Kto zdetonował te bomby?

Andrzej S. Bratkowski
25-06-2004, 00:00

Polska to taki kraj, w którym im bardziej niestabilna sytuacja polityczna, tym szybszy wzrost gospodarczy. Wyglądałoby, że im słabsza władza, tym mniej może się wtrącać w gospodarkę — co tej ostatniej wychodzi na zdrowie. Tak to działa od zeszłego roku, gdy gwałtownemu przyspieszeniu procesu rozkładu rządzącej większości towarzyszy eksplozja produkcji. Tylko że upadki rządów zdarzają się dość często, to zaś, co się dzieje z naszą produkcją, to wydarzenie na skalę światową — prześcignęliśmy nawet Chiny! Któż zatem skonstruował tę bombę i kto ją zdetonował?

Na drugie pytanie odpowiedź jest dość prosta. O istnieniu bomby budżetowej wiedziano od dawna. Saper Belka miał ją rozbroić — ale zrezygnował. Saper Kołodko długo przy niej majstrował, aż z niego zrezygnowano. I wtedy właśnie poleciały w górę i stopy procentowe obligacji, i kursy obcych walut — wszystko przebiegało jak znanych scenariuszach kryzysów budżetowych. Ale — też zgodnie z nimi — w drugiej fazie winny wystrzelić w górę ceny, a produkcja zawalić się z hukiem. W rzeczywistości wzrost cen był bardzo ospały, za to produkcja poszybowała wysoko. Co się dzieje? Znowu jakaś nowa ekonomia? Tak zdają się myśleć ci, którzy wierzą, że powołanie rządu symulującego rządzenie i trwanie w przedwyborczym chaosie pozostaje najlepszym lekarstwem na sukces gospodarczy. Nie podzielam tego optymizmu. Dokładniejsze oględziny miejsca wypadku pokazują, że faktycznie mieliśmy do czynienia z dwoma ładunkami. Eksplozja budżetowa zainicjowała wybuch innej bomby: niewykorzystanych mocy produkcyjnych. A było to możliwe dzięki urządzeniu skonstruowanemu przez poprzednią Radę Polityki Pieniężnej i — nieco na wyrost optymistyczne — rynki finansowe.

Restrykcyjna polityka pieniężna miała kilka konsekwencji. Po pierwsze: zduszono inflację — tak skutecznie, że wszyscy spodziewali się raczej deflacji niż wzrostu cen. Po drugie: zduszono (mimo ekspansywnej polityki budżetowej) popyt wewnętrzny — dlatego duże inwestycje z II połowy lat 90. doprowadziły do powstania znacznych nadwyżek mocy produkcyjnych. To zmusiło zaś przedsiębiorstwa do poszukiwań zewnętrznych rynków zbytu — i okazało się, że jest tam mnóstwo niewykorzystanych możliwości! Byłoby ich znacznie więcej, gdyby nie silna aprecjacja złotego, wywołana wiarą rynków finansowych w szybkie wejście Polski do strefy euro (podsycały tę wiarę deklaracje rządu, że już, już zreformuje finanse publiczne). Silny złoty stał się skutecznym środkiem przymusu bezpośredniego, zastosowanym przez władze monetarne wobec przedsiębiorstw: jak nigdy dotąd, wzięły się one do cięcia kosztów. I tym razem skala niewykorzystanych wcześniej możliwości była zaskakująco duża, szczególnie jeśli chodzi o siłę roboczą. Na szczęście dopiero po tym wszystkim doszło do eksplozji bomby budżetowej...

W momencie wybuchu oczekiwania inflacyjne były bardzo niskie, bilans płatniczy — więcej niż przyzwoity, a wysokie bezrobocie unicestwiło presję płacową. Te czynniki spełniły rolę podobną tej, którą w karabinie spełnia zamek i lufa: osłabienie złotego nie wywołało paniki, a prawie cały impet, wywołanego deprecjacją, impulsu popytowego przełożył się na wzrost eksportu i poprawę rentowności produkcji.

Czy teraz czeka nas już kraina wiecznej obfitości? Nie. Zasoby „czynników produkcji” są ograniczone. Właśnie przejadamy wcześniej utworzone rezerwy — w mojej ocenie starczy ich najwyżej na rok. A tymczasem inwestycje ledwo zipią i nic nie uczyniono dla zwiększenia elastyczności rynku pracy. Budżet jest nadal w opłakanym stanie. Ceny rosną coraz bardziej, powoli pogarszać się będzie bilans płatniczy. Możliwości ekonomii kryzysu politycznego są na wyczerpaniu. Czas na ekonomię podaży, ale ta wymaga stabilnej, przyjaznej dla przedsiębiorczości polityki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej S. Bratkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kto zdetonował te bomby?