Kredyt z UE? Tylko po co?

Paweł Zielewski
opublikowano: 2004-04-20 00:00

Warto szukać kredytu za granicą. Nie warto szukać kredytu za granicą.

Dwie sprzeczne tezy.

Obie można obronić.

Wymarzony domek na hiszpańskiej plaży wart 100 tys. EUR? Do wzięcia od zaraz. Co jednak, gdy droga do niego prowadzi przez bank? Jaki bank? Polski czy lokalny? Gdzie łatwiej o kredyt? I czy w ogóle taka oferta jest dla Polaka dostępna? Większość pytań ma podwójną odpowiedź: i tak, i nie.

Porównaj nas i ich

Odpowiedź na pytanie, czy można zadłużyć się w zachodnim banku jest prosta: tak. Nowe prawo dewizowe zniosło większość wcześniejszych ograniczeń, zaś akcesja Polski do UE sprawi, że — przynajmniej teoretycznie — istniejące jeszcze bariery zostaną zlikwidowane. Specjaliści radzą jednak pamiętać, że trzeba czasu: jeśli w ogóle będzie można mówić o masowości posiłkowania się kredytami obcych banków, to dopiero w perspektywie minimum trzech-pięciu lat.

Banki w Polsce działają w zupełnie innym otoczeniu niż ich konkurenci na Zachodzie, przy zupełnie innej inflacji, stopach procentowych czy portfelu kredytów niestandardowych. Banki w krajach UE płacą niższe podatki, nie są obciążone rezerwami obowiązkowymi i podlegają mniej restrykcyjnym normom „ostrożnościowym”. W Polsce te obciążenia muszą niejako rekompensować bankom prowizje i opłaty pobierane od klientów.

— Problem wyboru, czy zadłużyć się w kraju czy za granicą, stanie się realny dopiero po kilkuletnim okresie funkcjonowania Polski w Unii. Ten okres jest niezbędny, aby unijne instytucje kredytowe zaadaptowały w swoich systemach scoringowych parametry odpowiednie dla mieszkańców Polski i pozostałych nowych państw członkowskich. Należy bowiem przypuszczać, że bez tego wszelkie wnioski kredytowe mieszkańców naszego regionu Europy trafią do segmentu zaostrzonego ryzyka i spotkają się z odmową bądź z wysokimi warunkami cenowymi i pozacenowymi. Można zatem założyć, że zadłużenie na takich warunkach nie będzie atrakcyjne w stosunku do oferty krajowej — uważa Michał Handzlik, dyrektor zarządzający Pionem Bankowości Detalicznej Banku BPH.

Narodowość i język

Michał Handzlik zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: prawny. W ofertach produktów bankowych Wielkiej Brytanii często można spotkać warunek — obywatel UK, ukończone 18 lub 21 lat. W wielu przypadkach chodzi wręcz o mieszkańca Anglii i Walii, a nie np. Irlandii Płn. lub Wyspy Man czy Wysp Normandzkich. Jeśli nawet te obwarowania znikną, to nadal pozostaną warunki cenowe i pozacenowe, co sprawi, że nadal będziemy w nieco gorszej sytuacji niż mieszkańcy danego kraju.

Załóżmy, że mamy bank, dla którego nie istnieje przeszkoda prawna w postaci narodowości, że warunki cenowe są konkurencyjne wobec polskich. Pozostają wspomniane już warunki pozacenowe. Na razie są to prawdziwe schody. Przekonuje o tym Artur Maliszewski, wiceprezes Raiffeisen Bank Polska.

— Żaden bank nie przyjmie dokumentów czy zaświadczeń w języku polskim, a i cała dokumentacja ze strony banku — w tym bardzo ważna umowa kredytowa — będzie sporządzona w obcym języku. Jeśli mowa o większym kredycie, bank będzie wymagał zabezpieczenia — i tu kolejna przeszkoda, bo dla banku np. niemieckiego wycena wartości mieszkania w Warszawie będzie trudna i czasochłonna — wylicza wiceprezes Maliszewski.

Swego nie znacie

— W Polsce można przecież zaciągnąć kredyt nie tylko w złotych, ale i w walutach obcych — popularne są kredyty mieszkaniowe w dolarach, euro i frankach szwajcarskich. W bankach zachodnich będą one oprocentowane troszkę niżej niż w Polsce, ale koszty załatwiania formalności za granicą pochłoną ewentualne oszczędności — dodaje Artur Maliszewski.

Jego zdanie podziela Luc Delva, dyrektor departamentu zarządzania ryzykiem kredytowym ING Banku Śląskiego. Zaznacza, że dotyczy to zarówno klientów indywidualnych, jak i firm.

— Oferta kredytowa banków polskich nie odbiega od oferty banków Europy Zachodniej. W niektórych przypadkach cena kredytu udzielanego za granicą może wydawać się korzystniejsza — trzeba mieć jednak na uwadze, że warunki kredytowe oferowane przez banki za granicą wobec ich klientów mogą nie być tożsame dla klientów z Polski. Uzyskanie takiego kredytu może okazać się trudne z uwagi na ostrzejsze procedury kredytowe i koszty ryzyka. Można więc domniemywać, że dla przeciętnego kredytobiorcy będzie to nieopłacalne — mówi Luc Delva.

— Samo oprocentowanie to nie wszystko. Musimy się liczyć z ryzykiem kursowym. Najlepiej przekonali się o tym ci, którzy dwa lata temu zaciągnęli wieloletnie kredyty w euro — mówi Artur Maliszewski, wiceprezes Raiffeisen Bank Polska.

Zatem, kredyt za granicą brać: można, bo teoretycznie możliwość istnieje, warto, bo oprocentowanie kredytów jest niższe niż w Polsce, nie warto, bo mało który bank na Zachodzie podejmie ryzyko kredytowania Polaka.