Świat chwilowo odetchnął po litościwym odłożeniu przez Donalda Trumpa o dwa tygodnie realizacji zbrodniczej idei „zniszczenia całej cywilizacji”. Nie jest jasne, czy współczesnemu faraonowi chodzi o budowaną od 1979 r. infrastrukturę Islamskiej Republiki Iranu, czyli teokratycznego reżimu szyickiego, czy może o historyczny dorobek Imperium Perskiego, które swoje 2500-lecie obchodziło pompatycznie w 1971 r. na chwałę proamerykańskiego szachinszacha Mohammada Rezy Pahlawiego.
Dwutygodniowy ulotny rozejm opiera się na sformułowanych przez USA i Iran warunkach brzegowych nie do przyjęcia dla drugiej strony, co wyklucza klasyczny kompromis, bo wzajemne ustępstwa musiałyby być zbyt wielkie. Elementem wspólnym co do samej idei, ale rozbieżnie definiującym przyszłe korzyści dla obu państw jest pomysł nałożenia myta na tankowce i gazowce przechodzące przez strategiczną Cieśninę Ormuz. Byłoby to oczywiste bezprawie, od 1982 r. wykluczone przez morską konwencję ONZ z Montego Bay. Gwarantuje ona gratisowe przejście tranzytowe, czyli nieprzerwane i szybkie przepłynięcie wytyczonym torem wodnym w tzw. trybie nieszkodliwym dla państwa nadbrzeżnego, każdej naturalnej cieśniny. W nielicznym gronie 20 państw ONZ, które morskiej konstytucji nie ratyfikowały, są zarówno USA i Izrael, jak też Iran i Zjednoczone Emiraty Arabskie, zatem nad brzegami Ormuzu prawo międzynarodowe uznaje wyłącznie neutralny Oman. W każdym razie krążąca idea ściągania od armatorów haraczu za bezpieczne przechodzenie cieśniny niczym nie różni się od mafijnej tzw. ochrony za prowadzenie biznesu.
Donald Trump oznajmił odłożenie egzekucji Iranu we wtorek wieczorem. Akurat noc z 7 na 8 kwietnia kalendarzowo nie pasowała mu jako data rozpoczęcia niszczenia cywilizacji, albowiem już dawno uzgodnił przyjęcie 8 kwietnia w Białym Domu sekretarza generalnego Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Mark Rutte pojechał z pilną misją niemal ratunkową, zaniepokojony rzuconymi przez 47. prezydenta oskarżeniami wobec NATO z powodu jego nieskuteczności oraz groźbami nawet… wystąpienia głównego państwa założycielskiego z sojuszu. Całkowite opuszczenie przez Waszyngton organizacji utworzonej w 1949 r. w Waszyngtonie nie jest realne, albowiem Kongres USA nawet pod przewodem Republikanów się na to nie zgodzi. Obrażony Donald Trump może jednak wykonać inne kroki paraliżujące NATO. Prawdziwym szokiem dla europejskich udziałowców byłoby wycofanie armii amerykańskiej ze struktury wojskowej sojuszu. Taki precedens został już przećwiczony, procedurę zastosowała ze względów ambicjonalno-politycznych Francja. W latach 1966-2009 pełnoprawnie uczestniczyła w szczytach i decyzjach Rady Północnoatlantyckiej, natomiast jej siły zbrojne znalazły się poza strukturami zintegrowanego dowództwa wojskowego.
Szczęśliwie dla przyszłości NATO Mark Rutte jest przez Donalda Trumpa lubiany. Podczas ubiegłorocznego szczytu w Hadze widziałem z bliska jego demonstracyjne wręcz nadskakiwanie narcyzowi z USA. Notabene do obłaskawiania kapryśnego gościa włączył się nawet król Wilhelm Aleksander i zachwycony czołobitnością gospodarzy 47. prezydent wyjechał z Holandii bardzo zadowolony. Wytworzyła się więc specyficzna sytuacja, otóż w oczach Donalda Trumpa najważniejszy urzędnik NATO jest świetny, natomiast sojusz – obrzydliwy. Nastąpiło rozszczepienie ocen kwatery głównej oraz państw członkowskich. Prezydent USA wpada w polityczną furię z powodu odmówienia przez najważniejszych europejskich sojuszników przyłączenia się do Stanów Zjednoczonych i Izraela w ich napaści na Iran. A przecież lokator Białego Domu nie tylko depcze prawo międzynarodowe w wersji ONZ, lecz także procedury decyzyjne NATO. O ataku na Iran w ogóle nie została powiadomiona Rada Północnoatlantycka, która obraduje w różnych formatach, w tym na poziomie ambasadorów – bez przerwy. Przy podejmowaniu tak ważnej dla całego świata wojennej decyzji NATO zostało więc wyrzucone do kosza, Donald Trump słuchał tylko premiera Benjamina Netanjahu oraz lobby izraelskiego również we własnej rodzinie.
Najważniejszym zadaniem Marka Ruttego stało się uzyskanie potwierdzenia uczestnictwa Donalda Trumpa w szczycie NATO. Odbędzie się on 7-8 lipca 2026 r. w tureckiej Ankarze. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan jako gospodarz przygotowuje potężny event, który ma umocnić sojusz. Demonstracyjna absencja Donalda Trumpa wydaje się nierealna, ale w jego rozumowaniu – wcale nie jest wykluczona.

