister rolnictwa, uważany jest przez przedstawicieli branży futrzarskiej za nieprzejednanego wroga hodowli norek.
fot. Adam Chełstowski/Forum

- Jeżeli chodzi o fermy zwierząt futerkowych, teraz mamy do czynienia z zagrożeniem zdrowia. Nie ma więc już mowy o dobrostanie czy ekonomii, bo przecież chodzi o życie ludzi – mówił pod koniec lutego w Polskim Radiu Grzegorz Puda, minister rolnictwa .

Przyznał, że nie wie, jakie będą dalsze losy tzw. piątki dla zwierząt. Jego resort podjął jednak inne działania, których efekt może być – jak twierdzą hodowcy – bardzo podobny lub identyczny.

Norki wyjątkiem

21 grudnia zeszłego roku minister rolnictwa wydał rozporządzenie dotyczące zwalczania COVID-19 u norek. Zgodnie z nim, jeśli w jakimś gospodarstwie wystąpią takie zakażenia, powiatowy lekarz weterynarii ma obowiązek zarządzić niezwłoczne wybicie całego stada.

Dokument szczegółowo opisuje, jakie metody czyszczenia i odkażania należy zastosować w tym wypadku, nie wspomina jednak o jakimkolwiek odszkodowaniu dla właściciela gospodarstwa.

- Prawo do odszkodowań z budżetu państwa mają w Polsce hodowcy drobiu, bydła, trzody chlewnej, a także strusi, jeleni, pszczół i ryb słodkowodnych, jeśli decyzją organów Inspekcji Weterynaryjnej zwierzęta muszą być ubite. Wysokość tego odszkodowania ma odzwierciedlać wartość rynkową zwierząt. My zostaliśmy jednak w ustawie pominięci – mówi Szczepan Wójcik, prezes Związku Polskiego Przemysłu Futrzarskiego (ZPPF).

Kilka tygodni później w Polsce wykryto pierwszy przypadek - pod koniec stycznia COVID-19 stwierdzono w stadzie prawie 6 tys. norek w powiecie kartuskim na Pomorzu. Zwierzęta wybito.

Nagroda za pomoc

- Byłem pełnomocnikiem właściciela tego stada, wiem więc doskonale, że żadnego odszkodowania nie dostał. Owszem, powiatowy lekarz weterynarii wystąpił do swojego zwierzchnika, czyli lekarza wojewódzkiego, o wypłacenie hodowcy nagrody za pomoc w wybiciu. Miała ona wynieść równowartość 50 EUR za zwierzę. Na razie jednak, choć minęło kilka tygodni, hodowca żadnych pieniędzy nie zobaczył – relacjonuje Szczepan Wójcik.

W jego ocenie wysokość tej „nagrody za pomoc” (choć faktycznie hodowca sam wybił swoje stado) była porównywalna z ceną futer, tymczasem chodziło o stado zarodowe, co oznacza, że zwierzęta były warte znacznie więcej. Ponadto nagroda jest uznaniowa i nie może zastąpić obligatoryjnego odszkodowania.

Lider polskiej branży futrzarskiej przypomina, że resort rolnictwa ani teraz, w kontekście COVID-19, ani kilka miesięcy temu, gdy w parlament pracował nad piątką dla zwierząt, nie wspominał o odszkodowaniach dla rolników, których stada miały być wybite. Twierdzi, że minister Grzegorz Puda tylko raz nieoficjalnie powiedział hodowcom, że ewentualna rekompensata mogłaby wynosić 23 zł za jedno zwierzę.

Ceny futer w górę

- To propozycja absolutnie nie do przyjęcia. Kwoty, jakie otrzymywali hodowcy w Europie Zachodniej, a nawet w krajach naszego regionu, były do kilkudziesięciu razy wyższe – mówi Szczepan Wójcik.

Zaznacza, że teraz - gdy z powodu likwidacji stad, m.in. w Danii (akcję przeprowadzono jesienią zeszłego roku w związku z zakażeniami COVID-19), podaż futer istotnie się zmniejszyła - ceny znacznie wzrosły. Dowód? Wyniki ostatniej aukcji w Kopenhadze, podczas której już pierwszego dnia średnia cena wysokiej jakości brązowego futra z samca norki wyniosła 50 USD, czyli o 92 proc., więcej, niż na poprzedniej aukcji we wrześniu. Średnia cena standardowej jakości tego typu futra wzrosła o 70 proc., do 36 USD, zaś białego futra z samicy norki – o 89 proc., do 39 USD.

- To były ceny na samym początku aukcji, potem jeszcze wzrosły. Pod koniec futra kosztowały nawet o 150-200 proc. więcej niż jesienią – twierdzi Szczepan Wójcik.

Jego zdaniem w tych okolicznościach polscy rolnicy powinni dostać wyższe odszkodowania niż duńscy, holenderscy i czescy (równowartość odpowiednio: 757 zł, 840 zł i 1180 zł).

Za rekompensatami opowiada się m.in. opozycyjny senator Krzysztof Kwiatkowski. Jesienią zeszłego roku w rozmowie z „PB” stwierdził, że jeśli państwo polskie w osobie ustawodawcy podejmuje decyzje o zamknięciu lub znacznym ograniczeniu działalności gospodarczej w danym obszarze, to jego obowiązkiem jest przyjęcie czytelnych, jasnych i adekwatnych mechanizmów odszkodowawczych.

Pfizer dla zwierząt

Wobec potencjalnego braku odszkodowań szansą dla hodowców może być szczepionka.

- Dosłownie kilka dni temu jej producent, amerykańska firma Zoetis, która wyodrębniła się jakiś czas temu z Pfizera, zgłosiła się do naszego ministerstwa rolnictwa z propozycją wprowadzenia na polski rynek tego preparatu. Niestety resort odniósł się sceptycznie do tej oferty. Argumentował, że szczepionka nie przeszła jeszcze wszystkich testów i nie powinna być stosowana w Polsce – mówi szef ZPPF.

Podkreśla, że mimo tych zastrzeżeń preparat jest już wykorzystywany w USA, zaś w Hiszpanii i Grecji trwają rozmowy dotyczące jego zastosowania.

Polscy hodowcy chcą sami zapłacić za szczepionkę, a opór resortu rolnictwa uważają za znamienny. Szczepan Wójcik przypomina, że Grzegorz Puda był sejmowym sprawozdawcą piątki dla zwierząt i jest przeciwnikiem hodowli zwierząt futerkowych w Polsce.

- Obawiamy się, że COVID-19 może się stać pretekstem, by doprowadzić do likwidacji hodowli mimo upadku piątki dla zwierząt – mówi prezes ZPPF.