Tego nie spodziewał się chyba nikt: na otwarciu premierowej sesji kurs PKP Cargo podskoczył o 18 proc., do 80,2 zł. Analitycy i zarządzający prognozowali tymczasem, że sukcesem będzie już zwyżka o 10 proc., choć wielu przedstawicieli TFI twierdziło, że ich apetyt na akcje nie został zaspokojony. Teraz przekonują, że cena jest już tak wysoka, że potencjał dalszej zwyżki jest mocno ograniczony.

— Prawie 18-procentowy wzrost w debiucie zbliżył nas do wartości godziwej. Warto też pamiętać, że przed PKP stoi wiele wyzwań — restrukturyzacja, poprawa marż. Tegoroczny wynik był pomijany przez inwestorów, a popyt jest raczej grą pod przyszłe wyniki. Teraz od spółki zależy, czy prognozy zostaną dotrzymane — tłumaczy Łukasz Hejak, zarządzający funduszami Investors TFI.
Sprzedać…
Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI, uważa, że przyszłość notowań PKP Cargo może wyglądać podobnie, jak historia ZE PAK. Po debiucie kurs energetycznej spółki szybko urósł, po czym przyszło otrzeźwienie.
— W dłuższej perspektywie, żeby kurs rósł, przydałaby się fundamentalna poprawa, a o nią będzie trudno. Niewielu inwestorów ma wystarczającą cierpliwość, żeby zaczekać, aż znaczna część pracowników PKP Cargo przejdzie na emeryturę, i w ten sposób wzrośnie efektywność — uważa Adam Łukojć.
Zdaniem zarządzających, kluczowe dla perspektyw kursu jest to, jakie plany ma główny akcjonariusz: czy będzie jeszcze sprzedawać akcje, jak duże będą nakłady inwestycyjne, jaka będzie dywidenda i co musi się stać, żeby uzasadnić wycenę wyższą o np. kolejne 20 proc.? Na jedno z tych pytań Jakub Karnowski, prezes Grupy PKP, odpowiedział wczoraj, ujawniając, że nie wyklucza sprzedaży kolejnego pakietu akcji PKP Cargo w przyszłym roku. To zdaniem zarządzających nie jest najlepszą informacją, bo zwiększa ryzyko, że pojawi się podaż akcji, której rynek nie wchłonie.
— Trudno prognozować, co wydarzy się w przyszłym roku. Taka informacja nie jest jednak pozytywna i może powstrzymywaćprzed większymi zwyżkami. Warto też pamiętać, że wykorzystanie przez PKP Cargo kolejnej fali budowy dróg [kruszywa to jeden z najważniejszych towarów, przewożonych koleją — red.] i wszystkiego, co związane jest z pieniędzmi unijnymi, ruszy w 2015 r. i dopiero wtedy spółka będzie miała szansę wykorzystać swój potencjał — uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
Zarządzający nie kryją także zniesmaczenia związanego z redukcją oferty publicznej. Tłumaczą, że spółka musi teraz zadbać o odzyskanie ich zaufania, a to łatwe nie będzie.
— Po takim debiucie warto walory sprzedać, bo spółka w dłuższym terminie nie ma zbyt dużego potencjału rozwoju firmy — radzi Bartłomiej Cendecki, zarządzający funduszami Quercus TFI.
…czy kupić
Z drugiej jednak strony specjaliści z TFI zwracają uwagę, że na giełdzie króluje hossa, a PKP Cargo to spółka cykliczna i jej fundamenty powinny się wzmocnić dzięki przyspieszeniu tempa wzrostu gospodarczego.
— Dodatkowo nie wiadomo, jak wyglądała alokacja OFE, które wciąż patrzą sobie na ręce, więc być może będą się doważać, jeśli któryś z nich dostał większy pakiet. Dodatkowo pozostają także inwestorzy finansowi, jak Mennica Polska, którzy akcji nie otrzymali wcale. Wszystkie te czynniki mają i będą miały wpływ na zachowanie kursu — dodaje Łukasz Hejak.
Eksperci przypominają także, że PKP Cargo będzie miało spory udział w indeksach (np. w mWIG40 około 2 proc.), a jeśli do funduszy inwestycyjnych pieniądze nadal będą płynąć, to zarządzający będą musieli kupować. — Od strony fundamentalnej PKP Cargo nie jest już atrakcyjnie wycenione [przy cenie 81 zł — przyp. red.]. Kurs może rosnąć, ale wyłącznie z przyczyn płynnościowych, a nie fundamentalnych — dodaje jeden z zarządzających.