Krasnale porzuciły okolice Nowej Soli

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2004-02-05 00:00

Na początku lat 90. w okolicach lubuskiego miasta działało kilkuset producentów figur ogrodowych. Dzisiaj boom jest wspomnieniem.

Na pytanie, co się stało z nowosolskim zagłębiem krasnali, Liliana Aleksy z wydziału działalności gospodarczej urzędu miasta zżyma się.

— Byłym zagłębiem. To, co dzisiaj zostało, to słabe echo dobrych czasów — wskazuje.

Według niej fenomen, jakim przez kilka lat byli producenci figur ogrodowych z Nowej Soli, brutalnie zweryfikował rynek. Branży nie pomogły groźne wypadki, które zdarzyły się w kilku manufakturach. Państwowa Inspekcja Pracy przeczesała gruntownie środowisko producentów, w efekcie czego wiele zakładów zamknięto.

— Ot całe wytłumaczenie — podsumowuje Liliana Aleksy.

Przetrwali kucharze

W Nowej Soli figury ogrodowe produkuje kilkudziesięciu przedsiębiorców. Według Adama Zakrzewskiego, szefa firmy Bezet z Nowej Soli, przyczyn końca prosperity jest więcej.

— Nasycenie rynków zbytu, agresywna konkurencja producentów z Chin i Filipin, szara strefa — w branży działało bardzo wiele manufaktur nie płacących podatków i składek na ZUS — doprowadziły do radykalnego spadku cen naszych wyrobów na zagranicznych rynkach — wylicza Adam Zakrzewski.

Tymczasem eksport to dla branży być albo nie być.

— W Polsce sprzedaje się śladowe ilości figur ogrodowych. Nie przyjęły się, z wyjątkiem poliestrowych kucharzy, reklamujących dość powszechnie różne jadłodajnie na prowincji — twierdzi Adam Zakrzewski.

Podstawa gospodarki

Mimo braku koniunktury, producenci figur ogrodowych to wciąż potęga w Nowej Soli. Około 50 wytwórców daje zatrudnienie grubo ponad 1 tys. pracowników. To dużo.

— Stopa bezrobocia w powiecie Nowa Sól przekracza 35,5 proc. Oznacza to, że bez pracy pozostaje prawie 12 tys. osób — mówi Stanisław Bator z Powiatowego Urzędu Pracy w Nowej Soli.

Producenci figur ogrodowych dają też pracę parającym się handlem tymi gadżetami w przydrożnych punktach sprzedaży, których wciąż sporo usytuowanych jest w pasie przygranicznym.

— Na rynku przetrwały tylko najlepsze firmy. Kiedyś ze sprzedażą naszych wyrobów za granicą nie było problemów, dzisiaj kontrahentów musimy szukać w coraz dalszych zakątkach Europy. Aby utrzymać się na rynku, cały czas eksperymentujemy z nowymi technologiami, elastycznie dopasowujemy wzornictwo do wymogów stawianych przez klientów, dzięki czemu ten biznes cały czas się w Nowej Soli kręci — mówi Adam Zakrzewski.