Lektury

Marek Matusiak
opublikowano: 2000-07-31 00:00

LEKTURY

Rozwój czy wegetacja

Wypowiedzi polityków na temat znaczenia samorządu lokalnego, jego ogromnej roli w budowaniu demokracji, rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, aktywizacji gospodarczej, wypełniłyby niejedną sporą bibliotekę. Teoretycznie zgadzali się z tym wszyscy, w praktyce wygląda to jednak bardzo różnie.

W dziesiątą rocznicę reformy administracyjnej z 1990 r. kierownik Centrum Badań Regionalnych stwierdza, że samorząd terytorialny jest u nas „słabą instytucją“, co więcej — że sytuacja pogarsza się, a nie polepsza. Dotyczy to przede wszystkim gmin, na ocenę samorządów powiatowych i wojewódzkich jest jeszcze za wcześnie.

Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Na pewno jedną z najważniejszych jest wciąż stosunkowo małe zrozumienie i poparcie dla samorządów lokalnych znacznej części społeczeństwa. Jest to przyczyna niejako obiektywna, wynikająca z braku tradycji. Została ona jednak wzmocniona z jednej strony przez pazerność części radnych, z drugiej — przez polityczne rozgrywki, których terenem stało się wiele samorządów.

Samorząd terytorialny to ciągle jeszcze u nas krucha roślina. Albo będziemy ją pielęgnować i podlewać (również, choć nie tylko, pieniędzmi), albo skażemy ją na wieloletnią wegetację.

„Nowe Życie Gospodarcze”

Wielki przekręt, wielki bełkot

Rozczarują się czytelnicy, którzy spodziewali się znaleźć w tej książce opisy tajemnych spotkań w hotelowych apartamentach, dyskretnie wsuwanych kopert z dolarami, szantaży wspieranych zdjęciami z ukrytej kamery itp. „Wielki przekręt” to wielki bełkot i nudna lektura, spojona nienawiścią do autorów polityki prywatyzacji oraz przekonaniem, że najlepszym dyrygentem gospodarki jest państwo.

Autor uznając korupcję za główną sprężynę polityki sprzedaży przedsiębiorstw inwestorom zagranicznym i oskarżając wszystkich, że zbywają narodowe skarby za napiwki — uznaje demokrację nie za ustrój reprezentacji interesów ogółu, ale za parawan złodziejstwa. Ponieważ jednak, jak słychać, książka cieszy się wielkim powodzeniem, a wydawnictwo nie może nadążyć z dodrukowywaniem nowych egzemplarzy — staje się zjawiskiem, którego nie sposób ignorować.

Okazuje się, że okres PRL, a zwłaszcza dekada gierkowska nie była taka zła. Tak odpowiada w sondażach nastrojów społecznych znaczna część Polaków, z reguły starszych, gorzej wykształconych i nisko kwalifikowanych. Nic dziwnego, dla nich bezpieczeństwo socjalne i stabilizacja były ważniejsze niż kolejki po mięso i ograniczenie wolności. Ale dziwne, że z tymi głosami współbrzmi opinia ekonomisty, który w gierkowskiej Polsce żył, studiował i pracował.

„Polityka”