Kubara stawia na wege już od ćwierć wieku

opublikowano: 18-06-2019, 22:00

Firma rodzinna spod znaku Dobrej Kalorii produkuje przekąski bez mięsa, choć smakiem, strukturą i zapachem bardzo je przypominają. Dopiero niedawno sięgnęła po dotacje, aby inwestować w przyszłość

Kiedy 23 lata temu debiutującej na rynku częstochowskiej firmie Kubara udało się wyprodukować roślinne flaki sojowe, do złudzenia przypominające smakiem danie mięsne, zwolenników wegetarianizmu i weganizmu nie było tylu co dziś. Po latach ta rodzinna spółka znów wraca do tego typu pomysłów.

Będziemy stale rozwijać ofertę zamienników mięsa, bo wierzymy, że
przyszłość naszej planety jest… roślinna. Jednocześnie chcemy przekonać
mięsożerców, że wcale nie muszą rezygnować z ulubionych smaków — zapowiadają
przedstawiciele firmy rodzinnej założonej przed laty przez Marka Kubarę (na
zdjęciu po prawej), a obecnie prowadzonej wspólnie z córką Karoliną Kubarą i
jej mężem Michałem Poznarem
Zobacz więcej

BIZNES DLA PLANETY:

Będziemy stale rozwijać ofertę zamienników mięsa, bo wierzymy, że przyszłość naszej planety jest… roślinna. Jednocześnie chcemy przekonać mięsożerców, że wcale nie muszą rezygnować z ulubionych smaków — zapowiadają przedstawiciele firmy rodzinnej założonej przed laty przez Marka Kubarę (na zdjęciu po prawej), a obecnie prowadzonej wspólnie z córką Karoliną Kubarą i jej mężem Michałem Poznarem Wojciech Barczyński

— W 1996 r. moja mama przeszła na wegetarianizm, a tata kupił zakład, w którym była mroźnia. To zaowocowało opracowaniem trzech wegańskich produktów — flaków sojowych, fasolki po bretońsku i leczo sojowego. Można powiedzieć, że był to pierwszy polski „fake meat”, bo zarówno smakiem, strukturą, jak i zapachem bardzo przypominały mięso. Sama jako nastolatka częstowałam tymi produktami na różnego rodzaju festynach i targach. Podczas tych wydarzeń trafiałam na samych mięsożerców. Tradycyjne gospodynie domowe i ich mężowie nie chcieli uwierzyć, że te produkty są bezmięsne. Szczególnie flaki sojowe były łudząco podobne w smaku i strukturze do ich tradycyjnych odpowiedników — wspomina Karolina Kubara, współwłaścicielka firmy i córka jej założyciela, Marka Kubary.

Niestety — dodaje — po dwóch latach od wprowadzenia tych produktów firma musiała zrezygnować z ich sprzedaży.

— Polegliśmy na polu logistyki produktów mrożonych, były one też słabo wyeksponowane w ladach chłodniczych, a o weganizmie czy flexitarianizmie mało kto wtedy słyszał. Sądzę, że ten produkt wyprzedził rzeczywistość o jakieś 15 lub 20 lat — wyjaśnia Karolina Kubara.

Żelazna zasada: „jak dla siebie”

Kubara, obecnie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, istnieje na rynku od 1991 r., gdy Marek Kubara założył firmę w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Dziś pracują w niej dwa pokolenia — obok założyciela także jego córka Karolina z mężem Michałem Poznarem, a ich trzej synowie ochoczo włączają się w testowanie produktów. Bo — jak wszyscy powiadają — w rodzinnym biznesie produkty tworzone są „jak dla siebie”, na bazie autorskich receptur. Pierwszymi oceniającymi są zawsze najbliższa rodzina i przyjaciele.

Według Marka Kubary najpoważniejsze i istotne zmiany w firmie, jakie zaszły od chwili jej powstania, wiążą się z tym, co dziś jest określane kapitałem ludzkim.

— Firma z jednoosobowej działalności gospodarczej, w której byłem kierowcą, księgowym, handlowcem, a nawet grafikiem, przerodziła się w sprawnie działającą firmę rodzinną. Mamy zorganizowaną strukturę z działami: technologicznym, kontroli jakości, handlu i marketingu. O wartości tego kapitału świadczy również duża stabilność załogi. Staż pracy w firmie u kilku osób przekroczył 20 lat, a wielu pracowników jest z nami ponad dekadę — podkreśla założyciel częstochowskiej spółki.

Firma ma na swoim koncie trzy marki. Pod szyldem najstarszej — Ekoproduktu — znanej na rynku od 1993 r., oferowane są ciastka i produkty śniadaniowe wytwarzane wyłącznie z ekologicznych surowców. Z kolei Amarello to seria wyrobów bezglutenowych, takich jak mąki, śniadaniowe owsianki czy jaglanki, a także ciastka i batoniki. Firma wytwarza je z myślą o osobach chorych na celiakię bądź z nietolerancją glutenu. Znaczna część tych artykułów jest produkowana ekologicznie, w 100 proc. z naturalnych składników. Najbardziej znane i szeroko dostępne w handlu są natomiast naturalne batoniki, odżywcze przekąski i produkty śniadaniowe ze znakiem Dobrej Kalorii. Od tego roku w ofercie są także roślinne burgery i klopsy, które cechuje wysoka zawartość białka, odpowiednio 27 i 25 proc. To więcej, niż dostarcza mięso drobiowe lub indycze. Białko w produktach Dobrej Kalorii pochodzi wyłącznie z naturalnych składników, głównie grochu, pszenicy i kiełków słonecznika. Przedstawiciele spółki mówią, że kiełki można hodować w każdym klimacie, a są one porównywalne pod względem żywieniowym z mięsem. Rosną szybko, od dwóch do pięciu dni, mogą być wysiewane w dowolny dzień roku, nie wymagają gleby i słońca, mogą być wykorzystane w całości, a więc bezodpadowo. Wciąż jednak skiełkowane ziarna i nasiona nie są w pełni wykorzystane w przemyśle spożywczym, zwłaszcza w substytutach mięsa i daniach gotowych. Firma Kubara tę niszę wykorzystała.

Rynkowy sukces zamienników

— Burgery i klopsy naszej firmy można znaleźć w sklepach Lidla, Kauflandu, w największych marketach Auchan oraz Netto. W strategii firmy bardzo ważny jest też kanał HoReCa — nawiązaliśmy już współpracę z siecią Olimp i w wybrane dni w jej 89 restauracjach można zjeść nasze klopsy w sosie słodko-kwaśnym na marchewkowym spaghetti. Rozmawiamy też z kolejnymi potencjalnymi odbiorcami w tym kanale — mówi córka założyciela częstochowskiej spółki.

Praca nad wprowadzeniem roślinnych zamienników mięsa trwała trzy lata. To dosyć długo — przyznaje współwłaścicielka spółki, ale dodaje, że wszystko było realizowane samodzielnie, siłami firmy rodzinnej.

Szefostwo chciało stworzyć smaczny i pożywny zamiennik mięsa, który miał przypominać je zarówno pod względem smaku, struktury, zapachu, jak i zawartości białka. Postanowiło oferować go pod marką Dobra Kaloria, więc produkt musiał być w 100 proc. naturalny, nie zawierać soi i dostarczać cenne wartości odżywcze.

— Nie odpuściliśmy na żadnym etapie przygotowań i te założenia, które postawiliśmy sobie kilka lat temu, dowieźliśmy do półki sklepowej. Oczywiście na potrzeby produkcji zamienników mięsa musieliśmy zainwestować w odpowiedni park maszynowy, dostosować halę produkcyjną, kupić mroźnię i chłodnię, przekwalifikować i doszkolić załogę. Wszystko to wymagało czasu, nakładów finansowych, a także sporego zaangażowania koncepcyjnego i technologicznego — opowiada Karolina Kubara.

Spółka nie zamierza poprzestawać na roślinnych burgerach i klopsach i pracuje już nad kolejnymi recepturami innowacyjnych produktów. Stawia na zamienniki mięsa, bo „wierzymy, że przyszłość naszej planety jest roślinna” — jak mówi córka założyciela firmy.

Firma planuje poszerzyć ofertę o produkty wegetariańskie i wegańskie, w tym o dania obiadowe i wędliny, z jednej strony przekonując mięsożerców, że nie muszą rezygnować z ulubionych smaków, z drugiej — działając na rzecz zdrowia, zwierząt i planety — co szczególnie podkreśla rodzina Marka Kubary. Realizacji tych planów powinno sprzyjać dofinansowanie ze źródeł unijnych. Do tej pory spółka rozwijała się, korzystając tylko z polskiego, własnego kapitału. Obecnie ma dodatkowy zastrzyk — dotację przekraczającą 1,9 mln zł pozyskaną z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Świętokrzyskiego na lata 2014-20. Pieniądze te zostaną przeznaczone na opracowanie wędlin z kiełków, co pozwoli firmie stworzyć pilotażową linię do roślinnych produktów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Iwona Jackowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu