Ktoś musi zarządzać tym lasem

opublikowano: 30-10-2019, 22:00

Od testamentu i przekazania majątku ważniejsze jest przekazanie w dobre ręce firm i odpowiedzialności za pracujących tam ludzi — mówi w podcaście „Puls Biznesu do słuchania” Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor m.in. Mennicy, Newagu czy Energopolu Warszawa

Zbigniew Jakubas,przedsiębiorca i inwestor m.in. Mennicy, Newagu czy Energopolu Warszawa
Zobacz więcej

Zbigniew Jakubas,przedsiębiorca i inwestor m.in. Mennicy, Newagu czy Energopolu Warszawa Fot. WM

„PB”: Pierwszy biznes zaczął pan dzięki 7 tys. USD od rodziców. Mógł pan kupić mieszkanie w Warszawie, wolał pan zainwestować w butik. Czy swoje dzieci również wspiera pan finansowo?

Zbigniew Jakubas: Mam dwie córki. Jedna jest śpiewaczką, druga aktorką. Mnie rodzice pomogli, więc tak samo postępuję względem własnych córek. Obie skończyły bardzo prestiżowe szkoły, co dało im dobry start. Oczywiście, chociaż dzisiaj są dorosłymi dziewczynami, zawsze je wspieram i będę wspierał. Są to bardzo normalne dziewczyny, bardzo skromne, ciężko pracujące, stresujące się. Jak każdy młody człowiek zmagają się z rzeczywistością.

Czy próbował pan zaszczepić w nich ducha przedsiębiorczości?

— Moim marzeniem jest, jak zresztą każdego ojca, który odniósł sukces w biznesie, żeby spuścizna przeszła na dzieci. Nie chodzi tylko o przekazanie majątku, to jest najprostsze. Chodzi o przekazanie przedsiębiorstw, w moim przypadku zatrudniających kilka tysięcy osób. To jest odpowiedzialność. Zasadziłem i wyhodowałem drzewa, bo każda firma to duże piękne drzewo, więc to jest taki mały las. Trzeba dalej zarządzać tym lasem, żeby drzewa nie uschły i były pielęgnowane. Rodzic naturalnie oczekuje, że to dziecko przejmie firmę, ale jeżeli dzieci wybiorą inną ścieżkę zawodową, rodzice powinni to uszanować. Jeden z moich kolegów jest bardzo dużym przedsiębiorcą, a jego jedyna córka jest pasjonatem lotnictwa — lata zawodowo na olbrzymim śmigłowcu. W ubiegły czwartek wraz z moimi gośćmi miałem przyjemność lecieć z nią do mojej fabryki w Nowym Sączu i wspólnie podziwialiśmy jej kunszt i talent do pilotowania. Zapewne dla niej zrezygnowanie z pasji i zajęcie się biznesem nie byłoby łatwą decyzją. Jest więc bardzo ważne, żeby pozwolić dzieciom, które mają pasje i osiągają sukcesy, robić to, co chcą.

Skoro córki wybrały inną drogę, to czy myślał pan o tym, co zrobi ze swoim lasem?

— Udało mi się w moich firmach zbudować bardzo silne zespoły menedżerskie. Są to w większości osoby, które jeszcze przez wiele lat będą mogły tymi firmami zarządzać. Są to osoby kompetentne, a przede wszystkim odpowiedzialne i uczciwe. Oczywiście wsparcie i współpraca z właścicielem jest bardzo istotna i myślę, że w tym zakresie moje córki dobrze i odpowiedzialnie sobie poradzą, gdyż od wielu lat dobrze znają moją filozofię i zasady prowadzenia biznesu.

Czy myślał pan już o sukcesji?

— W tym momencie wydaje mi się, że moja młodsza córka byłaby w stanie zaopiekować się firmami. Często rozmawiamy o naszych firmach analizując konkretne problemy. Osoby uzdolnione muzycznie są też uzdolnione matematycznie, a zarządzanie firmami to jest matematyka. Córka skończyła w ubiegłym roku szkołę biznesu w Hiszpanii, uczy się, rozumie, przejawia zainteresowanie. Już obecnie ma podstawową wiedzę. Gdy jesteśmy np. na nartach, nie rozmawiamy o torebce Channel, tylko przy kolacji czy na spacerze opowiadam, jak to wszystko wygląda, jaka jest moja filozofia prowadzenia biznesu.

Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk

Rozmowa jest fragmentem odcinka podcastu pt. "Przygotuj się na śmierć". Wszystkie odcinki można znaleźć na pb.pl/dosluchania

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu