Łagodna wersja odchudzania urzędów

opublikowano: 2010-10-28 10:35

Co dziesiąty urzędnik do zwolnienia - od takiej zasady wyszedł zespół kierowany przez Michała Boniego, ale skończył zupełnie gdzie indziej. Projekt racjonalizacji zatrudnienia w administracji publicznej to głównie lista wyjątków.

Według Głównego Urzędu Statystycznego, kiedy pod koniec 2007 r. Platforma Obywatelska obejmowała władzę, w administracji publicznej pracowało 576 tys. osób. Najnowsze dane - na koniec II kw. 2010 r. - pokazują, że zatrudnienie wynosi już 644 tys. Rząd postanowił odchudzić administrację, stąd pomysł redukcji zatrudnienia o 10 proc. w stosunku do stanu z II kw. 2010 r. - ustawę przyjął już rząd.

- Zmiany umożliwią ograniczenie zatrudnienia, poprawią efektywność wykonywanych zadań i obniżą koszty funkcjonowania administracji publicznej - tłumaczy rząd w komunikacie.

Jeśli parlament przyjmie ustawę, urzędy zaczną redukcję etatów 1 stycznia 2011 r. i będą musiały ją przeprowadzić do 1 stycznia 2012 r. Następnie przez dwa lata nie będą mogły zatrudnić ani jednego nowego pracownika. Zwolniony jako odprawę dostanie równowartość jednej (jeżeli pracował krócej niż dwa lata), dwóch (od dwóch do ośmiu lat) lub trzech pensji (jeśli pracował dłużej niż osiem lat), ale nie więcej niż piętnastokrotność minimalnego wynagrodzenia, które dziś wynosi 1317 zł.

Redukcja zatrudnienia w budżetówce o 10 proc. teoretycznie oznaczałaby, że pracę straci 64 tys. osób. Skala zwolnień będzie jednak znacznie mniejsza. Michał Boni, autor reformy, uznał bowiem wiele zastrzeżeń zgłaszanych podczas konsultacji wewnątrz rządu i na forum Komisji Trójstronnej. Dlatego z redukcji zatrudnienia zostało wyłączonych wiele grup urzędników.

Po pierwsze, wyjątkiem są pracownicy tzw. świętych krów - urzędów, na których finanse rząd nie chce wpływać (np. kancelarie Prezydenta, Sejmu, czy Państwowa Inspekcja Pracy). Tłumaczy to "pozycją ustrojową" tych urzędów.

Po drugie, z ustawy wyłączone zostały niemal całe piony związane z oświatą, sądownictwem, bezpieczeństwem, ochroną zdrowia i kulturą.

Po trzecie, o pracę nie muszą martwić się: kierownicy, główni księgowi, audytorzy wewnętrzni i pełnomocnicy do spraw ochrony informacji niejawnych.

Po czwarte, chronieni mają być pracownicy, którym brakuje co najwyżej czterech lat do emerytury, oraz kobiety w ciąży i rodzice na urlopach macierzyńskich i ojcowskich.

Wbrew wcześniejszym doniesieniom, ochroną nie zostaną objęci absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Państwowej, korpus służby cywilnej ani urzędnicy zajmujący się funduszami unijnymi.