Zakładom mięsnym grozi paraliż po 9 sierpnia. Część weterynarzy grozi strajkiem, bo ma zostać pozbawiona profitów.
Ogólnopolskie porozumienie lekarzy weterynarii wolnej praktyki Medicus Veterinarius zaapelowało do wszystkich lekarzy weterynarii w Polsce, by 9 sierpnia odstąpić od badania zwierząt rzeźnych i mięsa.
Spór poszedł o rozporządzenie Głównego Lekarza Weterynarii o opłatach weterynaryjnych, przewidujące wynagrodzenie 41 zł za godzinę, a nie za sztukę, jak do tej pory. Oznacza to, że zatrudniony w pełnym wymiarze godzin lekarz weterynarii będzie zarabiać 6,9 tys. zł brutto.
— Takie rozwiązanie jest przyjęte we wszystkich krajach Unii — podkreśla Stanisław Zięba, sekretarz Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa (PZPEiIM).
Staną czy nie
— Mam nadzieję, że ten strajk nie będzie powszechny. Inspekcja weterynaryjna potraktuje zaprzestanie pracy jako odstąpienie od umowy — przestrzega Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii.
Stanisław Zięba nie wierzy jednak, by lekarze wstrzymali badania, bo stanowią jakby instytucję zaufania publicznego.
— Lekarze nie mogą pozbawiać ludzi żywności. Powinno się więc skończyć na akcji protestacyjnej — mówi Stanisław Zięba.
Za badania mięsa i zwierząt rzeźnych odpowiedzialność ponosi inspekcja weterynaryjna i powiatowi lekarze weterynarii. Problem w tym, że ograniczona liczba etatów w tych instytucjach wymusza zatrudnianie do kontroli w zakładach lekarzy wolnej praktyki — na kilka godzin lub dzień.
— W największych zakładach tworzyli oni spółki i zatrudniali pomocników — techników weterynarii stając się menedżerami. Ich wynagrodzenie dochodziło do 30 tys. zł miesięcznie — mówi Jacek Leonkiewicz.
Murem za Kołodziejem
Branża mięsna stanęła murem za Piotrem Kołodziejem, głównym lekarzem weterynarii. PZPEiIM napisał w uchwale, że forsowany przez niego projekt zmian ma na celu „przeciwdziałanie patologiom, w tym również nienaturalnie wysokim wynagrodzeniom”.
Tymczasem rozjuszona setka weterynarzy-menedżerów nawołuje pozostałych do strajku powszechnego i domaga się rezygnacji Piotra Kołodzieja z funkcji głównego lekarza weterynarii.