KST jest forum wymiany poglądów

Marcin Złoch
opublikowano: 2002-09-11 00:00

Zdaniem Zdzisława Drzycimskiego, przewodniczącego komitetu organizacyjnego Krajowego Sympozjum Telekomunikacji Bydgoszcz 2002, tegoroczna edycja poświęcona zostanie najnowszym usługom. Istotną sprawą dla branży będzie także rozwiązanie kwestii dotyczącej regulacji rynku telekomunikacyjnego.

„Puls Biznesu”: Jaki jest cel Krajowego Sympozjum Telekomunikacji?

Zdzisław Drzycimski: Organizatorom od początku przyświeca jeden, zasadniczy cel — integracja środowiska telekomunikacyjnego. Sympozjum ma ułatwiać wymianę wiedzy i doświadczeń pomiędzy naukowcami a osobami zajmującymi się telekomunikacją w praktyce. Stworzyć szansę przedstawienia osiągnięć badawczych i opracowań naukowych realizowanych w uczelniach, instytutach badawczych i placówkach zaplecza badawczo-rozwojowego, oraz przyczyniać się do wymiany wiedzy między ośrodkami naukowymi w Polsce. Wydaje mi się, że udaje się nam realizacja tego założenia. Uczestnicy KST mogą nie tylko dyskutować, ale też obejrzeć konkretne rozwiązania. Ta ostatnia możliwość przyciąga kolejnych zainteresowanych uczestnictwem w sympozjum, ponieważ mają tu szansę zapoznania się ze zmianami zachodzącymi w telekomunikacji oraz porównania polskich osiągnięć ze światowymi.

„PB”: Która część sympozjum, według Pana, jest ważniejsza — wystawa czy panele dyskusyjne?

— KST to przede wszystkim forum wymiany doświadczeń. Pozwala zarówno praktykom, jak i teoretykom, zaprezentować swoje najnowsze osiągnięcia. Przy czym jest specyficzną imprezą, różni się i od typowych sympozjów naukowych, i od przedsięwzięć targowych. Tu nie ma biletów wstępu. Wejść może każdy zainteresowany. Zdarza się, że przychodzą grupy zainteresowane konkretnym referatem czy zagadnieniem. Przede wszystkim zaś KST jest imprezą elitarną, adresowaną do konkretnego środowiska — fachowców z branży telekomunikacyjnej. Nie ukrywam, że całość została zdominowana przez teorię, lecz jest ona dopełniana przez integralną prezentację nowoczesnego sprzętu i technologii.

„PB”: Przy okazji staracie się także promować młodych zdolnych...

— Tak, KST to dobre miejsce do zdobycia naukowych ostróg. Młodzi pracownicy naukowi mają niecały rok na przygotowanie samodzielnego referatu. Tak krótki termin bardzo mobilizuje. Dodatkowo może ich zmotywować to, że co roku organizowany jest konkurs na najlepszy referat. Nagrody są rzeczowe, np. aparat telefoniczny. Wyróżniane są także najciekawsze referaty przygotowywane przez firmy uczestniczące w sympozjum. Poza tym przyznawana jest nagroda za zasługi dla telekomunikacji — Złoty Cyborg. Podczas tegorocznej edycji KST uhonorowane zostaną wyższe uczelnie, które od 50 lat kształcą w zakresie telekomunikacji.

„PB”: Co oznacza termin sesja plakatowa? Ponoć ta forma prezentacji wypracowana została podczas kolejnych edycji sympozjum.

— Podczas sesji plakatowej autorzy wywieszają fragmenty swojego referatu, tak aby każdy zainteresowany mógł je przeczytać. Przy czym obok swojego plakatu czekają na pytania zainteresowanych uczestników lub gości. Niektórzy przedkładają taką formę prezentacji nad suche odczytanie referatu.

„PB”: Ile firm będzie prezentowało swoje produkty i rozwiązania podczas KST 2002?

— 140. Wydaje mi się, że to całkiem przyzwoicie, jeśli wziąć pod uwagę panującą na rynku recesję. Wszyscy liczący się na rynku dostawcy pokazują się u nas. Przez wielu KST jest postrzegane jako jedna z najważniejszych imprez w roku.

„PB”: Co przyciąga uczestników?

— Myślę że forma, która pozwala na dokładne poznanie sytuacji branży. Ponadto uczestnicy są dostępni przez 2,5 dnia, a nie jedynie przez czas potrzebny na wygłoszenie referatu, jak ma to miejsce na innych spotkaniach branży.

„PB”: Czy dzięki KST dochodzi do zawarcia umów handlowych?

— Część spotkań na pewno przekłada się na kontrakty, chociażby z powodu obecności przedstawicieli wielu firm w jednym miejscu. Muszę się jednak przyznać, że nie obserwujemy tego. Pamiętam, że w 1987 czy 1988 roku, jeszcze podczas trwania sympozjum, zawarto duży kontrakt na budowę radiolinii.

„PB”: Jakie problemy nurtują branżę telekomunikacyjną? Czy znajdzie się miejsce na ich omówienie podczas tegorocznego sympozjum?

— W tym roku ważne są dwie sprawy: regulacja rynku telekomunikacyjnego oraz usługi i wykorzystanie IP w telekomunikacji. Moim zdaniem, istotne są zmiany na rynku usług telekomunikacyjnych. Maleją zakupy sprzętu, ale za to dynamicznie zacznie rosnąć liczba oferowanych usług. Jestem przekonany, że ludzie chcą się komunikować niezależnie od odległości, ale oczekują przy tym wrażenia bliskości. Mam na myśli m.in. wideokonferencje. Poza tym do zagospodarowania pozostaje cała działka e-commerce, telepracy czy teleszkoleń. Z pewnością omówione też zostaną perspektywy rozwoju rynku, np. technologia światłowodowa, która umożliwia przesłanie w jednym włóknie coraz większej porcji informacji.

„PB”: Mógłby Pan pokusić się o ocenę polskiego rynku telekomunikacyjnego?

— O rozwoju naszej telekomunikacji zadecyduje zasobność społeczeństwa. Nadal dla większości telekomunikacja sprowadza się do pojęcia telefonu. Mało kto kojarzy telekomunikację z wysoko rozwiniętą technologią, w tym także z Internetem. Owszem, coraz częściej dzieci w prezencie zamiast roweru dostają komputer, a młodzi ludzie są grupą szczególnie zainteresowaną informatyką. Jednak komputeryzacja społeczeństwa pozostaje na bardzo niskim poziomie, bo wiąże się ze zbyt dużymi wydatkami. Często więc barierą dostępu do techniki jest zasobność kieszeni rodziców. Osobnym problemem jest zbyt mała liczba ludzi, którzy zajmują się edukacją telekomunikacyjną. Nie bez znaczenia są także wysokie ceny narzucane przez operatorów telekomunikacyjnych. Ale Polska miała także trochę szczęścia. Byliśmy zapóźnieni technologicznie, ominął nas pewien etap w rozwoju światowej telekomunikacji. Przeskoczyliśmy go i teraz rozwijamy się podobnie jak reszta światowych rynków.