Lepiej być konstruktywnym pesymistą

Marek Rogalski
opublikowano: 31-05-2010, 00:00

Nie tak dawno jeden z krajowych ekonomistów stwierdził, że kryzys jest w głowach inwestorów, a nie w gospodarce. Mowa oczywiście o zawirowaniach w strefie euro i ich wpływie na rynki finansowe. Jeżeli założymy, że słaba waluta generalnie wspiera gospodarkę, to słabsze euro będzie dobre dla Eurolandu, a słaby złoty dla Polski. Ostatnie dane, jakie napływały z Niemiec, sugerowały, że rzeczywiście tak jest — wskaźniki PMI wyraźnie pną się w górę.

Ożywienie w światowej gospodarce trwa, co może usypiać czujność. Analitycy formułują już dość optymistyczne prognozy na lata 2011-12, które opierają się na założeniach kontynuacji dotychczasowych trendów. Czynniki jednorazowe są odrzucane. Co jednak, jeżeli zawirowania na rynkach utrzymają się? To możliwe, bo strefa euro dopiero się przymierza do strukturalnych reform, a programy oszczędnościowe, które zaczyna wdrażać coraz więcej krajów, są tak naprawdę tylko krótkotrwałym panaceum. Nie należy się łudzić, że próby większych regulacji rynków zapobiegną spekulacyjnym atakom. Okaże się więc, że to inwestorzy zafundują sobie sami drugą falę kryzysu w realnej gospodarce.

Marek Rogalski

analityk DM BOŚ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy