Latanie na zawołanie nie tylko dla prezesa

Dorota Wojnar
opublikowano: 05-02-2009, 00:00

Podniebne podróże w biznesie to dziś konieczność. Kto samolotu nie chce kupić, może go wynająć. Podobno się opłaca.

Nowy sposób na przyspieszenie podróży służbowych

Podniebne podróże w biznesie to dziś konieczność. Kto samolotu nie chce kupić, może go wynająć. Podobno się opłaca.

To taka podniebna taksówka, tyle że — jak przekonuje właściciel — o połowę tańsza. Piotr Długiewicz, wcześniej m.in. prezes Bankier.pl i informatycznej spółki One-2-One, a obecnie prezes spółki Sky Share, rok temu postanowił za szczepić na polskim gruncie amerykańską ideę współwłasności samolotów.

Taksówką na pokład

Pomysł doskonały dla posiadaczy wolnych 250-300 tys. zł. Ale gdy czasy niepewne, a gospodarka jakoś opornie się kręci, trudno wysupłać tak dużą kwotę. Powstał więc nowy pomysł.

— Zdajemy sobie sprawę, że taki wydatek wielu kojarzy się z ekstrawagancją, jednak latanie w biznesie jest narzędziem pracy. Dlatego od początku lutego wynajmujemy samoloty. Za cenę 24,9 tys. zł klient kupuje pakiet 25 godzin lotu samolotem Cirrus SR20. Dodatkowo trzeba zapłacić za pilota i paliwo. W sumie godzina lotu kosztuje około 1,2 tys. zł za samolot. W tym czasie można dotrzeć na przykład z Warszawy do Poznania i Katowic, a w 1,5 godziny do Pragi i Lwowa — mówi Piotr Długiewicz.

W programie nazwanym Sky Share Experience mogą uczestniczyć osoby z czterech województw: mazowieckiego, wielkopolskiego, śląskiego i dolnośląskiego. Wystarczy telefon, by samolot był gotów do startu. Na dużych lotniskach, jak Okęcie, pasażer musi przejść odprawę bezpieczeństwa, ale już na lotniskach aeroklubowych może podjechać samochodem pod same schodki prowadzące na pokład. I pięć minut później być w powietrzu.

Najtrudniej za płot

Na razie do dyspozycji chętnych na wynajem są dwa samoloty. Dodatkowo firma ma sześć maszyn (każda kosztuje 2 mln zł), których udziałowcami są klienci — po ośmiu na każdą maszynę. Każdy z udziałowców może korzystać z całej floty identycznych maszyn — za jeden udział ma prawo do 75 godzin latania. Ci, którzy wykorzystają swój limit, kupują kolejne udziały. Według planów szefa spółki do końca roku flota ma liczyć 12 maszyn.

— Początkowo latali z nami jedynie prezesi i najwyżsi rangą menedżerowie. Teraz w podróże służbowe samolotem wysyłani są też pracownicy średniego szczebla. To się opłaca, gdy policzyć koszty dojazdu innym środkiem transportu i rezerwacji hotelu. Poza tym liczy się czas — mówi prezes.

Udziałowcami samolotów Sky Share są ludzie z pierwszych stron gazet, jak Krzysztof Olszewski, prezes Solarisa, czy znany architekt Stefan Kuryłowicz, ale też osoby nieznane. Lecą tam, gdzie ciągną ich interesy. Samoloty Sky Share były i w Rumunii, Włoszech i w Chorwacji, ale najlepiej sprawdzają się na krótkich trasach albo prowadzących do miejsc trudno dostępnych.

— Dzięki naszym klientom odkryliśmy kierunek ukraiński. Wcześniej nie wiedzieliśmy, jak wielką barierą jest granica polsko-ukraińska. Żeby dostać się z Katowic do Lwowa, trzeba kilka godzin jechać samochodem i doliczyć postój na granicy. Samoloty latają jedynie do Kijowa, więc wypadałoby dojechać do Warszawy, stamtąd dostać się do Kijowa, a później do Lwowa. My tę trasę robimy w godzinę — zapewnia Piotr Długiewicz.

Oprócz Ukrainy wynajmujący samoloty Sky Share najczęściej latają w Polsce. Pewien przedsiębiorca z Lublina po zakosztowaniu latania już nie wyrusza w trasę autem — woli samolot, więc co tydzień przylatuje ze swego miasta do Warszawy. Poza tym polski biznes wybiera skrzydła przede wszystkim wtedy, gdy jedzie do Niemiec i Czech. Byle wyżej od poziomu kiepskich dróg. W razie awarii nad samolotem rozwinie się spadochron, wystarczy za linkę pociągnąć.

Dorota Wojnar

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu