Leszek Czarnecki zdetonował bombę atomową

opublikowano: 13-11-2018, 22:00

Inwestor zatrząsł fundamentem rynku finansowego. Dlaczego teraz zdecydował się ujawnić rozmowę z marca? Próbujemy znaleźć odpowiedź

Przeczytaj i dowiedz się:

  • co mogło skłonić Leszka Czarneckiego do ujawnienia nagrania szefa KNF
  • dlaczego Zdzisław Sokal, szef BFG, "poluje" na miliardera
  • co działo się w ostatnich tygodniach w relacjach na linii Czarnecki-nadzorcy rynku
  • dlaczego miliarder ma pod górkę z obecną władzą

Detonując bombę atomową, bo taką wagę ma ujawnienie nagrania z rozmowy z Markiem Chrzanowskim, szefem Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), przeprowadzonej w marcu tego roku w cztery oczy, Leszek Czarnecki rozpoczął wojnę z obecną władzą. Nie wiadomo, jaki krajobraz wyłoni się po opadnięciu dymu i kurzu. Na razie do dymisji podał się szef nadzoru, choć rano na Twitterze deklarował, że rezygnować nie zamierza. Dyscyplinująca rozmowa z ludźmi z kancelarii premiera, którzy nie mieli najmniejszych wątpliwości, że Marek Chrzanowski musi odejść, i to na zawsze, odniosła skutek. Przewodniczący został „odstrzelony”,ale przecież nie taki był cel Leszka Czarneckiego. Więcej — poświęcając Marka Chrzanowskiego utracił jedyne oparcie w KNF, w której zasiadają niechętne mu osoby.

— Było to szczególnie widoczne w czasach, gdy z ramienia resortu finansów w KNF zasiadł Piotr Nowak, który nie przebierał w słowach w wyrażaniu negatywnych opinii o bankach Leszka Czarneckiego. Ostre w tonie były też wypowiedzi Zdzisława Sokala, prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG). Na ich tle Marek Chrzanowski jawił się jako ostoja spokoju i rozsądku, był merytoryczny i grał fair, dotrzymując ustaleń z bankami z grupy Getinu — mówi jeden z naszych rozmówców.

Mnóstwo spotkań odbytych z przedstawicielami Getinu i Idei w urzędzie KNF miało konstruktywny i merytoryczny charakter. Nadzór zaakceptował plan naprawy Getinu, potem Idei i był w stałej relacji z obiema instytucjami. Dlaczego zatem Leszek Czarnecki uderzył w Marka Chrzanowskiego i upublicznił nagranie? Dlaczego ujawnił nagranie dopiero teraz albo nie zachował w sejfie na inną okazję? Spróbujmy prześledzić wydarzenia z ostatnich miesięcy i rzucić trochę światła na tę sprawę.

Znajomi z Wrocławia

Leszek Czarnecki przez lata powtarzał, że nie interesuje się polityką, nie chce mieć z nią nic wspólnego, nie robi i nie będzie robił biznesów z państwem i publicznymi instytucjami. Polityka go jednak dopadła. Niewielu jest biznesmenów, dla których wybory w 2015 r. oznaczały zapowiedź problemów. Leszek Czarnecki wywodzi się z Wrocławia, skąd pochodzi premier Mateusz Morawiecki.

W młodości Leszek Czarnecki na ochotnika zgłosił się do współpracy z SB, a potem został przejęty przez wywiad wojskowy. Mateusz Morawiecki był aktywnym członkiem Solidarności Walczącej. Kornel, jego ojciec, legenda antykomunistycznego podziemia, wykładał na wrocławskiej politechnice, gdzie przyszły miliarder był słuchaczem.

— Nigdy nie było jakichkolwiek rewanżystowskich zapędów wobec byłych kolegów, w tym Leszka Czarneckiego. W sferach rządowych jego nazwisko padało głównie w kontekście problemów, jakich przysparzają jego banki — deklaruje bliski współpracownik Kornela Morawieckiego.

Według naszych informacji, Leszek Czarnecki był jednak przekonany, że polowanie na niego wcześniej czy później się zacznie. Nie bezpodstawnie. Na początku rządów PiS głośna była sprawa pomocy frankowiczom, obiecana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Przedstawiciele PiS słali epitety pod adresem banków, w tym bardzo często Getinu. Coraz to nowe pomysły legislacyjne na przewalutowanie kredytów walutowych w razie ich uchwalenia prowadziłyby do bankructwa banku Leszka Czarneckiego. Atmosfera wokół Getinu zaczęła się zagęszczać, a w 2016 r., po głębokim przeglądzie portfela kredytowego sprzed lat, bank zrobił potężne odpisy na rezerwy i odnotował stratę. Stało się jasne, że potrzebuje programu naprawczego. Wtedy po raz pierwszy pojawiło się ryzyko, że rząd może zechcieć przejąć biznes.

— Leszek Czarnecki liczył się z tym, że mogą odebrać mu Getin, i zamierzał okopać się w Idea Banku, jednym z dwóch banków w kraju bez portfela frankowego, i stąd prowadzić sądową batalię z rządem — mówi jeden z naszych rozmówców.

Nie było to dalekie od prawdy. W nagranej rozmowie Marek Chrzanowski mówi: „Między nami to Zdzisław [Sokal — przyp. red.] ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść za złotówkę i zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwotą 2 mld zł, czyli już ten bank, który to przejmie i to jest jego wizja rozwiązania sprawy i nas atakuje za każdą decyzję, którą podejmujemy pozytywną w stosunku do banku”.

Z naszych informacji wynika, że w kwietniu tego roku doszło do próby realizacji tego scenariusza. Działo się to na dzień przez zatwierdzeniem przez KNF planu ochrony kapitału dla Getinu. Według naszych informacji, w siedzibie nadzoru doszło do burzliwego spotkania z udziałem Marka Chrzanowskiego, Adama Glapińskiego, szefa NBP, Zdzisława Sokala, osób z Getinu i audytora banku.

— Poszło o zatwierdzenie sprawozdania rocznego, do którego zastrzeżenia zgłosił audytor. Podchwycił to prezes BFG, który uznał, że w związku z tym bank nie może wejść w plan naprawczy. Odrzucenie planu ochrony kapitału oznaczałoby bankructwo Getinu. Po ostrej wymianie zdań z prezesem Glapińskim sprawozdanie zostało zatwierdzone — opowiada osoba zbliżona do KNF.

Nasze źródła twierdzą, że przejmującym Getin miał być Pekao. Według informacji radia Zet, Leszek Czarnecki złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie Zdzisława Sokala w związku z jego działalnością w ramach KNF, która miała zmierzać do doprowadzenia Getinu do upadłości w celu odkupienia go za symboliczną kwotę.

Kozioł ofiarny

Po awanturze w KNF plan naprawczy został zatwierdzony, a Leszek Czarnecki zobowiązał się dokapitalizować bank 1 mld zł. Wtedy miał podstawy sądzić, że opanował sytuację: Getin od dwóch lat czyścił bilans i stopniowo wychodził na prostą, a w Idei sytuacja wydawała się być pod kontrolą. Pod koniec maja po raz pierwszy od dawna zdecydował się wystąpić publicznie, godząc się na wywiad z udziałem publiczności podczas konferencji Wall Street w Karpaczu. Wydawał się odprężony, żartował — Leszek Czarnecki taki, jakim znaliśmy go sprzed lat. Przyznał wówczas, że popełnił błędy zarządzając biznesami, głównie jeśli chodzi o dobór współpracowników. Pytany czy po gigantycznych odpisach, które miesiąc wcześniej zrobiła Idea, ma jeszcze jakieś trupy w szafie, odpowiedział, że nic o nich nie wie. W końcu ogłosił, że jako jeden z większych wierzycieli GetBacku jest jedną z ofiar windykatora.

Od wizyty w Karpaczu minęło dużo czasu, zanim Leszek Czarnecki ponownie pojawił się w Polsce. Co takiego się stało, że zaszył się w swoim domu w Miami? W czerwcu afera GetBacku zaczęła nabierać tempa. Rosła skala zobowiązań i przybywało informacji o skali oszustwa. Pojawiały się pytania o to, gdzie była KNF, kiedy afera zaczęła rosnąć, oraz o poziom zaangażowania w sprawę Kornela Morawieckiego, który sam przyznał, że chciał Konradowi K., ówczesnemu prezesowi GetBacku, pomóc, kiedy go o to poproszono. W połowie czerwca dwóch posłów PiS zorganizowało konferencję prasową, dowodząc, że źródeł afery należy szukać na początku działania windykatora założonego przez Leszka Czarneckiego. Bartosz Kownacki, poseł PiS, mówił, że należy zadać pytanie, czy Grzegorz Schetyna, lider PO, zna Leszka Czarneckiego. O powiązaniach biznesmena z wrocławskimi politykami PO mówił w jednym z wywiadów Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera.

— Leszek Czarnecki zaczął nabierać przekonania, że jest zlecenie, by zrobić z niego kozła ofiarnego getbackowej afery, żeby odsunąć podejrzenia od premiera Morawieckiego. Przestał przylatywać do Polski, bo miał się obawiać, że na lotnisku przywitają go panowie w czarnych okularach z kamerą TVP Info — mówi jeden z naszych rozmówców.

Leszek Czarnecki przyleciał do Polski w październiku na doroczną, organizowaną od lat, jesienną imprezę dla zamożnych klientów Getin Noble Banku. Był to zupełnie inny Leszek Czarnecki niż znany z wcześniejszych wystąpień publicznych — jego wystąpienie pełne było politycznych aluzji, jednoznacznie wskazujących na jego negatywy stosunek do obecnej władzy.

— Wydawać by się mogło, że ktoś w jego położeniu będzie bardziej stonowany, tymczasem jego postawa była wyraźnie prowokacyjna — mówi jeden z naszych rozmówców, dodając, że może to być element wykalkulowanej strategii.

— Głosząc głośno swoje antypisowskie poglądy może prezentować się jako ofiara systemu, rewanżyzmu czy zemsty — wyjaśnia nasz rozmówca.

Wtedy była to jeszcze gra, która być może trwałaby długo, gdyby nie wydarzenia z ostatnich tygodni. Pod koniec października „Dziennik Gazeta Prawna” napisał, że nieprawidłowości w Idea Banku w związku z zaangażowaniem w sprzedaż papierów GetBacku jest tak duże, iż istnieje ryzyko, że KNF wpisze go na listę ostrzeżeń publicznych. Stało się tak wczoraj — nadzór dopisał bank do czarnej listy.

Z naszych informacji wynika, że w pierwszym tygodniu listopada nadzór przesłał do Idei miażdżący raport po kontroli sprzedaży obligacji windykatora, dając zarządowi tydzień na ustosunkowanie się. W ubiegłym tygodniu pojawiła się plotka, że sprawą banku ma się zająć sejmowa komisja ds. służb specjalnych (nie było takiego posiedzenia), a 8 listopada KNF ogłosiła, że odbiera licencję Polskiemu Domowi Maklerskiemu, głównemu dystrybutorowi papierów GetBacku. Z naszych ustaleń wynika też, że w sprawie Idei miał zostać zwołany Komitet Stabilności Finansowej.

— Z jednej strony sytuacja wokół Idei zaczęła się stabilizować, nadzór zgodził się na zmianę prezesa, a z drugiej strony w grupie rosło napięcie — mówi jeden z naszych rozmówców.

Nie wiadomo, co się stało w ostatnich dniach, że Leszek Czarnecki upublicznił nagranie. „W tej chwili takie dziwne rzeczy w tym kraju się dzieją, że ja wiem, być może ja już zupełne bzdury opowiadam, jakieś teorie spiskowe za co siebie nienawidzę” — czytamy w stenogramie rozmowy z marca, kiedy nagrywający spekulował, czy niechęć do niego Zdzisława Sokala nie ma podłoża antysemickiego.

Pistolet przy skroni

Jak w każdej wojnie nuklearnej, wygrywa ten kto ma mocniejszy schron. Przewaga jest też po stronie atakującego. Odpalając taką bombę Leszek Czarnecki całkiem nieźle się okopał. Jest rezydentem amerykańskim, swoje biznesy już w 2015 r. zarejestrował w Nowym Jorku i podlega ochronie amerykańskiego prawa. Wyprzedzającym atakiem zaszachował też organy nadzorcze. Zgodnie ze zobowiązaniami inwestorskimi złożonymi w związku z planem ochrony kapitału, zadeklarował wpłatę do Getinu 1 mld zł. Na razie przelał na jego konto 300 mln zł, kolejne transze powinny dotrzeć w kolejnych miesiącach. W razie szykan ze strony władzy inwestor może wstrzymać finansowanie.

Rodzi się pytanie, jak zareaguje rząd na kryzysową sytuację. Nagranie uderza w fundament stabilności rynku, pokazuje słabość nadzoru, który do 2015 r. stawiany był przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) za światowy wzór. Po dymisji Marka Chrzanowskiego, który łączył funkcję szefa urzędu i równocześnie najważniejszego pionu — bankowego, KNF jest instytucją de facto bez kierownictwa.

— Z jednej strony organy nadzoru mają związane ręce w sprawie banków wrocławskiego biznesmena, bo każdy krok może zostać odebrany jako rewanż. Z drugiej — rząd stał się przedmiotem szantażu, a państwo nie może funkcjonować z pistoletem przystawionym do głowy — uważa jeden z naszych rozmówców.

Z NAGRYWANEGO NAGRYWAJĄCY:
Z NAGRYWANEGO NAGRYWAJĄCY:
Leszek Czarnecki razem z zarządem Getinu został kilka lat temu nagrany przez kelnerów w restauracji. Teraz sam postanowił skorzystać ze sprzętu nagrywającego.
Fot. Marek Wiśniewski

Detonując bombę atomową, bo taką wagę ma ujawnienie nagrania z rozmowy z Markiem Chrzanowskim, szefem Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), przeprowadzonej w marcu tego roku w cztery oczy, Leszek Czarnecki rozpoczął wojnę z obecną władzą. Nie wiadomo, jaki krajobraz wyłoni się po opadnięciu dymu i kurzu. Na razie do dymisji podał się szef nadzoru, choć rano na Twitterze deklarował, że rezygnować nie zamierza. Dyscyplinująca rozmowa z ludźmi z kancelarii premiera, którzy nie mieli najmniejszych wątpliwości, że Marek Chrzanowski musi odejść, i to na zawsze, odniosła skutek. Przewodniczący został „odstrzelony”,ale przecież nie taki był cel Leszka Czarneckiego. Więcej — poświęcając Marka Chrzanowskiego utracił jedyne oparcie w KNF, w której zasiadają niechętne mu osoby.

— Było to szczególnie widoczne w czasach, gdy z ramienia resortu finansów w KNF zasiadł Piotr Nowak, który nie przebierał w słowach w wyrażaniu negatywnych opinii o bankach Leszka Czarneckiego. Ostre w tonie były też wypowiedzi Zdzisława Sokala, prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG). Na ich tle Marek Chrzanowski jawił się jako ostoja spokoju i rozsądku, był merytoryczny i grał fair, dotrzymując ustaleń z bankami z grupy Getinu — mówi jeden z naszych rozmówców.

Mnóstwo spotkań odbytych z przedstawicielami Getinu i Idei w urzędzie KNF miało konstruktywny i merytoryczny charakter. Nadzór zaakceptował plan naprawy Getinu, potem Idei i był w stałej relacji z obiema instytucjami. Dlaczego zatem Leszek Czarnecki uderzył w Marka Chrzanowskiego i upublicznił nagranie? Dlaczego ujawnił nagranie dopiero teraz albo nie zachował w sejfie na inną okazję? Spróbujmy prześledzić wydarzenia z ostatnich miesięcy i rzucić trochę światła na tę sprawę.

Znajomi z Wrocławia

Leszek Czarnecki przez lata powtarzał, że nie interesuje się polityką, nie chce mieć z nią nic wspólnego, nie robi i nie będzie robił biznesów z państwem i publicznymi instytucjami. Polityka go jednak dopadła. Niewielu jest biznesmenów, dla których wybory w 2015 r. oznaczały zapowiedź problemów. Leszek Czarnecki wywodzi się z Wrocławia, skąd pochodzi premier Mateusz Morawiecki.

W młodości Leszek Czarnecki na ochotnika zgłosił się do współpracy z SB, a potem został przejęty przez wywiad wojskowy. Mateusz Morawiecki był aktywnym członkiem Solidarności Walczącej. Kornel, jego ojciec, legenda antykomunistycznego podziemia, wykładał na wrocławskiej politechnice, gdzie przyszły miliarder był słuchaczem.

— Nigdy nie było jakichkolwiek rewanżystowskich zapędów wobec byłych kolegów, w tym Leszka Czarneckiego. W sferach rządowych jego nazwisko padało głównie w kontekście problemów, jakich przysparzają jego banki — deklaruje bliski współpracownik Kornela Morawieckiego.

Według naszych informacji, Leszek Czarnecki był jednak przekonany, że polowanie na niego wcześniej czy później się zacznie. Nie bezpodstawnie. Na początku rządów PiS głośna była sprawa pomocy frankowiczom, obiecana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Przedstawiciele PiS słali epitety pod adresem banków, w tym bardzo często Getinu. Coraz to nowe pomysły legislacyjne na przewalutowanie kredytów walutowych w razie ich uchwalenia prowadziłyby do bankructwa banku Leszka Czarneckiego. Atmosfera wokół Getinu zaczęła się zagęszczać, a w 2016 r., po głębokim przeglądzie portfela kredytowego sprzed lat, bank zrobił potężne odpisy na rezerwy i odnotował stratę. Stało się jasne, że potrzebuje programu naprawczego. Wtedy po raz pierwszy pojawiło się ryzyko, że rząd może zechcieć przejąć biznes.

— Leszek Czarnecki liczył się z tym, że mogą odebrać mu Getin, i zamierzał okopać się w Idea Banku, jednym z dwóch banków w kraju bez portfela frankowego, i stąd prowadzić sądową batalię z rządem — mówi jeden z naszych rozmówców.

Nie było to dalekie od prawdy. W nagranej rozmowie Marek Chrzanowski mówi: „Między nami to Zdzisław [Sokal — przyp. red.] ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść za złotówkę i zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwotą 2 mld zł, czyli już ten bank, który to przejmie i to jest jego wizja rozwiązania sprawy i nas atakuje za każdą decyzję, którą podejmujemy pozytywną w stosunku do banku”.

Z naszych informacji wynika, że w kwietniu tego roku doszło do próby realizacji tego scenariusza. Działo się to na dzień przez zatwierdzeniem przez KNF planu ochrony kapitału dla Getinu. Według naszych informacji, w siedzibie nadzoru doszło do burzliwego spotkania z udziałem Marka Chrzanowskiego, Adama Glapińskiego, szefa NBP, Zdzisława Sokala, osób z Getinu i audytora banku.

— Poszło o zatwierdzenie sprawozdania rocznego, do którego zastrzeżenia zgłosił audytor. Podchwycił to prezes BFG, który uznał, że w związku z tym bank nie może wejść w plan naprawczy. Odrzucenie planu ochrony kapitału oznaczałoby bankructwo Getinu. Po ostrej wymianie zdań z prezesem Glapińskim sprawozdanie zostało zatwierdzone — opowiada osoba zbliżona do KNF.

Nasze źródła twierdzą, że przejmującym Getin miał być Pekao. Według informacji radia Zet, Leszek Czarnecki złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie Zdzisława Sokala w związku z jego działalnością w ramach KNF, która miała zmierzać do doprowadzenia Getinu do upadłości w celu odkupienia go za symboliczną kwotę.

Kozioł ofiarny

Po awanturze w KNF plan naprawczy został zatwierdzony, a Leszek Czarnecki zobowiązał się dokapitalizować bank 1 mld zł. Wtedy miał podstawy sądzić, że opanował sytuację: Getin od dwóch lat czyścił bilans i stopniowo wychodził na prostą, a w Idei sytuacja wydawała się być pod kontrolą. Pod koniec maja po raz pierwszy od dawna zdecydował się wystąpić publicznie, godząc się na wywiad z udziałem publiczności podczas konferencji Wall Street w Karpaczu. Wydawał się odprężony, żartował — Leszek Czarnecki taki, jakim znaliśmy go sprzed lat. Przyznał wówczas, że popełnił błędy zarządzając biznesami, głównie jeśli chodzi o dobór współpracowników. Pytany czy po gigantycznych odpisach, które miesiąc wcześniej zrobiła Idea, ma jeszcze jakieś trupy w szafie, odpowiedział, że nic o nich nie wie. W końcu ogłosił, że jako jeden z większych wierzycieli GetBacku jest jedną z ofiar windykatora.

Od wizyty w Karpaczu minęło dużo czasu, zanim Leszek Czarnecki ponownie pojawił się w Polsce. Co takiego się stało, że zaszył się w swoim domu w Miami? W czerwcu afera GetBacku zaczęła nabierać tempa. Rosła skala zobowiązań i przybywało informacji o skali oszustwa. Pojawiały się pytania o to, gdzie była KNF, kiedy afera zaczęła rosnąć, oraz o poziom zaangażowania w sprawę Kornela Morawieckiego, który sam przyznał, że chciał Konradowi K., ówczesnemu prezesowi GetBacku, pomóc, kiedy go o to poproszono. W połowie czerwca dwóch posłów PiS zorganizowało konferencję prasową, dowodząc, że źródeł afery należy szukać na początku działania windykatora założonego przez Leszka Czarneckiego. Bartosz Kownacki, poseł PiS, mówił, że należy zadać pytanie, czy Grzegorz Schetyna, lider PO, zna Leszka Czarneckiego. O powiązaniach biznesmena z wrocławskimi politykami PO mówił w jednym z wywiadów Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera.

— Leszek Czarnecki zaczął nabierać przekonania, że jest zlecenie, by zrobić z niego kozła ofiarnego getbackowej afery, żeby odsunąć podejrzenia od premiera Morawieckiego. Przestał przylatywać do Polski, bo miał się obawiać, że na lotnisku przywitają go panowie w czarnych okularach z kamerą TVP Info — mówi jeden z naszych rozmówców.

Leszek Czarnecki przyleciał do Polski w październiku na doroczną, organizowaną od lat, jesienną imprezę dla zamożnych klientów Getin Noble Banku. Był to zupełnie inny Leszek Czarnecki niż znany z wcześniejszych wystąpień publicznych — jego wystąpienie pełne było politycznych aluzji, jednoznacznie wskazujących na jego negatywy stosunek do obecnej władzy.

— Wydawać by się mogło, że ktoś w jego położeniu będzie bardziej stonowany, tymczasem jego postawa była wyraźnie prowokacyjna — mówi jeden z naszych rozmówców, dodając, że może to być element wykalkulowanej strategii.

— Głosząc głośno swoje antypisowskie poglądy może prezentować się jako ofiara systemu, rewanżyzmu czy zemsty — wyjaśnia nasz rozmówca.

Wtedy była to jeszcze gra, która być może trwałaby długo, gdyby nie wydarzenia z ostatnich tygodni. Pod koniec października „Dziennik Gazeta Prawna” napisał, że nieprawidłowości w Idea Banku w związku z zaangażowaniem w sprzedaż papierów GetBacku jest tak duże, iż istnieje ryzyko, że KNF wpisze go na listę ostrzeżeń publicznych. Stało się tak wczoraj — nadzór dopisał bank do czarnej listy.

Z naszych informacji wynika, że w pierwszym tygodniu listopada nadzór przesłał do Idei miażdżący raport po kontroli sprzedaży obligacji windykatora, dając zarządowi tydzień na ustosunkowanie się. W ubiegłym tygodniu pojawiła się plotka, że sprawą banku ma się zająć sejmowa komisja ds. służb specjalnych (nie było takiego posiedzenia), a 8 listopada KNF ogłosiła, że odbiera licencję Polskiemu Domowi Maklerskiemu, głównemu dystrybutorowi papierów GetBacku. Z naszych ustaleń wynika też, że w sprawie Idei miał zostać zwołany Komitet Stabilności Finansowej.

— Z jednej strony sytuacja wokół Idei zaczęła się stabilizować, nadzór zgodził się na zmianę prezesa, a z drugiej strony w grupie rosło napięcie — mówi jeden z naszych rozmówców.

Nie wiadomo, co się stało w ostatnich dniach, że Leszek Czarnecki upublicznił nagranie. „W tej chwili takie dziwne rzeczy w tym kraju się dzieją, że ja wiem, być może ja już zupełne bzdury opowiadam, jakieś teorie spiskowe za co siebie nienawidzę” — czytamy w stenogramie rozmowy z marca, kiedy nagrywający spekulował, czy niechęć do niego Zdzisława Sokala nie ma podłoża antysemickiego.

Pistolet przy skroni

Jak w każdej wojnie nuklearnej, wygrywa ten kto ma mocniejszy schron. Przewaga jest też po stronie atakującego. Odpalając taką bombę Leszek Czarnecki całkiem nieźle się okopał. Jest rezydentem amerykańskim, swoje biznesy już w 2015 r. zarejestrował w Nowym Jorku i podlega ochronie amerykańskiego prawa. Wyprzedzającym atakiem zaszachował też organy nadzorcze. Zgodnie ze zobowiązaniami inwestorskimi złożonymi w związku z planem ochrony kapitału, zadeklarował wpłatę do Getinu 1 mld zł. Na razie przelał na jego konto 300 mln zł, kolejne transze powinny dotrzeć w kolejnych miesiącach. W razie szykan ze strony władzy inwestor może wstrzymać finansowanie.

Rodzi się pytanie, jak zareaguje rząd na kryzysową sytuację. Nagranie uderza w fundament stabilności rynku, pokazuje słabość nadzoru, który do 2015 r. stawiany był przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) za światowy wzór. Po dymisji Marka Chrzanowskiego, który łączył funkcję szefa urzędu i równocześnie najważniejszego pionu — bankowego, KNF jest instytucją de facto bez kierownictwa.

— Z jednej strony organy nadzoru mają związane ręce w sprawie banków wrocławskiego biznesmena, bo każdy krok może zostać odebrany jako rewanż. Z drugiej — rząd stał się przedmiotem szantażu, a państwo nie może funkcjonować z pistoletem przystawionym do głowy — uważa jeden z naszych rozmówców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane