Kosmiczne plany dla Europy. Eutelsat szuka partnerów w Polsce

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2026-01-27 20:00
zaktualizowano: 2026-01-27 18:06

Notowany w Paryżu potentat satelitarny, współkontrolowany przez francuski rząd, szykuje się do stworzenia konstelacji alternatywnej wobec Starlinka. Rozmawia z polskim rządem o współpracy z naszym prywatnym biznesem.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • co były prezes Orange Polska robił w Warszawie po objęciu sterów w europejskim gigancie satelitarnym
  • dlaczego Eutelsat zmienia strategię i inwestuje w satelity na niskiej orbicie
  • jakie są kluczowe różnice między konstelacją Eutelsatu a Starlinkiem Elona Muska
  • w jaki sposób Polska może włączyć się w budowę europejskiej sieci satelitarnej IRIS2
  • jakie innowacje technologiczne wprowadzi ta konstelacja i jaki będzie jej koszt
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przez pięć lat, od 2016 do 2020 r., Jean-Francois Fallacher pracował w Warszawie jako prezes spółki Orange Polska. Potem kierował oddziałami telekomu w Hiszpanii i na rodzimym rynku, czyli we Francji. W maju ubiegłego roku niespodziewanie zmienił miejsce pracy, przechodząc na stanowisko prezesa Eutelsatu, czyli największego europejskiego operatora satelitarnego. W tej roli w drugiej połowie grudnia ubiegłego roku znów pojawił się w Warszawie. Co robił?

- Rozmawiałem z przedstawicielami władz o możliwościach współpracy przy programie satelitów IRIS² na poziomie rządowym i na poziomie polskiej branży kosmicznej, która może być częścią naszego łańcucha dostaw. Rozmawiałem też z naszymi klientami, a obsługujemy tu od lat duże firmy, jak Polsat czy Canal+ - mówi Jean-Francois Fallacher.

Geostacjonarne doświadczenie satelitarne

Eutelsat działa w branży od blisko półwiecza. Przez lata jego głównym biznesem było dostarczanie sygnału telewizyjnego za pomocą sieci satelitów geostacjonarnych zawieszonych 35 tys. km nad konkretnymi punktami na planecie. To nadal spory biznes, a spółka ma 34 satelity geostacjonarne.

- Świadczymy usługi na całym świecie, w 180 krajach. Satelity geostacjonarne wciąż odpowiadają za ok. 80 proc. naszych przychodów. Biznes związany z sygnałem telewizyjnym jednak się kurczy, zwłaszcza w krajach rozwiniętych, co wynika z rozwoju infrastruktury światłowodowej i zmian strukturalnych na rynku. Telewizja jest coraz bardziej spersonalizowana, kontent wideo oglądamy na smartfonach, więc zapotrzebowanie na anteny satelitarne spada – choć oczywiście nie wszędzie, bo biznes ten ma się wciąż dobrze np. w krajach afrykańskich czy w Ameryce Łacińskiej - tłumaczy Jean-Francois Fallacher.

Internet z kosmosu

Satelity służące telewizji znalazły jednak dodatkowe zastosowanie. Spółka od lat dostarczała przy pomocy satelitów geostacjonarnych internet. Ten biznes mocno rósł - przynajmniej do czasu, aż na rynku pojawiła się konkurencja ze strony konstelacji satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO), za pomocą których można uzyskać połączenie szybsze i z mniejszym opóźnieniem.

- Sygnał od i do satelity geostacjonarnego musi pokonać kilkanaście tysięcy kilometrów, co wiąże się z opóźnieniem rzędu pół sekundy. Dla większości zastosowań, jak przeglądanie internetu czy oglądanie wideo, nie ma to znaczenia, ale przy zastosowaniach takich jak granie online czy pilotaż dronów to opóźnienie jest już problematyczne - tłumaczy prezes Eutelsatu.

Niskoorbitalna konstelacja

Dlatego dwa lata temu Eutelsat dokonał największej akwizycji w swojej historii, przejmując brytyjską firmę OneWeb, a wraz z nią konstelację ponad 600 satelitów zawieszonych na wysokości ok. 1,2 tys. km nad ziemią i zbudowaną kosztem ok. 7 mld EUR. W połowie stycznia spółka zamówiła u Airbusa kolejnych 340 satelitów.

To obecnie druga pod względem wielkości konstelacja takiego typu. Znacznie większą, bo liczącą ponad 7,5 tys. satelitów, ma amerykański Starlink wchodzący w skład grupy SpaceX, która należy do Elona Muska. Budowę własnej konstelacji pod nazwą Leo rozpoczął też Amazon.

- Nie ścigamy się ze SpaceX na liczbę satelitów - ich konstelacja zawieszona jest niżej, na poziomie ok. 500 km nad powierzchnią ziemi, więc w sposób naturalny musi być liczniejsza. Nasza, zawieszona na wysokości ok. 1200 km, będzie powiększana w zależności od realnego popytu na usługi. A ten bardzo szybko rośnie. Przychody z konstelacji OneWeb w ostatnich kwartałach zwiększały się w tempie 70-80 proc. - mówi prezes Eutelsatu.

Biznesowe podejście

Różnic między konstelacjami amerykańskiej firmy i europejskiej jest więcej. Starlinki sprzedawane są klientom indywidualnym, podobną grupę docelową ma mieć Amazon. Eutelsat tymczasem koncentruje się na klientach biznesowych i instytucjonalnych.

- To w praktyce trzy duże grupy klientów. Pierwsza to m.in. firmy wydobywcze, które poza stacjonarną infrastrukturą potrzebują backupu w postaci łączy satelitarnych wysokiej przepustowości. Druga to właściciele flot statków i samolotów. Wśród naszych klientów są m.in. duzi operatorzy flot kontenerowców, jak Maersk i CMA CGM, a także linie lotnicze, np. Air Canada. Dostarczamy obecnie internet na pokładach ponad 250 samolotów, a portfel zamówień przekracza 1,2 tys. jednostek - tłumaczy Jean-Francois Fallacher.

Trzecią grupą są klienci z sektora publicznego. W ubiegłym roku Eutelsat podpisał wart do 1 mld EUR w ciągu 10 lat kontrakt z francuskim ministerstwem obrony, obejmujący m.in. zapewnianie łączności przy pomocy satelitów na niskiej orbicie.

- Świadczymy też od lat usługi np. amerykańskiemu Departamentowi Obrony – mówi prezes Eutelsatu.

Prywatno-publiczne finansowanie

W końcówce ubiegłego roku firma, notowana na paryskiej giełdzie i wyceniana tam na prawie 2,6 mld EUR (w przeliczeniu 11 mld zł), zamknęła dużą rundę kapitałową, w ramach której uzyskała ponad 1,5 mld EUR.

Pieniądze wyłożyły m.in. francuski i brytyjski rząd, a także fundusz FSP (należący do kilku dużych francuskich ubezpieczycieli), indyjski operator telekomunikacyjny Bharti Airtel oraz armator CMA CGM, który korzysta z usług Eutelsatu w celu zapewnienia łączności swojej flocie kontenerowców. Francuski skarb państwa jest największym akcjonariuszem spółki, z blisko 30-procentowym udziałem.

Skoro finansowanie – i to w dużej mierze państwowe – już jest, to o czym prezes Eutelsatu rozmawiał z przedstawicielami polskich władz?

- Przedmiotem moich rozmów w Warszawie było to, jakie usługi możemy dostarczać do 2030 r. - i jak może wyglądać współpraca w ramach IRIS², który jest bardzo istotnym projektem z punktu widzenia całej Europy - mówi Jean-Francois Fallacher.

Unijne potrzeby

IRIS² to ogłoszony pod koniec 2024 r. przez Komisję Europejską projekt stworzenia na niskiej orbicie europejskiej sieci telekomunikacyjnej, która mogłaby służyć potrzebom cywilnym i wojskowym. Budżet tego projektu to blisko 11 mld EUR. Duża część tej kwoty będzie pochodziła z pieniędzy unijnych i budżetów poszczególnych krajów.

Za realizację odpowiadać będzie konsorcjum SpaceRISE, w skład którego oprócz Eutelsatu wchodzą inne europejskie firmy satelitarne: hiszpański Hispasat i luksemburski SAS.

- IRIS² to bardzo istotny program z punktu widzenia Europy, który zastąpi naszą istniejącą konstelację – cykl życiowy satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej to zresztą około siedmiu lat, potem muszą zostać zastąpione. To dwa, trzy razy krócej niż satelity na orbicie geostacjonarnej – tłumaczy prezes Eutelsatu.

Konstelacja IRIS² ma znacząco różnić się od obecnych już na orbicie satelitów francuskiej firmy.

- Dla przykładu satelity będą zdolne do łączenia się ze sobą bezpośrednio, co zwiększy jakość dostarczanego internetu, np. w przypadku burz nad częścią powierzchni Ziemi. Będą też dysponować aktywnymi antenami, co pozwoli koncentrować wiązkę na gęsto zaludnionych terenach. Te i inne zmiany sprawią, że szybkość wzrośnie z 200-400 Mb/s do ponad 1 Gb/s – wylicza Jean-Francois Fallacher.

Nowa konstelacja będzie miała dwie warstwy.

- Pierwszą będą stanowić 263 satelity na niskiej orbicie okołoziemskiej. Uzupełniać będzie je 20-25 satelitów na orbicie średniej między niską a geostacjonarną [powyżej 2 tys. km – red]. Obie warstwy będą mogły zostać rozbudowane w zależności od potrzeb. Przedmiotem moich rozmów w Polsce było m.in. to, jak tutejsze firmy mogą włączyć się w budowę tej konstelacji. Głównym dostawcą będzie Airbus, ale potrzebni będą liczni podwykonawcy – mówi Jean-Francois Fallacher.

Okiem polskiej branży
Liczymy, że polskie firmy wejdą do łańcucha dostaw
Grzegorz Brona
prezes i znaczący akcjonariusz Creotechu

Konstelacja IRIS² jest finansowana w ramach dużego programu Unii Europejskiej. W zeszłym roku Polska zadeklarowała dobrowolny wkład do tego programu w wysokości 500 mln EUR - jest to istotna część. Liczymy więc oczywiście, że w ramach negocjacji - czy to z Eutelsatem, czy innymi francuskimi, niemieckimi lub hiszpańskimi firmami zaangażowanymi już w program - ustalone zostanie, że część prac przy konstelacji będzie wykonywanych w Polsce, a polskie podmioty wejdą do łańcucha dostaw. W kraju mamy już kompetencje, by dostarczać do IRIS² nawet całe platformy satelitarne dla części niskoorbitalnej. Potrzebna jest wola po stronie firm zachodnich, by nasze, polskie produkty uwzględnić. A taka wola bywa zazwyczaj wypracowywana przy wsparciu rządowym. Jako reprezentant największej polskiej spółki sektora kosmicznego trzymam kciuki, aby tak się właśnie stało.

Nie możemy też zapominać o budowie własnych kompetencji w dziedzinie łączności satelitarnej. W Polsce wypracowaliśmy przez ostatnie 10 lat zdolności w obszarze obserwacji satelitarnych. Pierwsza polska konstelacja satelitów obserwacyjnych PIAST poleciała w przestrzeń kosmiczną w listopadzie 2025 r. Teraz pora na wypracowanie kompetencji w zakresie budowy polskich satelitów telekomunikacyjnych. Potrwa to pewnie 5-10 lat. Dlatego zdolności te muszą być wypracowywane nie zamiast, ale równolegle do europejskiego przedsięwzięcia, czyli IRIS².

Możesz zainteresować się również: