Akcje Polskiego Koncernu Naftowego Orlen kosztują prawie 60 zł i zbliżają się do historycznego rekordu notowań (61,9 zł w styczniu 2006 r.), uwzględniającego korekty kursu o wartość wypłacanych dywidend. Tylko od połowy 2014 r. akcje Orlenu podrożały o 50 proc. — Tak długo, jak marże będą wysokie, tak długo wycena będzie wysoka. Ale jak długo to potrwa, to najtrudniejsze pytanie — komentuje Tomasz Kasowicz, analityk Banku Zachodniego WBK.
— Wysoka wycena to wynik rekordowych wyników za trzeci i czwarty kwartał 2014 r. Moim zdaniem, kurs będzie dalej rósł. Wyniki za pierwszy kwartał 2015 r. powinny być równie dobre, za drugi kwartał prawdopodobnie też — dodaje Łukasz Prokopiuk, analityk DM Banku Ochrony Środowiska. Rekordowe wyniki Orlenu w czwartym kwartale 2014 r. to… 928 mln zł straty netto.
Prawie dwukrotnie więcej niż w czwartym kwartale 2013 r. Na poziomie EBITDA strata wyniosła 333 mln zł, wobec 54 mln zł zysku rok wcześniej. Ale na poziomie EBITDA LIFO 592 mln zł na plusie utyło do 1,26 mld zł. W przypadku trzeciego kwartału 762 mln zł EBITDA LIFO w 2013 r. zmieniło się w 2,12 mld zł.
— Wynik netto to problem księgowy, a nie gotówkowy. Przy spadku cen ropy spółka przeszacowuje zapasy, co powoduje negatywne odpisy. Odwrotnie będzie, gdy cena ropy wzrośnie. Dlatego estymacja wyników metodą LIFO lepiej odzwierciedla wyniki spółek z tej branży — tłumaczy Tomasz Kasowicz.
Mix ropy i dolara
Spadające ceny ropy, choć biją w rachunkowość, pozwalają na zwiększanie marży. Pod koniec 2013 r. wynosiła ona 9 USD na baryłce. W trzecim kwartale 2014 r. już 12,9 USD, a w czwartym niewiele mniej — 12,6 USD. Na początku 2015 r. trend cenowy na rynku ropy nie był już jednoznacznie spadkowy, ale analitycy to bagatelizują.
— Nie chodzi o sam kierunek ruchu ceny ropy, ale o to, że przy cenach bezwzględnie niższych można zwiększać marże bez szkody dla popytu — mówi Łukasz Prokopiuk.
Korzystne dla Orlenu są w tym kontekście spekulacje o ewentualnym porozumieniu Stanów Zjednoczonych z Iranem w sprawie programu nuklearnego. Jego zawarcie oznaczałoby, że ropa będzie dalej tanieć, bo na rynku pojawi się surowiec znad Zatoki Perskiej. Marże w branży paliwowej liczy się w amerykańskiej walucie, ale Orlen prowadzi księgowość w złotych.
To kolejna korzystna okoliczność. Dolar znacznie bowiem zyskał na wartości. Między czwartym kwartałem 2013 a 2014 r. marża Orlenu wzrosła o 3,6 USD. Przy kursie z końca 2013 r. przekładałoby się to na niecałe 11 zł, ale przy obecnym spółka zarabia 3 zł więcej.
— Marże są o tyle korzystne, o ile da się je przełożyć na właścicieli samochodów. Duże narzuty podatkowe na paliwa sprawiają, że w Europie spadek cen ropy nie przekłada się tak jednoznacznie na cenę paliw jak w innych częściach świata. Ale mimo wszystko na stacjach jest odczuwalny. W związku ze zmianą cen ropy i osłabieniem złotego paliwa ostatnio trochę podrożały, ale nie jest to poziom budzący społeczne poruszenie — komentuje Kamil Kliszcz, wicedyrektor departamentu analiz DM mBanku.
Dopalacz zza oceanu
Prężność amerykańskiej gospodarki, której emanacją jest siła dolara, przekłada się na zwiększenie popytu na paliwa za oceanem. Zwiększenie popytu to wzrost tamtejszych cen i zmiana relacji w handlu paliwami pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi.
Przez lata europejskie benzyny płynęły za ocean, a diesel w przeciwną stronę. Rewolucja łupkowa dostarczyła amerykańskim rafineriom tanią ropę, która zaczęła stymulować rozwój produkcji benzyn. Import zaczął maleć, co długoterminowo doprowadziło do nadprodukcji w Europie. Ale nawet łupki nie są ostatnio w stanie powstrzymać wzrostu cen w Stanach Zjednoczonych.
To sprawia, że mniej diesla płynie do Europy, a rośnie opłacalność eksportu benzyn. Sam wzrost opłacalności eksportu powoduje wzrost marż nawet w tych rafineriach, które nie eksportują za ocean. Orlen korzysta więc pośrednio i bezpośrednio, bo Możejki to typowa rafineria eksportowa.
— Dzięki temu, że pojawiły się okna eksportowe do Stanów Zjednoczonych, wykorzystanie mocy produkcyjnych wzrosło i wydaje się, że w wynikach pierwszego kwartału 2015 r. będzie to widoczne — zaznacza Tomasz Kasowicz.
— Gdy rynek amerykański się zamknął, Możejki musiały szukać zbytu w innych częściach świata, co wiązało się z niższymi marżami. Obecnie, w związku z tym, że rośnie popyt w Stanach Zjednoczonych, odżywa też Europa, gdzie trochę rafinerii zostało zamkniętych. Te, które pozostały, starają się wykorzystywać 100 proc. mocy produkcyjnych — dodaje Kamil Kliszcz.


