La Florida znaczy usiana kwiatami

Karolina Guzińska
16-05-2003, 00:00

Liczba atrakcji do „zaliczenia” wprost przytłacza: Walt Disney World — marzenie dziecka w każdym wieku. Studia filmowe Universal, zaprzęgające najnowocześniejszą technikę, by ktoś spragniony wrażeń przeżył trzęsienie ziemi czy atak rekina. Ośrodek Kosmiczny im. J. F. Kennedy’ego na przylądku Canaveral — tu doświadcza się emocji towarzyszących lądowaniu statku Apollo 11 na Księżycu. Park Narodowy Everglades — serce dzikiej Florydy: poczujesz jego bicie, stając oko w oko z aligatorem. St. Augustine — najstarsze miasto Stanów Zjednoczonych, nazwane przez hiszpańskich osadników La Florida: całe usiane kwiatami. Sea World: dom orki Shamu i miejsce, gdzie wyświetlają filmy na ekranie z pary wodnej. Key West — łańcuch połączonych mostami wysp, które leżą bliżej Kuby niż kontynentu. No i urocze miasteczko Fort Lauderdale — z wioską Indian Okalee i muzeum żywych motyli...

Florydę lepiej zwiedzać między październikiem a kwietniem (sprzyja temu temperatura: 25-

-30 stopni). Potem jest gorąco i wilgotno. W lecie zastój: mniejszy ruch na ulicach, pustawe restauracje... Kto nie musi — nie siedzi tu podczas upałów.

— Lato... Prawie codziennie po południu leje jak z cebra — samochody zjeżdżają na pobocza, bo nie da się jechać. Niestety, opady nie przynoszą ulgi. Jeszcze ciężej oddychać: wszystko w oczach paruje. A tylu błyskawic w życiu nie widziałem — opowiada Paweł Lew, Polak osiadły na Florydzie.

Twierdzi, że rdzennych mieszkańców Florydy praktycznie nie ma. Tutejsi mieszkańcy to głównie przybysze z północy. Jest też wielu Latynosów, przede wszystkim Kubańczyków — w Miami stanowią połowę z 2 mln mieszkańców, a wiadomości z Hawany czy Caracas często wypierają doniesienia z Waszyngtonu... Floryda przyciąga również emerytów. Korzystają ze słońca i dogodnych warunków podatkowych.

— Szczerze mówiąc, południowa Floryda przypomina trochę dom starców. Znaczna część mieszkańców to ci, którzy po przejściu na emeryturę kupili tu sobie dom na zimę — potwierdza Paweł Lew.

Anita Wolańska z nowojorskiego biura podróży Greenpoint Travel, wyjaśnia, że Floryda stała się drugim domem dla wielu Amerykanów i Kanadyjczyków dzięki Henry’emu Flaglerowi, który — w latach 30. zeszłego stulecia — pociągnął linię kolejową od północy Florydy aż do Key West.

— To kolej sprawiła, że bogaci mieszkańcy innych stanów mogli przekonać się o istnieniu miejsca, gdzie lato nie ma końca, woda kusi kolorem, a pomarańcze są w zasięgu ręki... — przypomina Anita Wolańska.

Tutejsza flora to nie tylko rozciągające się po horyzont gaje pomarańczowe, ale i nieco mniej imponująca roślinność bagienna. Spotyka się też rozłożyste drzewa opasane lianami. A zwierzęta?

— Przede wszystkim aligatory. Sprytne bestie. Potrafią przewędrować z kanałów melioracyjnych do prywatnych basenów i nieźle zaskoczyć wracających z pracy domowników! — mówi Paweł Lew.

Gady są atrakcją safari po bagnach Everglades (rezerwat dzikiej przyrody: dwie godziny drogi od centrum Miami).

— Everglades jest równie unikalne jak Grand Canyon czy Yellowstone. Mówi się, że piękno bagien powinno być odkrywane powoli — jak picie dobrego wina — z odpowiednim wyczuciem smaku... Mnie zauroczyły aligatory, węże, dzikie ptactwo i ludzie, którzy dbają o zachowanie tego unikalnego świata — wspomina Anita Wolańska.

Herbowym ptakiem Florydy jest różowy flaming, ale...

— Te ptaki miałem okazję widzieć tylko w zoo — zaznacza Paweł Lew.

Także Key West, skąd przy dobrej pogodzie można dostrzec Kubę, dostarcza nie lada atrakcji. Już po drodze, prowadzącej przez mosty przerzucone przez szereg — często nie zamieszkanych — wysepek.

— Dech w piersiach zapiera przejazd przez 10-milowy most, na którego barierkach siedzą pelikany, czyhające na przysmaki morskie. Co rusz nurkują niespodziewanie — mówi Anita Wolańska.

Key West to lazurowa woda, palmy i bananowce w ogrodach, wąskie uliczki, rezydencje z wyjściem na plażę i przystanią dla łodzi, bary, restauracje, hotele... Turyści — by podziwiać rafy koralowe — kupują wycieczki statkiem ze szklanym dnem. Albo nurkują w Atlantyku. Magnesem przyciągającym ich na Key West jest także — otwarta dla zwiedzających — siedziba Ernesta Hemingwaya. Biały, jednopiętrowy dom wśród bananowców. Można się tu przekonać, że pisarz pracował na stojąco. Wysokie biurko stoi tam, gdzie pisywał najchętnej: na balkonie.

— Wrażenie robią hordy kotów, rezydujących w ogrodzie. Nie wolno ich karmić, ale do głaskania przychodzą same. To potomstwo pupila pisarza. Hemingway, znając i rozumiejąc hulaszczy tryb życia ulubieńca, zostawił sporą sumkę na utrzymanie jego potomków... Motyw kociego zabijaki dominuje wśród sprzedawanych na Key West rycin, pamiątek, pocztówek, figurek — wspomina Alicja Nowak, niezależny konsultant HR.

Podróż w kosmos — czemu nie? Kennedy Space Center spełni to marzenie. Ośrodek lotów kosmicznych zwiedza się autobusem. Wiezie on turystów prawie pod wyrzutnie rakietowe, do montażowni pojazdów kosmicznych.

— Tu się przekonasz, że badania NASA służą codziennemu życiu. Bierze się je pod uwagę, np. przy prognozowaniu pogody — tłumaczy Anita Wolańska.

Orlando to także Sea World —świat mórz i oceanów oraz kraina filmów i przygody: Universal Studios i Disneyland.

— Dałem się namówić na kolejkę górską... W życiu się tak nie bałem, ani tak się nie wydzierałem! Rewelacja — entuzjazmuje się Paweł Lew.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / La Florida znaczy usiana kwiatami