Bardziej realne jest jednak wysunięcie jej kandydatury przez 27 prezydentów i premierów na szczycie Rady Europejskiej, niż później zatwierdzenie przez PE. Pięć lat temu jako dość sensacyjna kandydatka wyjęta przez Angelę Merkel z kapelusza przeskoczyła w PE nad poprzeczką większości bezwzględnej z bardzo niewielkim zapasem, teraz może być znacznie trudniej. Intensywność kampanii jednak imponuje. W poniedziałek najpierw na gościnnym terenie w Paryżu Ursula von der Leyen spotkała się Xi Jinpingiem, odwiedzającym kilka unijnych państw. Podobno upomniała się u komunistycznego władcy Chin, aby biznesowa konkurencja była uczciwa oraz niezakłócona, co dla cesarza z Pekinu jest kategorią abstrakcyjną. A już po południu rozpoczęła gospodarsko-wyborczą wizytę w Polsce. Gości ją częściowo rząd, a częściowo obie partie współtworzące EPL, czyli Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe. Jak przystało na wzorową chadeczkę najpierw odwiedziła dom rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach.
Gwoździem pobytu przewodniczącej będzie we wtorek wygłoszenie przemówienia programowego na XVI Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Ursulę von der Leyen wesprze Donald Tusk, generalnie to wydarzenie bez precedensu w dziejach ogromnej katowickiej zbiórki. W minionych latach wielokrotnie już wpadali rozmaici prezydenci i premierzy, ale takiego kontekstu wyborczego jeszcze nie było. Z oczywistych względów przewodnicząca KE nie mogła przyjechać do Katowic z tzw. gołą ręką, zatem w poniedziałek ogłosiła przekazanie Polsce prezentu. Oto KE wnioskuje o zakończenie wreszcie procedury dyscyplinarnej wobec naszego kraju w trybie art. 7 ust. 1 traktatu o Unii Europejskiej, wszczętej w 2017 r. jeszcze przez gabinet Jeana-Claude’a Junckera. Wspólnotowy rząd uznał po analizie, że w Polsce nie istnieje już wyraźne ryzyko poważnego naruszenia praworządności. Tzw. konsorcjum 15 października podjęło szereg działań ustawodawczych i nieustawodawczych w celu rozwiązania problemów dotyczących niezależności systemu wymiaru sprawiedliwości. Dla Brukseli szczególne znaczenie ma deklaracja uznawania pierwszeństwa prawa unijnego i wykonywania wszystkich wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (zawsze trzeba pamiętać, że to organ Rady Europy). Bardzo ważne znaczenie miało przystąpienie Polski do Prokuratury Europejskiej oraz plan ministra Adama Bodnara, złożony z dziesięciu ustaw.
Wiceprzewodnicząca Věra Jourová ma przedstawić analizę KE na najbliższym posiedzeniu Rady UE ds. Ogólnych 21 maja. Będzie to formalne postawienie kropki nad i jeszcze przed wyborami do PE, które u nas odbywają się w niedzielę 9 czerwca. Z oczywistych względów wyjątkowo na tym zależało Donaldowi Tuskowi. Razem z laurką KE sformułowała jednak przedłużające się zastrzeżenia. Działania przewidziane w planie Adama Bodnara na rzecz praworządności w Polsce będą nadal regularnie monitorowane, w szczególności w ramach corocznego sprawozdania KE. Bruksela doskonale zdaje sobie przecież sprawę, że wychwalany pakiet ustawowy w większości znajduje się jeszcze w fazie projektów i jego realne wejście w życie zależy przede wszystkim od podpisu Andrzeja Dudy. Tymczasem prezydent generalnie zapowiada podejmowanie tych finalnych decyzji zgodnie z głosowaniami Prawa i Sprawiedliwości, które z definicji sprzeciwia się niemal wszystkim projektom konsorcjum rządowego. Na dobrą sprawę zatem KE powinna jeszcze poczekać na dokonane, a nie dopiero deklarowane zmiany prawne. Kalendarz polityczno-wyborczy czyni jednak cuda…
