Żadne argumenty nie były wczoraj w stanie zasmucić inwestorów. Niepewność w kwestii Grecji i Portugali odeszła w niepamięć. Wykupienie rynku nikomu nie przeszkadzało. Strach przed podwyżkami stóp nikogo już nie gnębił. Nad racjonalnością wycen akcji nikt się nie zastanawiał, a wniosków o zasiłki dla bezrobotnych było mniej, niż się spodziewano. Świat jest piękny, hossa trwa. Indeks naszych największych firm wreszcie dopiął swego. Pobił styczniowy rekord, ustanawiając jednocześnie maksimum całej trwającej ponad rok skali wzrostów i "wracając" do poziomu z września 2008 r. Poziomu 2510 punktów, zdobytego w trakcie sesji, do końca jednak dowieźć się nie udało.
Indeks największych spółek zaczął czwartkową sesję od wzrostu o 0,7 proc. i w ciągu kilkudziesięciu minut z łatwością tę zdobycz podwoił. Tej sztuki dokonał także wskaźnik szerokiego rynku, ale zaczynał on od wzrostu o niecałe 0,5 proc. Dobre nastroje panowały także na rynku spółek średniej wielkości, których indeks rósł także o około 0,5 proc. Jedynie sWIG80 utrzymywał się nieco poniżej wczorajszego zamknięcia. Od początku sesji najlepiej zachowywały się walory wszystkich spółek surowcowych oraz naszych największych banków, zwyżkując po niecały 1 proc. Jeszcze przed południem akcje PKN Orlen, Pekao i PKO zwiększyły skalę zwyżki do 2 proc., niewiele w tyle pozostawały akcje BZ WBK. Papiery Lotosu i KGHM rosły po 1,5 proc.
Do końca dnia byki utrzymywały zdecydowaną przewagę, a na finiszu mieliśmy do czynienia wręcz z euforią. WIG20 dotarł do 2510 punktów. Po końcowym fixingu zyskał ostatecznie 2,04 proc., indeks szerokiego rynku wzrósł o 1,53 proc., mWIG40 o 0,58 proc., a sWIG o 0,66 proc. Obroty wyniosły 1,7 mld zł.
Inwestorzy na głównych europejskich parkietach zaczęli handel bardzo asekuracyjnie. Indeksy w Paryżu, Frankfurcie i Londynie zwyżkowały po 0,1 proc. Gdy zorientowali się, że nie grozi im nic ani ze strony Amerykanów, ani "Greków", nastroje szybko się poprawiły i tuż po południu skala zwyżki sięgała 1 proc. Znacznie mniej optymizmu przejawiały parkiety naszego regionu. Indeksy w Bukareszcie i Budapeszcie rosły po 0,5-0,6 proc., w Moskwie zaledwie 0,1 proc., a w Tallinie, Rydze i Sofii wskaźniki przebywały pod kreską. Liderami wzrostów były Madryt, Istambuł i Warszawa.
Korekta rysująca się nieśmiało od kilku dni została wczoraj "zduszona w zarodku". Siły byków nic nie było w stanie powstrzymać, a jedynym mankamentem były niezbyt wysokie obroty. Nowe rekordy indeksów kłują w oczy malkontentów. Do żelaznej konsekwencji tendencji trwającej ponad rok dołączyły wczoraj elementy euforii.