Siedziba firmy Ammono w podwarszawskim Nieporęcie przypomina tajny zakład rodem z filmów o Bondzie. Ściśle strzeżony jest zarówno budynek, jak i każda osoba, która do niego wejdzie. Co wymaga tak ścisłej ochrony?
![SIŁA NAPĘDOWA: Władze Ammono (na zdjęciu prezes Robert Dwiliński) oceniają, że polski wynalazek może być głównym motorem wzrostu rynku półprzewodników. [FOT. WM] SIŁA NAPĘDOWA: Władze Ammono (na zdjęciu prezes Robert Dwiliński) oceniają, że polski wynalazek może być głównym motorem wzrostu rynku półprzewodników. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/62ea6082-e13c-40dd-95af-0cbd9ea43bbc/d3f24a97-6ef7-5265-a929-9b0b91276f9c_w_830.jpg)
Trampolina do sukcesu i zysków
W autoklawach stojących w nowoczesnej hali spółka hoduje kryształy azotku galu (GaN), które mają być trampoliną do światowego sukcesu i gigantycznych zysków. To z nich powstaje rewolucyjny materiał półprzewodnikowy, parametrami bijący na głowę krzem, który był fundamentem rewolucji komputerowej. Przed światową konkurencją oprócz strażników chronią go patenty.
— Nie ma dzisiaj podłoża z azotku galu równie dobrego jakościowo jak nasze. Materiał ten znajduje zastosowanie w wielu branżach: motoryzacyjnej, elektronicznej czy optoelektronicznej — wymienia Leszek P. Sierzputowski, współwłaściciel i przewodniczący rady nadzorczej Ammono. Wynalazek otworzył spółce drogę po miliardy. Ammono powołuje się na prognozy mówiące, że światowy rynek podłoży półprzewodnikowych GaN w 2015 r. będzie wart 25 mld USD. Jaki kawałek cennego tortu chce sobie ukroić polska firma — Robert Dwiliński, prezes Ammono, nie chce mówić.
— Do prognoz podchodzimy z dystansem. Choć nie da się ukryć, że otrzymaliśmy szansę, która zdarza się raz na wiele lat — podkreśla Robert Dwiliński. Spółka na zyski będzie musiała jednak poczekać. Powód? Polskim wynalazkiem interesują się światowe koncerny motoryzacyjne, elektroniczne, instytuty naukowe, wojskowe i agencje kosmiczne (łącznie jest ich dzisiaj około 50, głównie z Azji i USA). Spółka przekonuje je o wyższości polskiego produktu nad obecnie dostępnymi na rynku. Jednak zanim klienci złożą zamówienie warte miliony dolarów, muszą wypróbować nowy materiał. Gdy koncerny będą prowadzić własne badania, w Nieporęcie też będzie wrzało. W ramach przygotowań Ammono rusza z budową nowego zakładu, który ma sprostać rynkowemu popytowi.
— Powstanie obok obecnego i będzie kosztował około 50 mln zł. Zakończenie inwestycji jest planowane na pierwszą połowę 2016 r. — zapowiada Leszek P. Sierzputowski. Prowadzone przez Ammono badania były współfinansowane m.in. przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości również doceniła wynalazek udzielając dotacji na jego komercjalizację. W ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka na budowę zakładu, laboratoriaoraz ich wyposażenie firma dostanie 20 mln zł. Skąd pozostała kwota? Część dołoży cypryjska spółka inwestycyjna GlenCross Holding (stoi za nią grupa inwestorów indywidualnych), która zainwestowała w Ammono pod koniec 2011 r. i dzisiaj ma blisko 20 proc. udziałów. Blisko 25 proc. akcji mają też Japończycy, bez których polski wynalazek mógłby nigdy nie powstać. Ponad 10 lat temu firma Nichia Corporation, producent m.in. diod LED i laserów, wspomogła finansowo koncept naukowców. Większościowy pakiet należy dziś do naukowców-założycieli: Roberta Dwilińskiego, Romana Doradzińskiego i Leszka P. Sierzputowskiego.
Rywale nie śpią
Technologia Ammono została doceniona też w Polsce. Jan Suffczyński z Instytutu Fizyki Doświadczalnej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że podłoża półprzewodnikowe Ammono mogą się pochwalić dobrymi parametrami jakościowymi. Lepszymi od tych, które mają obecnie dostępne produkty. — Z tego powodu Ammono już dzisiaj jest liczącym się graczem na światowych rynkach. Choć warto pamiętać, że rywale, m.in. z Japonii, nie śpią i też pracują nad podobnymi technologiami. My oczywiście trzymamy kciuki za Ammono — mówi Jan Suffczyński. Na „tak” są również inwestorzy. Piotr Kulesza, zarządzający funduszem RTAventures, uważa, że Ammono to przykład sukcesu polskich naukowców. — To tylko kwestia czasu, aż ich wynalazek przełoży się na konkretne przychody. Mogą wynieść nawet setki milionów euro — szacuje Piotr Kulesza.
W poszukiwaniu miliardów
Półprzewodnik Ammono znajdzie zastosowanie w produkcji diod LED dużej mocy (stosowanych m.in. w długich światłach samochodowych i reflektorach). Według szacunków podwarszawskiej spółki, w 2015 r. ten rynek będzie wart nawet 4 mld EUR. Jeszcze więcej będzie można zarobić na rynku motoryzacyjnym. Polska technologia ma szansę zrewolucjonizować produkcję samochodów hybrydowych i elektrycznych, nawet czterokrotnie zwiększając ich wydajność. Samochód na prąd będzie w stanie przejechać do 800, a nie jak dzisiaj 200 km. Ten rynek spółka ocenia na 16 mld EUR. Po upowszechnieniu półprzewodnika i spadku jego ceny może spaść do 8 mld EUR.
Liderzy innowacji
Ammono nie jest jedyną polską firmą, która zaczyna komercjalizować swoje wynalazki. Ostatnio Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości opublikowała listę firm, które na ten cel dostaną pieniądze w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. PZ Cormay na budowę zakładu, gdzie będzie produkował analizator krwi, otrzyma 20 mln zł. Warszawska spółka Syntom skomercjalizuje metodę utylizacji sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Otrzyma na to 11 mln zł. Na 3 mln zł może liczyć notowana na NewConenct spółka Braster. Dzięki dotacji wyprodukuje olejowo-wodną emulsję, która znajdzie zastosowanie w medycynie.
OKIEM EKSPERTA
Nie tylko pomysł jest ważny
WOJCIECH PRZYLECKI
partner w IQ Partners
Bardzo się cieszę, że mamy w Polsce taką spółkę jak Ammono, ale warto pamiętać. jak ważny jest proces komercjalizacji. Przykładu nie trzeba daleko szukać — niebieski laser. Ponad 10 lat temu był on swoistym świętym Graalem, którego wszyscy szukali. Polskim naukowcom udało się jako pierwszym go znaleźć, a dokładniej opracować technologię. To nie wystarczyło, ponieważ proces komercjalizacji szedł tak wolno, że Polaków zdążyli wyprzedzić Japończycy, i to oni dzisiaj czerpią z niego największe korzyści. Trzeba mieć tylko nadzieję, że naukowcy z Ammono nie powtórzą błędów kolegów.