Do niedawna polscy przedsiębiorcy wprowadzający na rynek własne wynalazki musieli sami za nie płacić. Brakowało programu, z którego mogliby otrzymać choćby minimalne dofinansowanie. Dlatego został stworzony instrument w postaci działania 4.6 programu Innowacyjna Gospodarka, w ramach którego firmy mogą liczyć na zastrzyk gotówki na wdrożenie wynalazku po raz pierwszy stosowanego w obrocie gospodarczym.
![NIE BÓJMY SIĘ ZALICZEK: Zdaniem Adama Krynickiego, prezesa Krynicki Recykling, w kwestiach dotyczących zaliczkowania podejście organizatora naboru jest zbyt ostrożne. [FOT. ARC] NIE BÓJMY SIĘ ZALICZEK: Zdaniem Adama Krynickiego, prezesa Krynicki Recykling, w kwestiach dotyczących zaliczkowania podejście organizatora naboru jest zbyt ostrożne. [FOT. ARC]](http://images.pb.pl/filtered/35610f0c-4f2d-4996-8642-030d1ed2d8a7/46ae6d0a-681b-5673-bbf8-ecd32c81c4f0_w_830.jpg)
Pomoc jest skierowana tylko do małych i średnich firm, a każda z nich może dostać zwrot nawet połowy kosztów projektu. Pierwszy nabór z tego działania został przeprowadzony przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) w formie pilotażu. Przedsiębiorcy oceniają instrument raczej pozytywnie, ale mają też wiele uwag i sugerują poprawki.
Zamiast opisu — występ na żywo
Szeroko komentowaną nowością w pilotażu był panel ekspertów. W dotychczasowych naborach nie było etapu, podczas którego przedsiębiorca mógł przedstawić swój pomysł bezpośrednio przed specjalistami. Zamiast tego musiał wystarczyć opis planowanego przedsięwzięcia w konkursowym wniosku.
— Prezentacja to bardzo dobra zmiana. Nie ma możliwości, aby na papierze w tak dokładny sposób przedstawić projekt i ukazać jego użyteczność. Oceniający mogą też zobaczyć, że osoby zajmujące się projektem znają się na nim, a po szczegółowym opisie — że przedsięwzięcie jest rzeczywiście innowacyjne, a nie zostało wymyślone tylko po to, aby pozyskać dotacje — mówi Karolina Nicewicz ze spółki Krynicki Recykling. Firma, która zajmuje się odzyskiwaniem szkła opakowaniowego, na potrzeby realizowanych projektów stworzyła własne centrum badawczo-rozwojowe — jako jedyna w tej branży. Beneficjentom działania podoba się idea opiekuna projektu.
— Po raz pierwszy jest zdefiniowany opiekun projektu, z którym można się kontaktować we wszystkich sprawach problemowych. On przekazuje uwagi do odpowiednich komórek i nie trzeba samemu szukać kontaktu z osobami z różnych instytucji — zwraca uwagę Karolina Nicewicz.
Zaliczki do uznania
Ale oprócz pochlebnych słów jest też wiele sugestii poprawek w pilotażowym instrumencie.
— Problemem jest nieuznawanie zaliczki wypłaconej przez beneficjenta wykonawcy na poczet wykonania zamówienia jako wydatku kwalifikującego się do objęcia wsparciem. To powinno być zmienione — uważa Ryszard Stachowiak, dyrektor firmy Intermet, która produkuje modułowe panele konstrukcyjne. Jego przedsiębiorstwo ma duże doświadczenie w realizacji pomysłów dofinansowanych z UE — zakończyło już 15 tego typu przedsięwzięć, a obecnie przeprowadza osiem projektów.
— Spotkaliśmy się z tym, że zaliczki nie mogą finansować zaliczek — a powinny lub mogłyby być one zabezpieczane w inny sposób. Nie ukrywajmy, że w przypadku gigantycznych projektów na milionowe kwoty zmiana słowa „zaliczka” na słowo „rata” albo „transza” — to jest sztuczny twór, który wpływa na wolność zawierania umów, jak i na pozycje negocjacyjne. Rozumiem, że PARP musi się zabezpieczać, bo mogą zdarzyć się przypadki, że firma, której zaliczkowała z zaliczki, nagle zniknęła. Ale to i tak agencji nie zabezpieczy, bo tego typu sytuacji nie da się w ten sposób uniknąć — twierdzi Karolina Nicewicz.
Adam Krynicki, prezes Krynicki Recykling, dodaje, że podejście organizatora naboru jest trochę zbyt ostrożne.
— Jeśli chodzi o zaliczki, dostawcy urządzeń mówili nam, że chętnie by te zaliczkowane pieniądze zabezpieczyli dokumentami prawnymi dla PARP. Te maszyny podczas budowy lub dostaw byłyby przywłaszczone na rzecz agencji lub innej wskazanej instytucji i ubezpieczone. To nie jest więc tak, że dostawcy urządzeń nie chcą partycypować w kosztach — podkreśla Adam Krynicki. Co na to PARP?
— Temat zaliczek na zaliczki był poruszany podczas spotkań dotyczących rozliczania projektów. Wycofaliśmy się trochę z restrykcyjnego podejścia, które mówi, że nie można się z takich wydatków rozliczać. Została wprowadzona specjalna procedura, która umożliwia bardziej elastyczne rozliczanie tego typu wydatków. W przyszłości pomyślimy też nad uwzględnieniem sugestii dotyczących zabezpieczenia — mówi Izabela Wójtowicz, dyrektor departamentu wsparcia działalności badawczo-rozwojowej PARP.
O pozwolenie po umowie
Sprawą problemową jest konieczność uzyskania pozwolenia na budowę przed podpisaniem umowy o dofinansowanie.
— Oznacza to w praktyce inwestowanie przez firmę pieniędzy w projekt budowlany bez gwarancji przyjęcia wniosku i podpisania umowy. Postulujemy o zmianę, która dawałaby możliwość pozyskanie pozwolenia na budowę po zawarciu takiej umowy. Wtedy w grę wchodziłaby też opcja dofinansowania kosztu projektu budowlanego — zwraca uwagę Ryszard Stachowiak. Beneficjenci postulują także o stworzenie konspektu informacyjnego z linkami dla poszczególnych etapów realizacji projektu.
— Ta dokumentacja na stronie internetowej wciąż jest jeszcze niezbyt dobrze zagospodarowana. Gdybyśmy mieli takie działy, jak „ubieganie się o dofinansowanie” czy „przygotowywanie dokumentów do umowy”, „umowa”, „promocja” „marketing” i linki do odpowiednich miejsc — to mogłoby znacznie usprawnić działanie — dodaje Karolina Nicewicz. Organizator konkursów obiecuje, że zajmie się tymi sugestiami. Efekty zobaczymy w kolejnym naborze, który odbędzie się już w nowej perspektywie finansowej.
Fatalny poziom
Jaka jest główna przeszkoda w realizacji projektów? Według firm wciąż ta sama co w poprzednich latach — i wcale nie dotyczy ona konkursowych zasad. W przedsięwzięciach wymagających współpracy z naukowcami wielu przedsiębiorców wciąż narzeka na trudności ze znalezieniem ośrodka, który byłby wartościowym partnerem.
— Mamy z tym ogromny problem. Szukamy, ale w Polsce nie znajdujemy ośrodków naukowych, które mogłyby nas realnie wspomagać merytorycznie. Niestety, prezentują fatalny poziom i nie są dobrymi partnerami do rozmowy. A może to my mamy pecha? Dlatego współpracujemy z ośrodkami europejskimi, np. politechniką w Dreźnie — tam kooperacja jest na poziomie i wygląda zupełnie inaczej. Jeśli chodzi o cenę, usługi zagranicznych ośrodków wcale nie są droższe. Ponoszone przez nas koszty są niższe, niż byłyby w wielu instytutach krajowych — mówi Ryszard Stachowiak.
Jego zdaniem, należałoby rozważyć jeszcze jedną opcję — aby firmy w przypadku braku dobrej współpracy z naukowcami we wczesnym etapie projektu miały możliwość wycofania się z umowy i poszukania lepszej merytorycznie jednostki. Obecnie takie rozwiązanie nie wchodzi w grę — partnerzy muszą dokończyć rozpoczętą współpracę.