LEKTURY
Telekomunikacyjne dylematy
Od początku lat 90., kiedy to na mocy ustawy o łączności podjęto ambitną próbę przeprowadzenia demonopolizacji i liberalizacji rynku, do dzisiaj minister łączności wydał 103 koncesje (pierwszą w 1992 r.) na świadczenie usług telekomunikacyjnych. Otrzymało je 51 niezależnych operatorów. Pół setki firm, setka koncesji — to brzmi nieźle. A jednak to tylko pozory. Udział tych firm w rynku w dniu dzisiejszym sięga 3-4 proc. Ich niepowodzenie to zarazem dowód fiaska prowadzonej przez kolejne rządy polityki rozwoju telekomunikacji, polityki szermującej hasłami uwalniania rynku, ale — w gruncie rzeczy — przez całą minioną dekadę podporządkowanej przede wszystkim ochronie interesów TP SA.
Problem bynajmniej nie leży jedynie w tym, że koncesjonariusze w twórczym zapale przeliczyli się z siłami i zadeklarowali zbyt wysokie kwoty za koncesje. Jest tajemnicą poliszynela, iż byli wśród nich i tacy, którzy już na wstępie zdawali sobie sprawę, że nie podołają branym na siebie zobowiązaniom finansowym i to ryzyko nie było im obce. Dla nich liczyło się przede wszystkim fizyczne zaistnienie na rynku, mogące być profitem wtedy, gdy — jak zakładano — zechcą się pojawić wielcy inwestorzy zagraniczni, gotowi przejąć ów zalążek dobrego interesu. Niestety, ten kapitał zawiódł — skalkulował, że walka z TP SA na warunkach, jakie dopuszczali kolejni ministrowie łączności, to niekoniecznie świetny interes.
„Nowe Życie Gospodarcze“
Nieszczelny system
Wydawcy i kolporterzy zmagają się z przynoszącym im straty problemem wtórnego obiegu czasopism. Ostatnio aktywizują działalność w tym kierunku. Nieaktualne numery pism trafiają do sprzedaży po cenach niższych trzy, a nawet czterokrotnie.
Punkty sprzedaży nieaktualnej prasy działają przede wszystkim w północno-wschodniej części kraju. W Białymstoku jest ich blisko dwadzieścia. Są zróżnicowane, począwszy od stojaków przy dworcach, aż po obiekt w mieście o powierzchni około 80 mkw.
Sprzedawcy starych numerów działają w granicach prawa. Rejestrują działalność jako spółki odzyskujące towary z makulatury. Ich obroty nie są znane. Proceder musi się jednak opłacać, skoro punkty handlują magazynami w cenie przeciętnie zaledwie 1 zł za egzemplarz (cena na okładce 3-3,5 zł).
Nie wiadomo z całą pewnością gdzie jest przeciek w łańcuchu dystrybucji prasy. Najczęściej wskazuje się jednak na punkty odbioru makulatury. Trafiają do nich tzw. zwroty protokolarne, czyli te, które są uznawane przez wydawcę, ale do niego nie wracają.
Wtórny obieg czasopism powoduje spadek sprzedaży numerów bieżących. Miesięczniki hobbystyczne, poradnikowe, kobiece szybko się nie dezaktualizują. Dlatego czytelnik wybiera tańszą ofertę.
„Media i Marketing Polska“