Kto będzie walczył o schedę po City

Londyn, nawet poza Unią, pozostanie centrum finansowym świata przez najbliższe lata. Za trzy, cztery dekady stolicą bankierów może jednak zostać inna metropolia

Jak w dwa lata rozmontować europejski rynek finansowy i kapitałowy, mozolnie integrowany przez 40 ostatnich lat i co z tego wyniknie? Odpowiedzi na te pytania szukali uczestnicy panelu Jak brexit zmieni finansowe rynki Europy. Steven Maijoor, szef Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) uważa, że proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest równie złożony jak fizyka jądrowa, i wiąże się z nim więcej pytań niż odpowiedzi. Zwrócił uwagę na trzy ważne kwestie, które trzeba traktować priorytetowo podczas negocjacji. Pierwsza dotyczy wspólnych reguł walki o przejmowanie firm z londyńskiego City.

TWARDY BREXIT NIKOMU NIE SPRZYJA:
Zobacz więcej

TWARDY BREXIT NIKOMU NIE SPRZYJA:

Uczestnicy debaty, wśród niech Steven Maijoor, szef Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych, są zgodni: brak porozumienia w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE uderzy w obie strony negocjacji. [FOT. BLOOMBERG]

— Powstaną nowe centra finansowe, przejmujące część uczestników rynku londyńskiego: Dublin, Amsterdam, Frankfurt, Paryż. Są przesłanki, że między nimi dojdzie do konkurencji o firmy finansowe. Nie mogą one jednak konkurować standardami nadzorczymi i regulacyjnymi, wszystkie muszą stosować takie same ramy prawne i nadzorcze — powiedział Steven Maijoor. Druga kwestia dotyczy ryzyka braku porozumienia między Wielką Brytanią a UE po marcu 2019 r.

— Negocjacje są trudne i nie można tego wykluczyć. Wtedy UE stanie się krajem trzecim dla Wielkiej Brytanii, co pociągnie za sobą bardzo poważne konsekwencje. Dzisiaj usługi finansowe oferowane są na podstawie jednolitego paszportu, który przestanie obowiązywać wskutek braku porozumienia. Jako regulatorzy musimy się przygotować na taki scenariusz, muszą to zrobić także uczestnicy rynku — stwierdził Steven Maijoor.

I wreszcie ostatnia sprawa: nadzór nad firmami finansowymi działającymi w londyńskim City po brexicie. — Jako regulatorzy musimy mieć pewność, że będziemy mogli monitorować ryzyko pochodzące z City, które jest ogromnym rynkiem — podkreślił Steven Maijoor.

Londyn nr 1

David Thomas, przewodniczący Rady Brytyjskich Izb Handlowych w Europie, zapowiedział na 25 września publikację wyników badań przeprowadzonych wśród firm z 18 największych europejskich rynków finansowych. Były pytane o obawy związane z brexitem. Jak stwierdził, unijne instytucje finansowe bardziej boją się utraty paszportu w Wielkiej Brytanii niż brytyjskie w UE. Obecność na rynku londyńskim to dla banków z kontynentu priorytet. Jego zdaniem, brexit stanowi niebezpieczeństwo głównie dla Unii, bo wykluczenie Londynu ze wspólnego rynku może spowodować spadek płynności i efektywności lokalnych rynków UE.

— To banki z 27 krajów UE mają najsłabsze bilanse, a trzeba będzie przenieść część kapitału, żeby prowadzić obrót w City — powiedział David Thomas. Panelista uważa, że niezależnie od przebiegu negocjacji rynki, jak mają w zwyczaju, same znajdą optymalne rozwiązania, nie oglądając się na polityków i regulatorów.

— Rynki zawsze są daleko z przodu, jeśli chodzi o szukanie rozwiązań — mówi David Thomas. Jego zdaniem, Londyn również po brexicie pozostanie centrum finansowym, ale możliwe, że do gry o europejskich klientów włączy się Singapur, może Dubaj. Wszystko zależy od cen, jakie zaoferuje City.

PR Banku Anglii

Na wypowiedź Davida Thomasa żywo zareagował Jan Vincent Rostowski, były minister finansów. — Nie ma niedoboru kapitału w UE27.

To Wielka Brytania ma deficyt płatniczy i braki kapitałowe. Trudno poważnie rozważać sytuację, że banki z UE pójdą do City, bo EBC nigdy na to nie pozwoli — stwierdził Jan Vincent Rostowski. Zaapelował, żeby „skończyć z PR-owską mową Banku Anglii”, który żongluje wskaźnikami, i spojrzeć na brexit we właściwym świetle.

— Twardy brexit nie jest dobry dla nikogo. To oczywiste. Żaden z polityków podczas kampanii przed referendum nawet nie zająknął się, że po wyjściu z UE przestanie istnieć 750 umów, które trzeba będzie renegocjować. Jest absolutna konieczność poszerzenia ram czasowych negocjacji. Trzy lata to za mało. Jeśli nie uda się porozumieć do marca 2019 r., to zapomnijmy o rynkach finansowych, ważniejszy będzie brytyjski przemysł. Przy tym, co się stanie, upadek komunizmu to nic — stwierdził były minister finansów. Jego zdaniem, Wielka Brytania jest jednym z dwóch filarów bezpieczeńtwa Unii. Drugim jest NATO. W związku z podkopywaniem fundamentów sojuszu przez Donalda Trumpa trzeba zrobić wszystko, żeby wzmacniać pierwszy z filarów. David Thomas bronił się, że nie jest PR-owcem Banku Anglii, ale bazuje na wynikach ankiety. I dodał: „Czas na przebudzenie, Wielka Brytania zostanienajwiększym rynkiem kapitałowym — nawet po brexicie”.

Zgadza się z nim Wiesław Rozłucki z Rothschild Polska, argumentując, że City jest światowym centrum finansowym nr 1 i wyjście z UE tylko w niewielkim stopniu osłabi jego pozycję. — Niektóre kraje będą dążyły do wzmocnienia swojej roli wobec Londynu. Pytanie, kto na brexicie skorzysta. Najwięcej prawdopodobnie Amsterdam, Frankfurt zapewne też dużo zyska, a Paryż mimo bardzo dużych zachęt trochę mniej. Warszawa również wiąże z tym pewne nadzieje. Realistycznie rzecz biorąc, możemy trochę zyskać na przeniesieniu operacji back office — powiedział były szef giełdy. Całość dyskusji o europejskiej mapie rynków finansowych podsumował Steven Maijoor: „W czasie moich studiów Luksemburg żył z rolnictwa. Cztery dekady później jest potężnym hubem finansowym. Londyn jest i pozostanie centrum finansowym w średniej perspektywie. W długiej, kilku dekad, wszystko może się zmienić”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kto będzie walczył o schedę po City