Łączenie i dzielenie zza biurka

Janusz Lewandowski
opublikowano: 07-09-2007, 00:00

SPECJALNIE DLA PULSU

SPECJALNIE DLA PULSU

Polskie stocznie stanowią wyjątek, potwierdzający regułę konsolidacji firm zza biurka. Łączenie i grupowanie wedle tajemniczych kryteriów stanowi ulubioną grę gabinetową ministrów. Uprawianą pod pozorem formowania europejskich championów, a nawet bez żadnego pozoru. Stocznie zaś podzielono, odłączając Gdańsk od Gdyni. Takie było polityczne zamówienie. Przy okazji narodził się dodatkowy stołek prezesa, a od przybytku głowa nie boli.

Skomplikowało to procedurę, wszczętą przez Unię Europejską w czerwcu 2005 r., w sprawie pomocy publicznej, udzielonej stoczniom, liczonej na 1,3 mld euro. Wzajemne oskarżenia Gdyni i Gdańska też nie pomogły. Polska strona długo lekceważyła rosnącą irytację Brukseli, przekazując w końcu plany pisane na kolanie.

W rezultacie, Stocznia Gdań ska — ofiara amatorskiego zarządzania i rządowych zaniechań — sięgnęła po sprawdzoną broń: protest uliczny. Tyle że w Brukseli zamiast pod siedzibą PiS. Najbardziej przejęli się eurodeputowani z frakcji komunistycznej, czyniąc z kolebki Solidarności temat debaty w Parlamencie Europejskim. Zatem chętnych do robienia polityki na stoczni i wokół stoczni nigdy nie brakuje. Gorzej z ekonomią. Mglista jest perspektywa rentownego i konkurencyjnego przemysłu okrętowego, chociaż Polacy potrafią budować statki. Być może za jakiś czas wróci ochota, by zaaplikować standardowe lekarstwo — urzędową konsolidację. Dziś jednak, zza biurka, znowu próbuje się uszczęśliwić Lotos z Orlenem.

Janusz Lewandowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane