LeaseLink wszedł pod skrzydła mBanku

opublikowano: 10-04-2019, 22:00

Fintech oferujący przedsiębiorcom leasing przez internet został przejęty przez bank po niespełna trzech latach od startu

LeaseLink zapewnia firmom finansowanie leasingiem jako jedną z form rozliczania płatności za zakupy dokonane w sieci. Spółkę zaledwie trzy lata temu stworzyło dwóch menedżerów z rynku leasingowego — Marcin Grodowski i Wojciech Kazimierski. Już po kilku miesiącach od startu znaczącym jej udziałowcem stała się Pragma Faktoring. Teraz firmę przejął mLeasing za ponad 100 mln zł, z czego 70 mln zł poszło na spłatę jej zobowiązań finansowych.

Przejęcie przez dużą bankową grupę rozwiązuje kłopot naszego dużego
zapotrzebowania na kapitał — mówią Marcin Grodowski i Wojciech Kazimierski,
twórcy LeaseLinku.
Zobacz więcej

PROBLEM Z GŁOWY:

Przejęcie przez dużą bankową grupę rozwiązuje kłopot naszego dużego zapotrzebowania na kapitał — mówią Marcin Grodowski i Wojciech Kazimierski, twórcy LeaseLinku. Fot. Marek Wiśniewski

Dostęp do kapitału

Dla LeaseLinka włączenie do grupy bankowej to szansa na dalszy rozwój.

— Stworzyliśmy firmę od zera, a początki nie były łatwe. Drobnymi kroczkami, bez żadnego zaplecza i wydatków na marketing, budowaliśmy spółkę finansową, która potrzebuje dużo kapitału, aby finansować transakcje klientów. To właśnie dostęp do źródła finansowania działalności kredytowej był dla nas największym ograniczeniem. Dołączenie do mBanku likwiduje ten problem — mówi Wojciech Kazimierski, twórca LeaseLinku.

Po trzech latach działalności fintech ma 20 tys. klientów i ponad 70 mln zł pracującego portfela leasingowego. Jest zintegrowany z ok. 3 tysiącami sklepów internetowych, w tym takimi jak Allegro, MediaMarkt, RTV Euro AGD, Centrum IKEA dla firm i Foto Joker. Obsługuje kilka tysięcy transakcji miesięcznie, średnia ich wartość to 5 tys. zł. Generalnie firma skupia się na finansowaniu leasingiem przedmiotów o wartości od 1 do 50 tys. zł. Nie ma ograniczeń co do przedmiotu leasingu — może nim być wszystko. W ofercie jest również pożyczka leasingowa.

— Z dotychczasowym inwestorem już niewiele więcej moglibyśmy zdziałać na rynku — mówi Wojciech Kazimierski.

— Zdecydowaliśmy się sprzedać LeaseLink, ponieważ z powodu ograniczeń budżetowych nie bylibyśmy w stanie rozwijać równolegle obu naszych fintechowych segmentów — LeaseLink i PragmaGO — przyznaje Tomasz Boduszek, prezes Pragma Faktoring.

Dodaje, że Pragma dobrze zarobiła na inwestycji w LeaseLink, dzięki czemu mogła się istotnie oddłużyć.

— LeaseLink to dobrze zarządzana spółka ze sprawdzonym modelem biznesowym, zarówno od strony sprzedaży, jak i ryzyka. Nowy inwestor pozwoli jej jeszcze mocniej rozwinąć skrzydła — uważa Tomasz Boduszek.

Przyszłość jest w sieci

Co ciekawe, LeaseLink praktycznie nie ma konkurencji. Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu, przyznaje, że kanał online w pozyskiwaniu klientów przez firmy leasingowe nie był do tej pory zbyt często wykorzystywany. Z corocznego badania GUS wynika, że firmy leasingowe pozyskują klientów głównie przez własną sieć sprzedaży (czyli czekając na nich w placówkach), pośredników i dostawców sprzętu. Podobny do LeaseLinku produkt uruchomił pod koniec 2017 r. jedynie Siemens Finance. Jednak, jak oceniają pytani przez nas przedstawiciele spółek leasingowych, to rozwiązanie działa na dużo mniejszą skalę.

— Analiza rynku przed zakupem LeaseLinku wykazała, że firma praktycznie nie ma konkurencji w obszarze, w którym działa. Zdecydowaliśmy się na jej przejęcie, ponieważ wierzymy, że za kilka lata większość transakcji, również leasingowych, przeniesie się do sieci. Chcemy być do tego odpowiednio przygotowani — mówi Cezary Raczyński, prezes mLeasingu.

Jego zdaniem już teraz młodzi ludzie większość towarów i usług kupują przez internet, w przyszłości tym sposobem będą mogli wyleasingować np. samochód.

— Przy tak dynamicznym rozwoju rynku ryzyko budowania samodzielnie podobnego biznesu jest dla nas dużo większe, niż zakup spółki, która już działa, ma swój know-how i historię transakcji. Dzięki temu jesteśmy jakieś trzy lata do przodu w dziedzinie e-commerce — mówi Cezary Raczyński.

Dodaje jednak, że leasing przez internet na większą skalę to wciąż melodia przyszłości. LeaseLink w krótkim terminie ma uzupełnić niszę, której mLeasing do tej pory nie mógł zagospodarować.

— Dzięki temu klienci mogą u nas finansować także aktywa o wartości poniżej 20 tys. zł, które nam się nie opłacały. Koszt procesowania w takich przypadkach pochłaniał zyski. Teraz mamy w portfelu spółkę, która potrafi zarządzać dużym wolumenem drobnych transakcji i na tym zarabiać — tłumaczy Cezary Raczyński.

Wiatr w skrzydła

Operacyjnie LeaseLink będzie działał tak jak dotychczas — pod własną marką.

— Jesteśmy oddzielną firmą o osobnych strukturach, bilansie i rachunku wyników. Robimy to, co do tej pory — z jeszcze mocniejszym uwzględnieniem optymalizacji procesów oraz wykorzystania technologii do ofertowania i obsługi klientów — tłumaczy Wojciech Kazimierski.

— Nie planujemy włączania LeaseLinku w swoje struktury. Chcemy, żeby firma rozwijała się tak, jak dotychczas. Będziemy jej dokładali kolejne kanały dystrybucji i aktywa oraz zapewniali płynność — mówi Cezary Raczyński.

mLeasingowi zależy także, żeby LeaseLinkiem nadal kierowali pomysłodawcy tej spółki. Eksperci rynku leasingowego oceniają, że niewiele jest start-upów zaczynających od zera, które porywają się na konkurencję z dużymi bankami i stają się rzeczywiście liczącymi się graczami. Zdaniem Wojciecha Kazimierskiego, mimo że fintechów powstaje na rynku coraz więcej, to jednak trudno im zawojować rynek finansowy, głównie ze względu na brak unikalnych modeli dystrybucji usług oraz dostępu do kapitału.

— My postawiliśmy na miks kilku elementów biznesowych, takich jak multidystrybucja usług, zarówno w e-commerce, jak i w offline, technologia umożliwiająca samoobsługę klientowi oraz ogromny nacisk i koncentrację na doświadczeniu klienta jako głównym czynniku budującym wartość. Zrobiliśmy wszystko, aby tak dostosować się do naszych partnerów działających w e-commerce, żeby integracja z nami była tak prosta, jako oni tego oczekują, a skorzystanie z naszych usług równie wygodne dla ich klientów, jak dotychczasowe zakupy za pośrednictwem sklepu. Często oznaczało to kwestionowanie obranej przez nas drogi i podważanie wypracowanych ścieżek i rozwiązań. W tej naszej filozofii wielokrotnie zastępowaliśmy technologię czynnikiem ludzkim. Nie mieliśmy oporów, żeby stosować podobne rozwiązania, jeżeli ostatecznie wpływały one na lepszą jakość doświadczeń klienta — opowiada Wojciech Kazimierski.

Sprawdź program warsztatu "Rozwój produktów i usług", 27 czerwca 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy