Rząd łagodzi stanowisko w sprawie pakietu antykryzysowego, choć do pełnego porozumienia droga jeszcze daleka.
Ku rozczarowaniu pracodawców i związkowców rząd nie odniósł się wczoraj na piśmie do tzw. pakietu antykryzysowego. Wycofał się jednak z niektórych propozycji, które były nie do przyjęcia przez pracodawców.
— Rząd zgodził się na likwidację ustawy kominowej i zrezygnował z koncepcji uzależnienia zarobków zarządów spółek od średniej pensji w danym zakładzie. Wycofał się też z pomysłu, aby subsydiowanie miejsc pracy było zwrotną pomocą dla firm — mówi Adam Ambrozik, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.
Rząd obiecał, że do końca kwietnia pisemnie ustosunkuje się do pakietu oraz przedstawi projekty zmian prawnych.
Ministrowie Michał Boni i Jacek Rostowski stwierdzili, że pakiet antykryzysowy jest sensowny i powinien być przyjęty.
— Uważamy, że uelastycznienie kodeksu pracy może przyczynić się do zmniejszenia bezrobocia — mówił minister Rostowski.
W tym zakresie pakiet przewiduje wprowadzenie rocznego rozliczania czasu pracy i ograniczenie stosowania umów o pracę na czas określony. W tej drugiej kwestii nie ma jeszcze porozumienia. Związkowcy domagają się, aby był to maksymalnie okres 12 miesięcy, zaś pracodawcy obstają przy 36 miesiącach.
— Rząd uznał, że zaakceptuje ustalenia partnerów społecznych. Musimy się dogadać — mówi Adam Ambrozik.
Jest szansa na porozumienie w sprawie subsydiowania miejsc pracy. Pierwotnie rząd chciał, aby firmom, którym z powodu kryzysu zamówienia spadną o 30 proc., przyznawać dotacje zwrotne. Pracodawcy oprotestowali ten pomysł. Wczoraj rząd zgodził się, aby była to jednak pomoc bezzwrotna z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP).
— Wicepremier Pawlak zaproponował, aby w zamian podnieść składkę na FGŚP firmom korzystającym z tej pomocy — mówi Zbigniew Żurek, wiceszef BCC.
Ta koncepcja znalazła zrozumienie partnerów społecznych. Do końca tego tygodnia resort finansów ma wyliczyć koszty takiego rozwiązania.
— Według naszych szacunków, subsydiowanie 300 tys. miejsc pracy kosztowałoby około 1,5 mld zł. Zaniechanie subsydiowania byłoby dwukrotnie droższe — mówi Janusz Śniadek.
Większość partnerów społecznych widzi przyszłość pakietu w coraz bardziej optymistycznych barwach.
— Wczorajsze rozmowy były konstruktywne — uważa Adam Ambrozik.
— Są podstawy do ograniczonego optymizmu — dodaje Zbigniew Żurek, wiceszef BCC.
Janusz Śniadek jest bardziej sceptyczny.
— Uważamy, że kontynuowanie spotkań, z których niewiele wynika, mija się z celem — mówi szef "S".