
Pozornie to żadna nowość. Lexus LM jest znany motospołeczności od 2019 r. Z tym że to tylko chińska motospołeczność, gdyż auto oferowane było wyłącznie na tamtejszym rynku. Broń Boże w Europie. Mieszkańcy Starego Kontynentu mogli je poznać wyłącznie z zagranicznych relacji czy testów. Nie ma w tym nic dziwnego. Azjaci uwielbiają luksusowe minivany i MPV. Wielu producentów – szczególnie azjatyckich – szykuje takie propozycje specjalnie na tamtejsze rynki. W Europie, no cóż, segment miniwanów jest na wymarciu. Tego typu auta częściej znikają z oferty, niż się w niej pojawiają. To również nie dziwi, bo od lat klientów minivanom i MPV podbierają SUV-y. W USA sytuacja wygląda nieco inaczej i minivany wciąż cieszą się zainteresowaniem, choć znacznie mniejszym niż jeszcze kilka lat temu. Mimo to Lexus nie zdecydował się wprowadzić LM-a również tam. Do teraz. Kilka dni temu zadebiutowała druga generacja tego auta. Oczywiście zadebiutowała w Szanghaju, ale tym razem jako auto globalne. Co to oznacza? Że trafi do sprzedaży na wszystkich rynkach, na których operuje Lexus, czyli również w Europie, a co za tym idzie – także w Polsce.
Odważne posunięcie

Czy jestem zaskoczony wjazdem Lexusa LM do polskich salonów? Oczywiście. I to bardzo! Po otrzymaniu informacji prasowej na ten temat osobiście zadzwoniłem do centrali Toyoty w Polsce, by potwierdzić to, co widzę i czytam. Potwierdzili.
Skąd zaskoczenie? Luksusowe vany nie są ulubieńcami Europejczyków – o tym już wspominałem, nie są też ulubieńcami Polaków. W ofercie naszych salonów są w zasadzie trzy takie modele: VW Multivan, no ale to nie premium, Maxus Euniq 5 – jeszcze mniej premium, no i Mercedes Klasy V. W zasadzie tylko ten ostatni może konkurować z Lexusem LM. Chociaż tak po prawdzie LM będzie bezkonkurencyjny. Oto dwa powody.
Powód nr 1: popatrzcie, jaki on ma wygląd. Najdelikatniej mówiąc, kontrowersyjny. Gdzieś tam gubi proporcje napchany chromowanym blichtrem i wyposażony w monstrualną atrapę chodnicy czy grill, jak kto woli. Wszystko to w Chinach oraz na innych azjatyckich rynkach kojarzone jest z przepychem, elegancją i luksusem. W Polsce? No cóż, ja widzę w nim grację ziewającego mopsa. Jedno jest pewne – drugiego takiego auta w polskich salonach nie znajdziecie.
Powód nr 2: w odróżnieniu od luksusowego vana od Mercedesa Lexus LM nie jest uluksusowioną odmianą auta dostawczego. To auto nie wykorzystuje żadnych podzespołów z dostawczych aut Toyoty, garściami czerpie natomiast z innych Lexusów. Spoczywa na modułowej platformie GA-K. To ta sama, na której oparto modele RX, NX i ES. Jej skalowalność pozwoliła zapewnić LM obszerne i podatne na aranżację wnętrze. A to, że nie jest platformą dostawczą, ma sprawić, że LM będzie się prowadził nie tylko jak auto osobowe, ale przede wszystkim dostojnie, jak przystało na to, co ma w środku.
Kino i izolacja

Przy opracowaniu kabiny ludzie z Lexusa konsultowali się z producentami prywatnych odrzutowców i z najbogatszymi klientami. Wypadkową tych dyskusji jest m.in. to, że samochód będzie dostępny jako luksusowy siedmioosobowy van lub jako ultraluksusowa czteromiejscowa… karoca. O ile wersja z siedmioma siedzeniami jest nastawiona raczej na walory użytkowe, o tyle odmiana czteromiejscowa poszła już całkowicie w zapewnienie luksusu, i to na wiele sposobów. Jakich? Trzymajcie się!
Z pewnością pamiętacie, jak przy okazji premiery obecnej generacji BMW serii 7 wspominano m.in. o największym ekranie w historii motoryzacji umieszczonym w aucie. Zsuwany z sufitu ekran BMW zapewnia pasażerom tylnej kanapy przekątną 31 cali. Co na to Lexus? Coś w stylu „potrzymajcie mi piwo”. Ekran czteromiejscowej wersji ma… 48 cali! I kilka trybów wyświetlania. Można np. zrobić jedno wielkie kino dla obu pasażerów lub dwa oddzielne, dzięki czemu (i słuchawkom) pasażer lewego i prawego fotela może oglądać co innego.
Duży telewizor jest zawieszony na przegrodzie oddzielającej miejsce kierowcy od luksusowego tyłu. To nie wszystko. Na pokładzie jest też lodówka, 23-głośnikowy zestaw audio Mark Levinson i system Lexus Climate Concierge dbający o odpowiednią temperaturę, jakość powietrza i dyskretne oświetlenie wnętrza oraz dający możliwość dobrania różnych temperatur dla głowy, klatki piersiowej, ud i stóp. Lexus chwali się zastosowaniem nowoczesnych systemów tłumiących nadmierne wibracje (Rear Seat Comfort) i hałas (Active Noise Control). W samochodzie zmontowano pięciowarstwową wygłuszającą podsufitkę i asystenta głosowego dla pasażerów tylnej części auta. Fotele (te tylne) to osobny rozdział i inżynieryjny majstersztyk. Są zbudowane tak, by minimalizować kołysanie głów pasażerów. Podczas hamowania odchylają się, zapobiegając wysunięciu czterech liter z siedziska. Boczki pomagają utrzymać prostą sylwetkę i wyprostowaną miednicę. Wydłużone zagłówki dbają o komfort nie tylko szyi, ale przede wszystkim górnej partii pleców. Oba fotele można rozkładać do pozycji leżącej. Oprócz elektrycznej regulacji, podgrzewania (nawet karku) i wentylacji siedzenia skrywają jeszcze czterostopniowe pneumatyczne podparcie odcinka lędźwiowego. A tymi wszystkimi udogodnieniami można sterować przez dotykowy panel w podłokietniku. Poczucia komfortu dopełnia pneumatyczne zawieszenie, a bezpieczeństwa – niesamowicie długa lista systemów.
LM w wariancie czteromiejscowym został zaprojektowany zgodnie z zasadą ukrytej technologii. Wiele przydatnych funkcji jest rozmieszczonych dyskretnie, niemal wtopionych w konstrukcję auta, np. rozkładane stoliki, bezprzewodowe ładowarki, schowki, złącza, lampki do czytania czy lusterka.
Napęd karocy

W Europie Lexus LM oferowany będzie w jednej wersji. Pod maskę trafi oczywiście hybryda. To ten sam układ, który napędza NX-a czy RX-a. Ma oznaczenie 350h i dostarcza 250 KM mocy i 239 Nm momentu obrotowego. Wszystko to trafia na obie osie, bowiem LM jest standartowo wyposażony w napęd E-Four.
LM jest sporym, nawet bardzo sporym samochodem. Auto ma 5130 mm długości, 1890 mm szerokości i 1945 mm wysokości, a także bardzo duży rozstaw osi (3000 mm), który jest kluczowy dla komfortu pasażerów. Z zewnątrz? No cóż, mnie nie zachwyca. Ale na obronę jego aparycji mam tylko jedno. Mało europejski kształt nadwozia i nieprzypadające mi do gustu proporcje są, jakie są, bo nie porażające piękno było celem. Były nim komfort i przestrzeń w środku.
I tu dochodzimy do sedna. Dla kogo to auto? Przede wszystkim dla osób, które potrzebują być wożone samochodem. Mobilne biuro milionera? Luksusowy shuttle dla VIP-ów? To są jego zadania i zarazem nisza, w której musi się zmieścić.
Zmieści się? Szanse są, bo na razie jest bezkonkurencyjny. O tym, czy spodoba się zamożnym Europejczykom, przekonamy się najwcześniej we wrześniu, kiedy pierwsze LM-y dotkną kołami ulic naszego kontynentu. Wtedy też poznamy ceny, a te z dużym prawdopodobieństwem przekroczą granicę pół miliona złotych.






