Kto buduje sam, ten nie straci

Kamil Kosiński
opublikowano: 2008-10-28 00:00

Budujący własne domy nie odczują szczególnych restrykcji związanych z kredytem. Na krótką metę mogą nawet zyskać.

Samodzielni łatwiej dostaną pieniądze

Budujący własne domy nie odczują szczególnych restrykcji związanych z kredytem. Na krótką metę mogą nawet zyskać.

Zaostrzenie warunków kredytowych dotknęło wszystkich — zarówno kupujących domy lub mieszkania gotowe, jak i tych, którzy samodzielnie chcieli prowadzić budowę. Paradoksalnie jednak ci ostatni wyszli na tych zmianach relatywnie najlepiej.

— Zaraz po zakończeniu budowy wartość rynkowa domu jest z reguły wyższa od zsumowanej wartości działki i materiałów zużytych do postawienia budynku. Prywatni inwestorzy zyskują bowiem różnicę między wartością rynkową a wartością odtworzeniową, czyli kosztem działki, materiałów i robocizny. W związku z tym łatwiej będzie im się odnaleźć w realiach zmienionej oferty banków — uważa Aleksandra Łukaszewicz, członkini zarządu Open Finance.

Operat nieobowiązkowy

Aleksandra Łukaszewicz zastrzega jednak, że w związku z obawami o spadek cen nieruchomości w ogóle, banki mogą wrócić do zapomnianego obowiązku wyceny działki i całej inwestycji przez rzeczoznawcę. Jolanta Grzechca z mBanku, który jako pion detaliczny BRE Banku był jednym z podmiotów najczęściej finansujących budowy systemem gospodarczym, zapewnia jednak, że tego typu zmian spodziewać się nie należy. Oznacza to, że wycena działki przez rzeczoznawcę tak jak obecnie będzie w tym banku wymagana, ale nie praktykowana.

— Nie odeszliśmy od wymogu przedstawiania operatu szacunkowego. Istnieje jednak możliwość odstąpienia od niego w przypadku zakupu działki na rynkach rozwiniętych, szczególnie tam, gdzie możemy porównać cenę działki z wartością innych transakcji zakupu ziemi w danym powiecie lub gminie — wyjaśnia Jolanta Grzechca.

Choć trzeba przyznać, że w innych instytucjach polityka jest bardziej restrykcyjna.

— Przy udzielaniu kredytu hipotecznego wymagamy wyceny nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie zobowiązania. Możemy też zaakceptować operat szacunkowy przedstawiony przez klienta — twierdzi Agnieszka Nachyła, dyrektor departamentu marketingu i rozwoju bankowości hipotecznej Banku Millennium.

Faktury nie wrócą

Doradcy finansowi zakładają też, że banki nastawione na osoby budujące systemem gospodarczym nie wrócą do obowiązku dokumentowania całej budowy fakturami.

— Dziś banki rozliczają kolejne transze poprzez faktury, ocenę postępów prac przez własnych pracowników lub rzeczoznawców oraz zdjęcia robione przez samych inwestorów. Tyle że osoby budujące domy omijają te instytucje, które wymagają faktur — informuje Tomasz Kowalski, dyrektor departamentu produktów bankowych w Expander Advisors.

Związana z kryzysem finansowym deprecjacja złotego może być dla indywidualnych inwestorów nawet korzystna. Oczywiście tylko dla tych, którzy mają już podpisane umowy denominowane do walut obcych i czekają na wypłatę kolejnych transz. Jeśli zadłużyli się w bankach przeliczających raty według kursu z dnia wypłaty transzy (np. PKO BP), to umacnianie się złotego powodowało, że otrzymywali mniej pieniędzy, niż się spodziewali. Zmiana tendencji na rynku walutowym powoduje, że o tym zagrożeniu mogą zapomnieć.

Budowa domu o powierzchni 150 mkw. w stanie surowym zamkniętym kosztuje co najmniej 300 tys. zł. W tej cenie jest koszt materiałów i zarobek ekipy. Blisko 150 tys. zł zapłacimy dodatkowo za wykończenie wnętrz. Całość wyniesie co najmniej 600 tys. pod warunkiem, że działka kosztowała około 150 tys. zł.

Jeżeli ten sam dom na tej samej działce wybuduje mały deweloper zapłacimy dodatkowo średnio 70 tys. zł.

Kamil Kosiński