Od boomu na kredyty mieszkaniowe w unijnej walucie przed dwoma laty, widełki między kursem kupna i sprzedaży euro rozszerzyły się. A na dodatek nie każdy bank, który kiedyś sprzedawał euro w miarę tanio, robi tak nadal.
Dobrze jest patrzeć na ręce bankowi, w którym spłaca się kredyt mieszkaniowy w euro, bo jeśli jego kursy kupna i sprzedaży unijnej waluty były atrakcyjne w momencie zaciągania kredytu, wcale nie musi tak być obecnie. Sprawdziliśmy spready dla euro z 11 czerwca 2010, 2011 i 2012 roku. Ze względu na dużą niepewność na rynku walutowym i wzrostowy trend w jakim znajduje się euro (swój spread poszerzył nawet NBP z średnio 2 proc. do 2,02 proc.) spojrzeliśmy też na różnice między kursem kupna i sprzedaży euro na koniec stycznia tego roku, gdy unijna waluta taniała. Średni spread w 21 bankach w czerwcu 2010 r. wynosił 6,31 proc. rok później wzrósł do 6,42 proc. W styczniu 2012 roku, gdy euro taniało sięgał 6,46 proc., a 11 czerwca doszedł do 6,61 proc. Po części jest to zasługa czterech banków, które już wcześniej wyraźnie rozszerzyły widełki między kursem kupna i sprzedaży euro (przyjęliśmy, że w pozostałych bankach, gdzie spready poszły w górę w czerwcu, może to być działanie chwilowe).
Od momentu, gdy euro biło rekord popularności na rynku kredytów mieszkaniowych – w II kwartale 2010 roku prawie 24 proc. wartości kredytów mieszkaniowych denominowane było właśnie w unijnej walucie – widać, że spready na euro podwyższyły: Polbank, BPH, Raiffeisen i BZ WBK.
Pełen raport w załączniku Raport Open Finance (doc)