W sprawie Grecji szczytowi Rady Europejskiej nie zapaliła się jeszcze alarmowa lampka czerwona, a co najwyżej pomarańczowa. Polska delegacja z ulgą podpisała się w piątek pod konkluzją szefów państw i rządów, że jeszcze nie jest konieczne skorzystanie z mechanizmu stabilizacyjnego strefy euro, finansowanego dzięki gwarancjom budżetu Unii Europejskiej. Na razie pomoc ogranicza się do kreatywnej księgowości, czyli wymiany przez banki wygasających złych greckich obligacji na… nowe tego samego typu.
Zastrzykiem optymizmu była radosna informacja Hermana Van Rompuya, stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, o postępach budowy jej nowej siedziby. Pierwotny kosztorys zamówionego jeszcze w roku 2004 luksusowego gmachu wynosi 240 mln EUR, ale na podstawie doświadczeń przebudowy konkurencyjnego budynku Komisji Europejskiej można kwotę końcową typować bliżej pół miliarda.
Konkluzje szczytu wrzuciły bardzo niewygodny temat rozpoczynającej się w piątek polskiej prezydencji Rady UE. Komisja ma pilnie przygotować projekt zaostrzenia przepisów w strefie Schengen. Na bałtyckich plażach nie lądują łodzie z afrykańskimi imigrantami, zatem Polska nie odczuwa potrzeby przywracania kontroli granicznych, zwłaszcza wobec obywateli UE. Podobne jest zdanie Parlamentu Europejskiego, a ponieważ w procesie legislacyjnym w imieniu Rady UE przez pół roku występował będzie polski minister spraw wewnętrznych — rysuje się pierwszy konkretny dorobek naszej prezydencji: bycie hamulcowym zmian w Schengen. Temat chętnie przyspieszą dopiero po 1 stycznia Duńczycy…