
Model GX marki Lexus należącej do koncertu Toyota to nic innego jak duży i luksusowy SUV. Jego koncepcja, projekt, wygląd i cechy każą o nim myśleć jak o aucie zbudowanym przede wszystkim z myślą o klientach z USA. I dobrze każą. Bo tak w samej rzeczy jest. Pierwsza generacja zadebiutowała za oceanem w 2002 r. i w oficjalnej sprzedaży była dostępna wyłącznie tam. Zgadza się! GX był niczym innym jak luksusowym bliźniakiem mniejszej Toyoty Land Cruiser.

Solidna rama, napędy i ponad 4,7-litrowe i prawie 300-konne V8 posypane odrobiną blichtru i luksusowego wyposażenia spodobało się Amerykanom. Do 2009 r. (końca produkcji pierwszej generacji) w USA sprzedano ponad 150 tys. Lexusów GX. Podobnym, a nawet nieco większym zainteresowaniem cieszyła się kolejna generacja. GX w drugiej odsłonie był oparty na tej samej zasadzie uluksusowiania sprawdzonej konstrukcji Toyoty Land Cruiser. GX II oferował do wyboru dwa silniki (V6 o mocy 217 KM i 301-konne V8) i dostępny był już nie tylko w USA, ale również w Europie Wschodniej (m.in. w Ukrainie i Rosji). Kilka dni temu zadebiutowała generacja numer trzy. Schemat ten sam. Bliźniak Land Cruisera. W chytrym planie Lexusa pojawił się jednak pewien wyłom. Otóż Lexus GX teraz ma być już nie tylko SUV-em segmentu E. Ma być również najbardziej terenowym GX-em w historii i trafić do sprzedaży na wielu, a nie tylko kilku rynkach – również Europy Wschodniej.
Nic z tego

Też pomyślałeś o Polsce? Argumentów za jest wiele. Po pierwsze: w Ukrainie obecnie bardzo trudno, a w Rosji nie wypada handlować. Zresztą Toyota z Lexusem pod rękę opuściła rosyjski rynek chwilę po napaści tego kraju na sąsiada. Po wtóre: dla Lexusa Polska jest obecnie najważniejszym rynkiem na Starym Kontynencie (czytaj: sprzedaje u nas najwięcej aut). Po trzecie: kilka lat temu w ofercie polskiego importera znajdował się jeszcze większy i również zbudowany pod amerykańskie gusta model LX (luksusowa odmiana Land Cruisera V8). Po czwarte wreszcie: całkiem niedawno Lexus zdecydował się wprowadzić do polskiej sieci zupełnie nieeuropejski model LM. Do tego informacja prasowa dotycząca debiutu nowego GX-a zaczynała się od słów: „auto trafi na rynki Europy Wschodniej na początku 2024 r.” – jak nic chodzi o Polskę. A właśnie że nie chodzi. Kolejne zdanie owej informacji rozwiewa wątpliwości: „GX nie będzie oferowany w Polsce”.

Co tracimy? Najbardziej terenowego Lexusa ze wszystkich, i to nie tylko poprzednich generacji GX. Ze wszystkich Lexusów w ogóle. Zgoda, GX w trzeciej odsłonie nadal pozycjonowany jest jako SUV segmentu E, ale skierowany do klientów, którym bardziej niż miejska odpowiada stylistyka offroadowa. Pudełkowaty kształt nadwozia, krótkie zwisy i ostro poprowadzone linie stylistycznie upodabniają auto do rasowych terenówek. Zdecydowanie z błotem mu do twarzy. Stylistyka to nie wszytko. Dla co bardziej wymagających klientów przygotowano specjalną wersję wyposażenia – Overtrail. 18-calowe felgi mają być obute w specjalnie zaprojektowane do tego auta opony AT (all terrain). GX Overtrail będzie miał też poszerzony o 20 mm rozstaw kół, a także osłony chroniące progi i podwozie. Przedni zderzak ma być fabrycznie przystosowany do montażu dodatkowych offroadowych akcesoriów. Opcjonalnie będzie można zamówić zderzaki o podniesionym profilu narożników, które ułatwią manewrowanie w terenie. Wersja overtrail będzie pierwszym Lexusem z elektroniczno-kinetycznym zawieszeniem dynamicznym (E-KDSS). Słowem GX będzie pierwszym w historii Lexusem fabrycznie przystosowanym do offroadowej turystyki.
Co pod maską? Znaną z poprzednika jednostkę V8 zastąpiła mniejsza 3,5-litrowa V6. Mniejsza, ale mocniejsza. Ma 354 KM mocy i dostarcza – na obie osie rzecz jasna – za pośrednictwem 10-stopniowego automatu 650 Nm momentu obrotowego. GX uciągnie przyczepę o masie do 3,5 t.
Koń w uprzęży

Koncepcja Tazuna to pomysł Lexusa na urządzenie wnętrza nowych modeli tej marki. Chodzi o ergonomię, wygodę i bezpieczeństwo korzystania z auta. Tak na marginesie – japońskie słowo tazuna oznacza lejce w końskiej uprzęży.
Ta koncepcja ma sprawić, by kierowca mógł się skupić na prowadzeniu, a nie obsłudze pokładowych systemów – coś jak: ręce na kierownicy, oczy na drogę. Tazuna po raz pierwszy została zastosowana w najnowszej generacji modelu NX, a potem sukcesywnie w kolejnych nowościach, czyli m.in. w GX. Co to oznacza? Że wnętrze jest urządzone podobnie jak to znane ze wspomnianego NX-a, ale też nowego RX-a czy przedziwnego LM-a.
We wnętrzu jest też znacznie bardziej komfortowo niż offroadowo. Wiecie – skóra, ekrany i doskonałe audio. GX może też pomieścić siedmiu pasażerów. Podczas premiery online Lexus nie zdradził szczegółów dotyczących pojemności bagażnika, ale zapewnił, że po złożeniu oparć kanapy w bagażniku zmieści się rower z 29-calowymi kołami.
Po dokładnym obejrzeniu zdjęć i filmów z nowym GX w roli głównej nie mam wątpliwości, że GX nie będzie raczej ostro upalany w terenie – ot, propozycja dla wielbicieli SUV-ów, którym zamiast jazdy w terenie wystarczy terenowy potencjał ich auta, i oczywiście dla tych, którym po drodze z terenową stylistyką, ale nie chcą dla niej rezygnować z komfortu użytkowania samochodu na co dzień. Gdyby nowy GX był sprzedawany w Polsce, konkurowałby pewnie z innymi tego typu autami (czytaj: terenówkami rzadko zabieranymi w teren), np. Mercedesem G czy nowym Land Roverem Defenderem. Każdy z nich ma ogromny terenowy potencjał, mało który ma szanse to udowodnić. Wygrałby z tymi uznanymi modelami? Trudno powiedzieć. Lexus, zapraszając dziennikarzy z Polski na premierę modelu GX, dał im tylko polizać lody przez szybę. Na pytanie, dlaczego i dziennikarze, i klienci w Polsce nie dostaną po lodzie do łapy, nabrał wody w usta.

Może nie jesteśmy zainteresowani takimi japońskimi luksusowymi, ale wciąż prawilnymi terenówkami, a może jesteśmy, tylko… nie mamy tego jak pokazać.
Jeśli nowy pomysł na GX-a nie przypadł ci do gustu, mam dobrą wiadomość. Model nie trafi do polskich salonów. Jeśli jest odwrotnie – mam dobrą wiadomość: prywatny import.







