Jego zdaniem, ta organizacja i jej wspólna waluta zmierzają ku zagładzie.
„Poziom wody chłodzącej spadł tak nisko, że pręty paliwowe są zagrożone. Naprawdę znajdujemy się w obszarze katastrofy” – ocenia Krugman obrazując obecną sytuację w strefie euro aluzją do sytuacji w japońskiej elektrowni Fukushima, dotkniętej skutkami marcowego tsunami.
Dodaje, że kredyty i pożyczki udzielane przez silne banki centralne Europy, w tym np. przez Bundesbank służą wyłącznie utrzymaniu przy życiu systemów bankowych w krajach peryferyjnych, takich jak Grecja, Irlandia, czy Portugalia.
Banki centralne w silnych krajach pożyczają środki słabym bankom centralnym, które z kolei oddają je w „dzierżawę” prywatnym bankom w ich krajach.
Ale – jak ocenia Krugman – mechanizm ten nie działa dobrze.
„W przypadku zatrzymania finansowania w wyniku restrukturyzacji długu, w rezultacie może dojść do upadku systemów bankowych zadłużonych krajów” – wyjaśnia noblista. A to może oznaczać koniec euro.
Na alarm bije też Laurence Fink, dyrektor wykonawczy funduszu BlackRock.
„System bankowy w Europie jest właścicielem całego tego zadłużenia” – mówi Fink.
„Jeśli zrestrukturyzujemy jeden kraj, znajdziemy się pod ogromną presją kapitałów tych banków (wierzycieli – red.). Zanim przeprowadzimy restrukturyzację w którymś kraju, musimy zrestrukturyzować cały system bankowy na Starym Kontynencie” – wyjaśnia Fink.
WST, Moneynews