Sektor energetyczny, a przynajmniej jego państwowi reprezentanci, chce konsolidacji i wolałby uniknąć prywatyzacji. Taką wizję przyszłości branży prezentowano podczas wtorkowej konferencji Prądy 2003, zorganizowanej przez Izbę Gospodarczą Energetyki i Ochrony Środowiska.
O skonsolidowanej energetyce europejskiej i korzyściach wynikających z działalności w ramach dużych struktur organizacyjnych mówił w ubiegły wtorek profesor Władysław Mielczarski, którego referat wprowadzał w tematykę konferencji Prądy 2003.
— W Europie tworzy się pierwsza liga firm energetycznych. Wszyscy jej przedstawiciele to wielkie przedsiębiorstwa zintegrowane pionowo o zróżnicowanej formie własności, także państwowe — mówił ekspert, opowiadając o działalności największych na kontynencie przedstawicieli branży, takich jak EDF, E.ON, RWE czy Enel.
Konsolidacji energetyki domagał się m.in. Sławomir Krystek, dyrektor Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska (IGEiOŚ). Bardzo krytycznie wypowiadał się natomiast o prywatyzacji branży.
— Przeżyliśmy duże rozczarowanie inwestorami zagranicznymi, którzy nic nie wnieśli do przejętych firm. Zamiast przynieść nowy sposób myślenia, tylko tną koszty poprzez zaniechanie remontów i redukcję zatrudnienia — grzmiał Sławomir Krystek.
Wśród uczestników konferencji zabrakło przedstawicieli inwestorów, którzy polemizowaliby z tym stanowiskiem. W obronie prywatyzacji zdecydowanie wystąpił tylko Zbigniew Bicki, prezes IGEiOŚ, zajmujący się doradztwem w branży energetycznej.
— To, że firmy wychodzą na rynki zagraniczne czy szukają źródeł dodatkowych przychodów w innych dziedzinach działalności, jest wynikiem presji wywieranej na zarządy przez właścicieli oczekujących zysków. W firmach państwowych takiej presji nie ma. Wystarczy, żeby wynik był dodatni (wtedy można wypłacić premie załodze), ale ile on wyniesie, nikogo nie interesuje — przekonywał Zbigniew Bicki.