Latynoskie akcje u progu hossy

Atrakcyjne wyceny, młode społeczeństwa i rosnąca w siłę klasa średnia – to argumenty za inwestowaniem na giełdach Ameryki Południowej

Ameryka Łacińska nie jest olbrzymem na gospodarczej mapie świata. W pięć wieków po odkryciu Nowego Świata jedynie co dwunasty mieszkaniec Ziemi mieszka na południe od Rio Grande. Od Argentyny po Meksyk i Kubę powstaje zaledwie 8 proc. światowego produktu, a wartość przedsiębiorstw notowanych na tamtejszych rynkach to niespełna 5 proc. kapitalizacji wszystkich giełd światowych akcji. Mimo to warto zainteresować się akcjami latynoskich przedsiębiorstw. Kryzys w światowej gospodarce ma na tę grupę krajów jedynie pośredni wpływ. Wszystko dlatego, że są słabiej zintegrowane innymi regionami globu. Ich wzrost opiera się na solidnym popycie wewnętrznym. Eksport to 10 proc. PKB Brazylii i 20 proc. produktu Kolumbii i Argentyny. W przypadku Polski jego udział przekracza 40 proc. Zdaniem ekspertów, najlepsze perspektywy mają właśnie przedsiębiorstwa nastawione na lokalnego konsumenta. To branża handlowa, banki oraz przemysł spożywczy.

— W Brazylii bezrobocie jest najniższe w historii. Płace rosną, a będące od zawsze jednym z głównych problemów kraju nierówności dochodów szybko się wyrównują — twierdzi Keith Martin, zarządzający w towarzystwie BlackRock.

Efekt to szybko rosnąca liczba ludności zaliczającej się do klasy średniej. W przeciwieństwie do krajów zachodnich społeczeństwa są młode, więc konsumenci nie stronią od sięgania głęboko do kieszeni. Wzrost ich zamożności napędza popyt na wszystko, począwszy od telefonów komórkowych przez telewizory, skończywszy na samochodach. Regionowi sprzyja niskie na tle krajów rozwiniętych zadłużenie. Dług publiczny niemal wszystkich krajów utrzymuje się poniżej 40 proc. PKB. Obniżki ratingów światowych agencji im więc nie grożą.

— Głównym wyzwaniem krajów Ameryki Łacińskiej już dawno nie jest zdobycie zaufania inwestorów. Teraz muszą skoncentrować się na tym, aby pieniądze podatników były wydawane w sposób efektywny — zauważa Victor Arakaki, zarządzający HSBC Global Asset Management.

Przesadnie zadłużeni nie są także konsumenci. Wśród głównych gospodarek latynoamerykańskich wartość udzielonych kredytów hipotecznych jedynie w Chile przekracza 10 proc. PKB. Dla porównania, w Polsce stosunek ten sięga 19 proc., w Niemczech 44 proc., a w USA 69 proc. To stwarza możliwość dalszego zwiększania finansowanej kredytem konsumpcji. Nie może więc dziwić, że większość giełd regionu suchą nogą przeszła przez ubiegłoroczne zawirowania na światowych rynkach. Akcje meksykańskie w ujęciu dolarowym zwiększyły wartość o jedną trzecią. Ponad 20-procentowe zwyżki odnotowano na parkietach w Santiago i w Limie. W tyle pozostawał jednak największy pod względem kapitalizacji rynek Ameryki Południowej. To odpowiadający za 44 proc. łącznej kapitalizacji tamtych giełd parkiet w Sao Paulo.

— Wyniki brazylijskich przedsiębiorstw zawodziły w tym roku, jednak liczymy, że w 2013 r. zyski skoczą o 17 proc. dzięki złagodzeniu polityki pieniężnej, ulgom podatkowym i pakietowi stymulacyjnemu — zapowiada jednak Keith Martin. Po kryzysie finansowym z 2008 r. giełdy latynoskie jako jedna z pierwszych odrobiły straty. Aby powtórzyć ten wyczyn, będą potrzebowały zielonego światła ze strony światowych rynków.

— Pomimo przeprowadzonych w ostatnich latach reform giełdy Ameryki Południowej wciąż uważa się za ryzykowne — tłumaczy Keith Martin. Jednak jego zdaniem, właśnie to rodzi szansę, że przy odbiciu na świecie giełdy regionu zyskają relatywnie najwięcej. Aby solidne fundamenty znalazły odzwierciedlenie w hossie, potrzeba jednak przełomu w kryzysie zadłużenia w Europie.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Latynoskie akcje u progu hossy