Kula śnieżna pędzi, indeksy przebiły dno

Waldemar Borowski
opublikowano: 04-02-2009, 00:00

Gdy europejskie indeksy starały się odpracować część strat, nasza giełda ponownie szorowała po dnie. Czy to już faza paniki? Większych podstaw nie ma, by nasz parkiet był gorszy od innych. To raczej wygląda na celowe wywoływanie efektu kuli śnieżnej.

Inwestorzy przed dzisiejszą sesją nie mieli większych złudzeń, kto decydować będzie o przebiegu handlu na GPW. Początek notowań, kiedy WIG20 nie mógł znaleźć dla siebie rytmu i nawet przez pewien czas nie odstawał zanadto od reszty indeksów na kontynencie, nie skłonił ich jednak do podjęcia ryzyka i większego zaangażowania w akcje. Taka taktyka okazała się rozsądna, bo po zaledwie dwóch godzinach WIG20 zjechał poniżej 1500 pkt.

Za spadki znów odpowiadał sektor bankowy. Wysokie straty notowały największe z nich — PKO BP, Pekao oraz BZ WBK. Przed intensywnymi zniżkami nie uchronił się też BRE Bank, który przed sesją podał raport kwartalnty. Bank przygotował wcześniej akcjonariuszy na słabsze wyniki. Jednak zmniejszenie zysku o 75 proc. rok do roku (do 35,2 mln zł), nie zostało dobrze przyjęte. Bardzo wysokie straty notował PKN Orlen — kurs zniżkował o ponad 7 proc. Inne spółki surowcowe radziły sobie znacznie lepiej. O wzrosty tradycyjnie walczył PGNiG, a nawet Lotos. Przed zniżką bronił się KGHM. Pomógł wzrost ceny miedzi w Londynie do 3230 USD/t. Zapasy spadły po raz pierwszy od 7 tygodni.

Mocnym spadkom na GPW towarzyszyło dynamiczne osłabienie polskiej waluty. Analitycy podkreślają, że to nie ma podstaw fundamentalnych i może za tym kryć się spekulacja na złotym, ale podejrzewanie o taką taktykę jedynie zagranicznych instytucji, może nie mieć całkowitego uzasadnienia, czego dowodzi brak podstaw fundamentalnych utraty wartości wielu walut naszego regionu. Wejście do gry na osłabienie naszej waluty indywidualnych inwestorów kryje za sobą niebezpieczeństwo gwałtownego załamania się trendu. Tak było niedawno na Ukrainie, gdzie banki odmawiały, po uprzedniej utracie wartości hrywny, skupu dolarów.

Największe europejskie parkiety zgodnie z przewidywaniami starały się łapać oddech po wczorajszym lepszym zachowaniu nowojorskich indeksów oraz dobrej postawie inwestorów z Azji. Zignorowany został spadek sprzedaży detalicznej w grudniu w Niemczech o 0,2 proc., mimo że prognoza mówiła o wzroście o 0,5 proc.

Finisz sesji na GPW wyglądał jakby polskie akcje parzyły ręce inwestorów. Wyprzedaż nabrała ekspresowego tempa. To spowodowało zanurkowanie WIG20 aż o 4,78 proc. i ustanowienia po drodze nowego rekordu bessy. Fatalnie zachowały się walory TVN spadając o prawie 15 proc. Do dzisiejszego pogromu byków przyczyniły się jednak głównie banki oraz PKN Orlen.

Waldemar Borowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Waldemar Borowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu