JACEK SZWAJCOWSKI
prezes spółki Pelion
WŚwiatowym Forum Ekonomicznym w Davos uczestniczyłem dwunasty raz, ale nie pamiętam, by kiedykolwiek unosiła się nad nim atmosfera takiej niepewności jak w tym roku. Nie było jej bezpośrednio po wybuchu globalnego kryzysu, dzisiaj jesteśmy jednak bogatsi o doświadczenia jego następstw. Wydarzenia trudnego roku 2011 — rewolucje narodowe, cyberataki, szybkość ludzkiej komunikacji — sprawiły, że żaden przywódca nie może spać spokojny o władzę. A żadna gospodarka, łącznie z chińską, nie może być spokojna o tempo wzrostu. Musimy to zaakceptować, przyzwyczaić się i uznać za normę.
Po dwóch dekadach globalizacji weszliśmy w nowy okres rozwoju kapitalizmu, charakteryzujący się ochroną interesów narodowych i często populizmem.
Kryzysowa zapaść spowodowała zanik solidarności i chęci współpracy. Widać to na podwórku unijnym, ale również w relacjach między centrami gospodarczymi świata. Przez lata wszyscy byliśmy przekonani — zarówno decydenci, jak i zwykli obywatele — że kolejne pokolenia będą żyły coraz lepiej. Obecnie zaczynamy w to wątpić, a nawet dopuszczamy myśl, że naszym dzieciom może powodzić się gorzej…
Dlatego w Davos tak ważna okazała się kwestia jakości przywództwa. Zarówno politycznego, na szczytach państw, jak i biznesowego, na czele jednostek gospodarczych. Tylko silni i dobrzy przywódcy dają szansę na wyprowadzenie Europy i świata z kryzysu. W tym kontekście tegoroczne wybory prezydenckie w tak kluczowych państwach, jak Rosja, Francja i USA, stają się bardzo ważnymi wydarzeniami nie tylko politycznymi, ale również gospodarczymi. Nowy człowiek oznacza nowe rozdanie, zwłaszcza gdy związki między państwem a gospodarką stają się coraz bardziej ścisłe.