Tylko co czwarta firma (24 proc.) spodziewa się poprawy swojej sytuacji ekonomicznej, mimo to aż 40 proc. przedsiębiorców chce w tym roku zwiększyć zatrudnienie, a 45 proc. mówi o podwyżkach płac — wynika z „Pulse of Economy 2015”, polskiej części badania KPMG zrealizowanego w Europie Środkowo-Wschodniej.

Warunki dyktuje pracownik
Umiarkowany optymizm co do wyników finansowych, a jednocześnie duża skłonność do inwestowania w personel i wynagrodzenia. Jak wyjaśnić ten paradoks? Po pierwsze, od wielu miesięcy krajowy biznes doświadcza problemów kadrowych, a pieniądze to dobry argument podczas rekrutacji. Po drugie, nikt od menedżerów lepiej nie zdaje sobie sprawy, że jeśli nie powiększą zespołu, mogą zapomnieć o zyskach.
— Przedsiębiorstwa dokonały radykalnej restrukturyzacji zatrudnienia w latach 2009-10, obawiając się kryzysu gospodarczego w Polsce. Dziś kadra zarządzająca doskonale zdaje sobie sprawę, że dalszy rozwój ich spółek może wymagać dodatkowych rąk i mózgów — podkreśla Leszek Wroński, partner i szef usług doradczych w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.
Co równie ważne, zarobki tracą na znaczeniu. Potwierdza to ankieta przeprowadzona pod koniec ubiegłego roku przez firmę rekrutacyjną Antal — pytani o czynniki, które decydują o atrakcyjności danego pracodawcy, specjaliści i menedżerowie częściej wskazywali na styl zarządzania i kulturę organizacyjną przedsiębiorstwa (41 proc.) niż na wysokość pensji. A największy odsetek respondentów (45 proc.) oświadczył, że zwraca uwagę przede wszystkim na renomę spółki (chodzi zarówno o rynkową rozpoznawalność, jak i klasę oferowanych produktów i dostępnych technologii).
— Znana marka pozwala odczuć pracownikowi, że został doceniony jako atrakcyjny kandydat. Inne trudno mierzalne elementy, które są dlań istotne, to atmosfera w firmie i kultura pracy — komentuje Małgorzata Pukropek z Antal HR Consulting.
Skoro popularne logo ma tak wielką moc przyciągania, czy mniejsze firmy nie powinny się obawiać kłopotów kadrowych? Bynajmniej — twierdzą specjaliści rynku pracy.
Bo małe, zdaniem kandydatów, znowu jest piękne. A korporacje nie wywołują już takiego pożądania jak jeszcze kilka lat temu. Kojarzą się z rozbudowaną hierarchią, skostnieniem, sztucznym językiem i dziesiątkami pozwoleń, które trzeba uzyskać, aby zrobić coś naprawdę twórczego. Programista Paweł Kramarski wybrał mikrospółkę o nazwie e-point, ponieważ nie lubi przerostu biurokracji.
Jak zapewnia, tą samą drogą podąża wielu jego kolegów ze studiów, którzy tak jak on chcą mieć większą kontrolę nad swoim życiem i pracą. Niektórym wróżono zawrotną karierę w międzynarodowych strukturach. Woleli jednak działać na mniejszą skalę, lecz zgodnie z tym, co podpowiada im serce.
— Zwolenników małych firm będzie przybywać. Nic dziwnego. Są dynamiczne, nie biega się w nich z narady na naradę i wieloetapowych procesów decyzyjnych, wspomaganych wymianą e-maili i konsultacjami z prawnikiem. Aby cokolwiek zrobić, wystarczą dwa telefony — zachwala Paweł Kramarski.
Recepta na lojalność
Kandydaci mogą przebierać w ofertach zatrudnienia. Według Leszka Wrońskiego, dotyczy to nawet młodych, którym w ostatnich latach trudno było znaleźć posadę. To, co cieszy pracowników, zasmuca pracodawców (i kadrowców), którzy muszą stawać na głowie, aby pozyskać i zatrzymać odpowiednich fachowców.
— Jednym z największych wyzwań dla działów HR jest skuteczne budowanie zaangażowania pracownika i identyfikacji z firmą. Co zrobić, by móc liczyć na jego lojalność? Trzeba sprawić, aby czuł — po pierwsze — że jest częścią zespołu, a po drugie — że ma rzeczywisty wpływ na rozwój firmy — tłumaczy Krzysztof Jakubowski, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.