Lato. Lato ma swoje prawa, żelazne prawa. W tym przypadku żelazne wcale nie znaczy niezmienne, ale trzeba przyznać, że są one stosunkowo mało zmienne. Niegdyś, w czasach ustroju powszechnej szczęśliwości, lato — niezależnie od pogody — rozpoznawało się po tym, że pojawiał się sznurek do snopowiązałek. To znaczy, żeby nie było nieporozumień, nie pojawiał się on w formie fizycznej i dotykalnej, pojawiał się w gazetach, w formie licznych artykułów i doniesień, że znowu go nie ma. Że znowu go zabrakło, że zawinili spekulanci (wtedy jeszcze nie znaliśmy słowa „matacze”), którzy sznurek wykupili i przeznaczyli na sobie tylko znane cele i potrzeby.
Teraz, gdy czasy ustroju powszechnej szczęśliwości, szczęśliwie mamy już za sobą, lato — również niezależnie od pogody — rozpoznajemy po biurach podróży. One, inaczej niż ten sznurek do snopowiązałek, niby są — czasami nawet można odnieść wrażenie, że jest ich zbyt wiele — ale mają tę zadziwiającą cechę, że znikają. I to znikają w najbardziej nieodpowiednim momencie. Wyjeżdża człowiek, dajmy na to na Kretę, a po przylocie okazuje się, że jest na lodzie. Rozpoczyna urlop na Tureckiej Riwierze, a kończy w tureckim areszcie — chociaż nic nie przeskrobał. Po prostu, właściciel biura, z którym miał (nie) przyjemność wyjechać na urlop, korzystając z upału, rozpłynął się. Przez dziwny przypadek razem z kasą biura podróży. Wtedy okazuje się, że hotel nie został opłacony, rezydent jest nie uchwytny, a wracać do Polski można pieszo, bo przelot był opłacony tylko w jedną stronę. Nie wspominając o takich drobiazgach, jak bezkresny basen, który okazuje się sadzawką o wymiarach dwa metry na trzy, a elegancki hotel w pobliżu plaży — ruderą w centrum zatłoczonego miasta.
Przygoda taka może zdarzyć się każdemu. W ubiegłym roku szczególnie głośna była sprawa polskich weteranów bitwy pod Monte Cassino, którzy po latach chcieli odwiedzić miejsce, gdzie przelewali krew. Nie było im dane, bo właściciel biura, w tajemniczych okolicznościach, zdematerializował się — oczywiście z pieniędzmi wpłaconymi przez zainteresowanych. W tym roku przykładów również nie brakuje. Czy można ustrzec się takich przygód?
Polski rynek turystyczny, podobnie jak wiele innych dziedzin, szybko się cywilizuje, zmienia standardy, zwiększa się bezpieczeństwo działania i korzystania z usług biur podróży. Jednak, jak w każdej dziedzinie, mogą zdarzyć się tu zwyczajni oszuści i złodzieje. Zadaniem samych biur podróży, setek czy tysięcy uczciwych ludzi, którzy tam pracują, w ramach budowania zaufania do ich pracy, jest eliminowanie ze swojego grona takich osób. Zadanie to spoczywa również na instytucjach państwa, nie tylko policji i prokuraturze, ale przede wszystkim organizacjach wyspecjalizowanych i do tego powołanych. Wszak warunkiem niezbędnym dla wypoczynku jest absolutne poczucie bezpieczeństwa, z każdej strony. Chyba że ktoś lubi sporty ekstremalne.