Lepiej nie chorować i unikać wyjazdów

Andrzej Nierychło
29-01-1999, 00:00

Lepiej nie chorować i unikać wyjazdów

Człowiek przeciera oczy ze zdziwienia. Jeszcze niedawno, na przełomie roku, nasłuchał się podsumowań, w jakim to doskonałym stanie znajduje się państwo. Dzisiaj słyszy i widzi, że kraj doznaje — po raz który to już — spazmu strajków i protestów. Na ostrzu noża stawiają swą sprawę anestezjolodzy. Gdzieś zaczęli strajkować chirurdzy. Pielęgniarki okupują siedzibę swojego ministra. Szykowany jest generalny strajk służby zdrowia. Na Śląsku przerywają pracę tramwajarze, na razie na kilka godzin. Rolnicy masowo blokują drogi i grożą, że to dopiero początek.

Każda z tych akcji ma swoje przyczyny i całą narastającą dramaturgię. Obok organizatorów protestów i ich uczestników występują przeciwnicy; najczęściej przeciwnikami są rzecz jasna adresaci protestów. Obie strony mają swoje racje, obie bez skrępowania sięgają też po argumenty demagogiczne, byle tylko urobić po swojej myśli opinię publiczną.

ANESTEZJOLODZY nie protestują pierwszy raz. Wskazują na groszowe zarobki, ciszej mówią o braku możliwości dorobienia na boku, które to zjawisko jak trąd toczy system opieki zdrowotnej, a kulawo rozpoczęta reforma ma je przeciąć. Tyle, że po poprzedniej serii protestów anestezjologom umożliwiono zawieranie nietypowych kontraktów, a za tym szły możliwości zarobków bardzo wysokich (wszystko to, oczywiście — podobno, bo jakoś nikt nie ujawnił dotąd list płac). Teraz możliwość pracy na kon- trakcie odpadła, to uboczny skutek wielkiej reformy, i anestezjolodzy bronią się przed ponownym wtłoczeniem w dawny, żebraczy system. A przy tym iluś z nich w ogóle nie zaznało kontraktowych dobrodziejstw i protestuje „po staremu”.

TRUDNO WIĘC jednoznacznie powiedzieć, że ta grupa nie ma racji. Sprzeciw budzą jednak formy protestu. Irytująca jest także rozpaczliwa wprost niesprawność administracji państwowej w rozwiązywaniu konfliktu; wszystkie te ezopowe wypowiedzi i komunikaty, z których nic nie wynika, nieumiejętność jednoznacznego określenia, co tu jest czarne, a co białe. Nawet jeśli przeciwnik nie zawsze gra fair, to strona rządowa nie może w tej grze rzucić kart i rozłożyć rąk. Ostatnie słowo musi należeć do niej. Tymczasem uprawiana jest spychotechnika, a to powoduje, że konflikt narasta i można dzisiaj twierdzić, że to właśnie jarzący się nadto długo protest anestezjologów rozpalił protesty całej służby zdrowia.

ANESTEZJOLOGÓW udało się udobruchać, pytanie, na jak długo. Ale są oni tylko przykładem, który pokazuje, jak skomplikowany bywa rozkład racji i emocji. Tramwajarze strajkują, przynajmniej oficjalnie, nie z powodu własnych kieszeni, ale przeciwko pozbawieniu ich firmy państwowej dotacji. Pielęgniarki chcą podwyżek i to dużych. Chłopi — czy raczej organizatorzy akcji — domagają się generalnych zmian w polityce państwa wobec rolnictwa i zmiany rządu na dodatek. Ich protest przyjął najradykalniejsze formy, a reakcja władz na wykładanie bron na szosy jest ospała i niejednoznaczna. Kilku wojewodów posłużyło się policją, inni oglądają się na Warszawę.

NAJGORSZE, że wszystkie te akcje protestacyjne układają się w całość i powstaje z tego obraz narastającej anarchii i bezradności czynników odpowiedzialnych w Polsce za to, aby drogi były przejezdne, a chorzy mogli udać się pod opiekę lekarzy. Tymczasem władza państwowa naprawdę ma do dyspozycji wiele środków i może jednocześnie grać na kilku instrumentach: popędzić awanturników z szos i budynków rządowych, a zarazem podjąć rzeczowe rozmowy z poważnymi ludźmi. Dotąd brak jednak odważnego, który podjąłby niezbędne decyzje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Nierychło

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lepiej nie chorować i unikać wyjazdów