Kreatywność na współczesne czasy

opublikowano: 18-08-2019, 22:00

Pododdziały i pojazdy ściągnięte z całego kraju do Katowic na defiladę „Wierni Polsce” wróciły już do jednostek, ale echa nietypowych obchodów Święta Wojska Polskiego nie milkną.

Władcy kraju i opozycja spierają się o kontekst wyborczy. Z jednej strony — o defiladzie 15 sierpnia na Śląsku minister Mariusz Błaszczak zdecydował wkrótce po warszawskiej z 3 maja, zanim premier Mateusz Morawiecki ogłoszony został liderem listy PiS w katowickim okręgu numer 31; z drugiej jednak — kosztująca miliony okazja promocyjna została wyeksploatowana na maksa. Podczas wojskowych gal, przy obecności prezydenta RP oraz ministra obrony narodowej, prezes Rady Ministrów nie mieści się w ich formule. Dwaj wymienieni witają się z kompanią honorową, premier jedynie przechodzi, i również tylko oni przemawiają, a szef rządu jest biernym gościem. Tak było/jest w III RP od zawsze, 15 sierpnia i 11 listopada, a także w tym roku 3 maja podczas defilady „Silni w sojuszach”. W Katowicach zasady jednak padły, lider listy partyjnej wmontował się z własnym wystąpieniem, zawierającym m.in. kreatywną językowo frazę „we współczesnych czasach”, którą zapożyczyliśmy do tytułu.

Widownia zgromadziła ponoć 200 tys. osób, z powodu ścisku masa chętnych z oglądania na żywo zrezygnowała.   Fot. MON
Zobacz więcej

Widownia zgromadziła ponoć 200 tys. osób, z powodu ścisku masa chętnych z oglądania na żywo zrezygnowała. Fot. MON Ministerstwo Obrony Narodowej

W klasyfikacji wydatków militarnych w stosunku do PKB Polska znajduje się w czołówce NATO. Księgowo osiągnęliśmy wymagane 2 proc., lokując się około piątego miejsca. W tym roku zostaliśmy natomiast absolutnym liderem sojuszu w poziomie udefiladowienia. Na dwie bardzo kosztowne gale w odstępie kwartału nie pozwala sobie nikt na świecie, poza Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną. Defilady zawsze i wszędzie podbudowują ego władców, ciesząc się także naturalnym zainteresowaniem społecznym. W Katowicach 15 sierpnia paradę oglądały tłumy, ale identyczne przychodziły 22 lipca w epoce Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej — na legendarną Defiladę Tysiąclecia w 1966 r., srebrny jubileusz PRL w 1969 r. etc.

Żyjemy w czasach, w których realną konfrontację militarną — przynajmniej na polskim terytorium — zastępuje symboliczna. Obraz defilady katowickiej lub warszawskiej z 3 maja wypadałoby skonfrontować z nagraniem np. z Placu Czerwonego z 9 maja. Wszystko, co przejechało na gąsienicach oraz przefrunęło i tu, i tam — nie tylko teoretycznie jest przecież wycelowane wzajemnie w siebie. Wyciśnięta z propagandowej wody wartość sprzętu polskiej armii jest bardzo zróżnicowana. Generalnie na najwyższym poziomie stoją obecnie wojska lądowe, natomiast wciąż widać zapaść na niebie. Po czterech latach tzw. dobrej zmiany wojsko nie może doczekać się decyzji w sprawie nowoczesnych śmigłowców (pojedyncze sztuki otrzymali specjalsi, podobnie jak policja), dlatego kawaleria powietrzna wciąż eksploatuje stare radzieckie Mi-8, ewentualnie ciut nowsze rosyjskie Mi-17. Także radzieckie szturmowce Mi-24 nadal są potężne i groźne, ale od lat nie mają rakiet (oczywiście rosyjskich), zatem podczas defilady nie dało się ukryć gorzkiej prawdy, że ich uzbrojenie to… karabiny maszynowe, bo wyrzutnie mają puste. Ze wszystkich wydatków na flotę powietrzną ekipie PiS najlepiej udał się zakup rekordowo drogich maszyn dla VIP-ów. Ale nie do końca, otóż już drugi rok w defiladach dumnie frunie wojskowy Boeing 737 „Marszałek Józef Piłsudski” w narodowych barwach, ale dopiero teraz zdążył wejść do służby...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu