Kozy najlepiej nie wprowadzać

opublikowano: 12-03-2018, 22:00

Nagłośniona inicjatywa premiera Mateusza Morawieckiego zmierzająca do tzw. odchudzenia administracji rządowej — na razie o siedemnastu podsekretarzy stanu — nie jest pierwszą tego typu akcją w dziejach III Rzeczypospolitej. Podobne ruchy już wykonywały poprzednie ekipy, zwłaszcza po przejęciu władzy — choćby ograniczając liczbę konstytucyjnych ministrów, co automatycznie zmniejszało kompanię ich wice. Po okrzepnięciu nowej zmiany na stołkach wszystko jednak wracało do biurokratycznej normy. Dlatego bardzo zasadne jest odniesienie w tytule do starej, żydowskiej przypowieści o kozie, która najpierw została wprowadzona do mieszkania i spowodowała dodatkowy ścisk, a później wyprowadzona — co domownicy odczuli z ulgą.

Prawną ciekawostką akcji Mateusza Morawieckiego jest przypomnienie o istnieniu w ustawie o Radzie Ministrów artykułu 38. Rozstrzyga on, że w razie przyjęcia przez prezydenta dymisji premiera, czyli również całego rządu — automatycznie składają dymisje także wszyscy sekretarze i podsekretarze stanu oraz wojewodowie i wicewojewodowie. Co ważne — dzieje się to wprost z mocy ustawy. Nowy premier ma trzy miesiące na przyjęcie hurtowych dymisji, czyli zweryfikowanie kompanii wiceministrów i wojewodów. Wymiana szefa rządu nastąpiła 11 grudnia 2017 r., zatem uproszczony tryb odwołań skończył się 11 marca. Oczywiście każdy minister czy wiceminister nadal może być zdymisjonowany w każdej chwili, ale w trybie już zindywidualizowanym.

Lista odwołanych wiceministrów potwierdza, że są resorty równe i równiejsze. Zaledwie kilka dni temu w Ministerstwie Finansów powołany został… ósmy wiceminister, Tomasz Robaczyński, który zapełnił wakat budżetowy. W tym urzędzie nie było mowy o innym rozłożeniu obowiązków i odchudzeniu. Dlatego poza przypowieścią o kozie aktualność zachowuje inne powiedzenie: skoro zwalniają, to znaczy, że będą przyjmować. Na razie postępuje personalna deszydłoizacja — dość powiedzieć, że na całkowicie zbędnym stanowisku podsekretarza stanu w KPRM do tej pory uchował się… Rafał Bochenek, rzecznik Beaty Szydło. Ale cóż tam rzecznik, skoro sama była premier otrzymała, z rozkazu Jarosława Kaczyńskiego, sztucznie stworzony dla niej fotel wicepremiera bez teki, z dodanym potem równie zbędnym Komitetem Społecznym Rady Ministrów.

Premier zapowiedział uproszczenie struktury rządu w trybie ustawowym. Na razie jednak ani słowem nie skomentował istnienia w KPRM biurokratycznej hydry z prawie 140. głowami — najróżniejszych pełnomocników rządu i premiera, zespołów pomocniczych, komitetów, rad, komisji wspólnych etc., etc. Najczęściej dublują one prace ministerstw oraz urzędów centralnych, z wyższością umocowania przy premierze. Nadal funkcjonują np. pełnomocnik ds. Międzynarodowej Wystawy EXPO 2022 w Łodzi oraz zespół ds. przygotowania posiedzenia UNESCO w Krakowie w 2017 r. Nazwy owych tworów brzmią bardzo uczenie, np. „międzyresortowy zespół ds. prawno-międzynarodowych aspektów polityki inwestycyjnej RP” czy „zespół do współpracy przy realizacji zadań związanych z koordynacją uznawania kwalifikacji w zawodach regulowanych i działalnościach”. Z wyczyszczeniem tej dworskiej stajni kłopoty miałby nawet Herkules…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kozy najlepiej nie wprowadzać