Kredyt? Nie Debet? Tak

Paweł Zielewski
opublikowano: 2004-03-29 00:00

Mówią ci: kredyt? — nie śpiesz się. Wiedzą, co mówią. W końcu to bankowcy.

Firma jest mała. Działa na rynku nieco ponad trzy miesiące. Działa skutecznie, ale ma problem: jej właścicielowi skończyły się środki na bieżącą działalność. Zapowiadający się na intratny, kontrakt wisi na włosku. Trzeba szybko pożyczyć pieniądze.

Rokujący, ryzykowny

Taka firma to koszmar dla większości banków. Klient, który zapowiada się nieźle, ale którego bankowe systemy oceny wiarygodności traktują z ogromną rezerwą.

Co wybrać? Kredyt? Najlepiej obrotowy, bo finansowanie bieżącej działalności nie stoi w sprzeczności z jego charakterem. A może raczej postawić na limit debetowy? Teoretycznie łatwiejszy do uzyskania, odnawialny, jednak oferujący ograniczone — z punktu widzenia firmy — środki.

Każda firma, rozważająca zapoczątkowanie kredytowej przygody z bankiem musi przygotować się na kłopotliwe zbieranie sterty dokumentów. Kredytowanie małych i średnich firm wiąże się ze zwiększonym ryzykiem banku, standardowy zestaw dokumentów, który musi być dostarczony do banku bardzo często jest powiększany o indywidualne wymagania instytucji kredytującej zgodnie z jej wewnętrznymi przepisami.

W skład standardowego zestawu dokumentów koniecznych przy ubieganiu się o kredyt obrotowy wchodzą dokumenty identyfikujące klienta banku jako osobę prawną.

W zależności od wartości i przeznaczenia kredytu bank może zażądać dostarczenia dodatkowych papierów: w tym wspomnianego już biznesplanu (jeśli cel kredytu - zdaniem banku - odbiega od klasycznego celu, dla którego stworzono kredyt obrotowy.

Niestety, w przypadku małej firmy, z krótką historią, zebranie części tych papierów jest niemożliwe. Taka firma nie musi się martwić tylko o jedno: że bank znajdzie cokolwiek w Krajowym Rejestrze Dłużników i Biurze Informacji Kredytowej.

Mniejsze środki i zło

Młoda firma raczej powinna pomyśleć o debecie lub linii kredytowej stawianej do dyspozycji w rachunku bieżącym, będącą czymś w rodzaju popularnego debetu na kontach osobistych. Kredyt taki jest automatycznie spłacany z wpływów na rachunek bieżący. Maksymalna wysokość kredytu jest uzależniona od wysokości średnich dziennych wpływów na rachunek bieżący i jest ich wynegocjowaną. Zabezpieczeniem spłaty jest najczęściej pełnomocnictwo dla banku do dysponowania rachunkiem firmy.

Taki kredyt ma jednak wadę: jest zwykle zbyt niski, chociaż dla małej firmy — jako pierwszy, a zarazem inicjujący historię kredytową firmy — powinien wystarczyć. Jego najważniejszą zaletą jest… brak sztywnego wymogu dostarczania sterty dokumentów, ponieważ bank orientuje się w jej możliwościach finansowych obserwując historię rachunku. Do otrzymania takiego kredytu czy uruchomienia linii debetowej wystarczy… deklaracja chęci posiadania takowego.

Nerwy przychodzą później, kiedy bank, tłumacząc się ryzykiem, oferuje odpowiednie oprocentowanie. Ale to już inna historia.

Ekspert odradza

Czy firma rozczarowana skomplikowanymi procedurami obowiązującymi w polskich bankach może myśleć o zadłużeniu się za granicą?

Luc Delva, dyrektor departamentu zarządzania ryzykiem kredytowym i finansowym ING Banku Śląskiego:

Nie warto, przynajmniej na razie, szukać źródeł finansowania w postaci kredytu bankowego za granicą. Oferta kredytowa banków polskich praktycznie nie odbiega od oferty banków Europy Zachodniej. W niektórych przypadkach cena kredytu udzielanego za granicą może wydawać się korzystniejsza — trzeba mieć jednak na uwadze, że warunki kredytowe oferowane przez banki za granicą wobec ich klientów mogą nie być tożsame dla klientów z zagranicy (np. z Polski).

Uzyskanie takiego kredytu może okazać się trudne, z uwagi na ostrzejsze procedury kredytowe i koszty ryzyka. Można więc domniemywać, że dla kredytobiorcy, bez względu na to, czy reprezentuje małą i średnią firmę, czy też występuje o kredyt jako klient indywidualny, będzie to nieopłacalne.

Najogólniej rzecz biorąc, udzielanie kredytów dla podmiotów zlokalizowanych poza rynkiem rodzimym jest ryzykowne, ponieważ informacje niezbędne do stałej oceny ryzyka nie są łatwo dostępne; to ryzyko może być ograniczone poprzez uczestnictwo w kredytach konsorcjalnych, organizowanych przez czołowe banki międzynarodowe, które utrzymują uczestnictwo w danym kredycie konsorcjalnym w trakcie jego cyklu życia.

Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK: Wobec systematycznego obniżania oprocentowania kredytów złotowych, kredyty walutowe stają się coraz mniej atrakcyjne cenowo, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę niestabilną sytuację polityczno-gospodarczą, która zwiększa ryzyko walutowe.

Ewentualny dalszy spadek wartości złotego mógłby oznaczać, że zmiana kursu walutowego zniwelowałaby różnicę w oprocentowaniu. Dlatego też, aby uniknąć ryzyka walutowego, zaleca się zaciąganie kredytu nominowanego w tej samej walucie, w której nominowane są przychody (jeśli firma ma przychody np. w euro, to nie ma ryzyka zadłużania się w tej walucie).

Czy to oznacza, że firma mająca przychody w euro powinna myśleć o zaciąganiu kredytu w euro na Zachodzie? Niekoniecznie. Nie jest bowiem zagwarantowane, że oprocentowanie kredytu w walucie obcej będzie na Zachodzie niższe niż dla takiego samego kredytu udzielonego w Polsce. Zachodni kredytodawca będzie mógł bowiem uwzględnić w marży kredytowej nie tylko ryzyko kredytobiorcy jako firmy, ale również ryzyko kraju z którego on pochodzi. Może być ono wyższe dla kraju o niestabilnej sytuacji ekonomiczno-politycznej, co podrożyłoby koszt kredytu w porównaniu z tym, który można osiągnąć w kraju.